Kurdyjska odyseja

Kurdyjska odyseja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Śmierć za śmierć - zdecydowali sędziowie, obwiniając przywódcę kurdyjskiej partyzantki o zdradę i dążenie do rozbicia siłą państwa tureckiego, w wyniku czego zginęło ponad 30 tys. ludzi
Po ogłoszeniu wyroku rodziny żołnierzy poległych w walkach z partyzantami Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) odśpiewały hymn turecki. W wielu miejscach demonstrowano radość z decyzji - przeciwnicy Öcalana trzymali w dłoniach flagi państwowe i sznury z pętlami na szyję wroga publicznego numer jeden. - Gdybyście tu mieszkali i każdego dnia widzieli śmierć niewinnych kobiet i dzieci, potępialibyście terrorystów razem z nami - mówi Mehmet Aslan, szef izby handlowej w Gaziantep, największym mieście Anatolii, gdzie toczą się walki bojowników PKK z wojskiem. Wyrok na Öcalana nie rozwiąże jednak problemu kurdyjskiego.
- Kocham Öcalana, przecież jestem Kurdem. To nasz bohater - obrusza się dwunastoletni stambulski czyścibut, który przyjechał do stolicy za chlebem z rodzinnego Diyarbakir. - Kurdowie nie dadzą zabić Apo (pseudonim Öcalana). Na pewno się zemścimy - zapowiada. W Turcji, a także w wielu stolicach europejskich, podjęto specjalne środki ostrożności. W lutym, gdy tureckie służby specjalne pojmały Öcalana w Kenii, rozwścieczeni Kurdowie podkładali bomby, szturmowali placówki dyplomatyczne, walczyli z policją i dokonywali samopodpaleń. Teraz grożą krwawą łaźnią, jeśli wyrok zostanie wykonany. Tym razem demonstracje były spokojniejsze. Dwoje zamachowców w Elazig zastrzeliło jednak w kawiarni cztery osoby, a potem zginęło od kul policji. Od wybuchu bomby w stambulskim parku śmierć poniosła jedna osoba, a 22 odniosły rany. Atak przypisano Kurdom. W południowo-wschodniej Turcji partyzanci - nazywani przez władze terrorystami - starli się z wojskiem. W Niemczech płonęły ośrodki kultury, firmy i restauracje tureckie.
Öcalanowi nie pomogły ani gwałtowne protesty jego rodaków, ani apele międzynarodowych organizacji obrony praw człowieka, ani nawet naciski rządów państw Unii Europejskiej, do której Turcja od dawna chce przystąpić. Nie na wiele zdało się przyjęcie pokojowej taktyki a la Arafat. Öcalan obiecywał, że będzie działał na rzecz porozumienia z władzami, jeśli tylko sąd daruje mu życie. Teraz pozostała jedynie apelacja - wyrok musi zatwierdzić sąd apelacyjny, a także parlament i prezydent.
Kierowana przez Öcalana PKK toczy walkę od 15 lat. Zginęło prawie 37 tys. ludzi. Władze tureckie często porównują PKK z zachodnioeuropejskimi grupami terrorystycznymi, na przykład Bader Meinhoff. Wszystko po to, by usprawiedliwić metody stosowane w walce z partyzantką. Zapomniano dodać, że w przeciwieństwie do izolowanych społecznie, nielicznych lewackich terrorystów z Europy, bojownicy kurdyjscy cieszą się sporym poparciem miejscowej ludności. W przeciwnym razie władze nie uciekłyby się do drastycznej akcji wysiedlenia ponad pół miliona osób z okolic, gdzie partyzanci mieli największe poparcie i do stosowania taktyki spalonej ziemi. Nie byłoby potrzeby angażowania na stałe w tym regionie kilkudziesięciotysięcznej armii, wojsk pancernych i lotnictwa. Walki mają wiele cech regularnej wojny domowej, a wojsko tureckie niejednokrotnie zapuszczało się w pogoni za partyzantami także do Iraku.

Stawką w procesie Abdullaha Öcalana stał się los milionów Kurdów i przyszłość państwa tureckiego

Ziemia coraz bardziej pali się pod nogami partyzantom - zwłaszcza od czasu, gdy przestali otrzymywać wsparcie z Moskwy. Öcalan musiał opuścić bazę w Syrii, skąd kierował walkami. Rozpoczęła się jego odyseja w poszukiwaniu azylu w różnych krajach, w nadziei na przekształcenie walki zbrojnej Kurdów w polityczną na wzór palestyński. Odyseja zakończona fiaskiem i pochwyceniem przez tureckie służby specjalne w Kenii. Osamotnieni Kurdowie przegrywają zdecydowanie w starciu militarnym z drugą co do wielkości armią NATO.
Bojownicy PKK nie utracą sympatii rodaków i nie złożą broni dopóty, dopóki Ankara nie przyzna wreszcie, że ma do czynienia nie tylko z problemem terroryzmu, ale przede wszystkim z kwestią narodowościową. Öcalan prowadził walkę o niepodległość, a potem o autonomię dla Kurdów. Tymczasem ich nie spełnionym marzeniem jest nawet używanie własnego języka w urzędach, mediach i uczenie się go w szkołach. To ostatnie prawo przysługuje w Turcji niewielkim mniejszościom - greckiej czy ormiańskiej, ale nie dwunastomilionowej rzeszy Kurdów. Represyjna polityka władz jedynie umacnia przekonania tych, którzy sądzą, że Kurdowie nie mają innego wyboru niż walka zbrojna. W zeznaniach przed sądem Öcalan mówił, że to właśnie restrykcje ograniczające rozwój życia kulturalnego Kurdów popchnęły tysiące jego rodaków do zbrojnego buntu. Turcja pozostanie "chorym człowiekiem Europy"dopóty, dopóki nie zdecyduje się rozwiązać problemu kurdyjskiego zgodnie z europejskimi standardami.

Więcej możesz przeczytać w 28/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0