Know-how

Know-how

Dodano:   /  Zmieniono: 
Najnowsze badania uczonych z Indii dowodzą, że kofeina może chronić przed szkodliwym działaniem promieni gamma. Zespół naukowców z Bhabha Atomic Research Centre z Bombaju przeprowadził eksperyment na prawie 500 myszach, którym wstrzyknięto różne dawki kofeiny i następnie poddano działaniu śmiertelnej dawki promieni gamma - 7,5 greja.
Kofeina chroni?
Najnowsze badania uczonych z Indii dowodzą, że kofeina może chronić przed szkodliwym działaniem promieni gamma. Zespół naukowców z Bhabha Atomic Research Centre z Bombaju przeprowadził eksperyment na prawie 500 myszach, którym wstrzyknięto różne dawki kofeiny i następnie poddano działaniu śmiertelnej dawki promieni gamma - 7,5 greja. Okazało się, że po 25 dniach 70 proc. myszy, którym godzinę przed napromieniowaniem podano 80 miligramów kofeiny na kilogram masy ciała, nadal żyło. Natomiast wszystkie z prawie 200 myszy, którym nie zaaplikowano kofeiny, nie przeżyły. Przed śmiercią gryzonie chroniło zarówno późniejsze podanie kofeiny, jak i większa jej dawka; takiego działania nie wykazały zaś ani mniejsza porcja (50 miligramów), ani wstrzyknięcie substancji po napromieniowaniu. Już wcześniejsze badania wykazały, że kofeina reaguje z rodnikami grupy hydroksylowej wytwarzanymi przy napromieniowywaniu komórek. Według przeprowadzających doświadczenie, może to zapobiegać niszczeniu komórek i blokowaniu ważnych funkcji życiowych - na przykład wytwarzaniu komórek krwi w szpiku kostnym, co było główną przyczyną śmierci napromieniowanych myszy - przez rodniki. Badacze sugerują, że wyniki tych eksperymentów mogą pozwolić udoskonalić metody radioterapeutyczne stosowane w leczeniu raka. Część naukowców zachowuje jednak ostrożność, jeśli chodzi o wyniki eksperymentów, gdyż ochrona przed rodnikami wymaga dużego skoncentrowania kofeiny. Filiżanka kawy zawiera 80-100 miligramów tej substancji - osoba ważąca ok. 70 kg musiałaby wypić więc sto filiżanek tego napoju, aby zapewnić sobie odpowiednią ochronę. Niższe dawki kofeiny mogłyby chronić jedynie w wypadku mniejszych dawek promieniowania.

Depresja mózgu.
Raport opublikowany w czasopiśmie "The Journal of Neuroscience" ujawnia, że depresja może być przyczyną trwałego uszkodzenia mózgu. Dotychczasowe próby zmierzenia wpływu depresji na mózg ludzki nie przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów. Aby zgłębić to zagadnienie, Ycette Sheline wraz z zespołem z Washington University w St. Louis postanowiła wykonać za pomocą rezonansu magnetycznego badanie mózgów 24 kobiet, które w przeszłości cierpiały na depresję. Żadna z pacjentek nie miała ataku tej choroby w ciągu czterech miesięcy przed badaniem. Dla porównania przeprowadzono również badania mózgu osób w zbliżonym wieku i o podobnym wykształceniu. Okazało się, że hipokamp (rejon znajdujący się u podstawy mózgu,
odpowiedzialny za tworzenie się wspomnień) u kobiet cierpiących na depresję jest średnio 10 proc. mniejszy niż w grupie kontrolnej. Ponadto liczba ataków choroby ma związek ze zmniejszaniem się hipokampu. Dlatego uznano, że to depresja jest przyczyną zmniejszania się tej części mózgu, nie zaś odwrotnie. Większość z badanych kobiet zażywa leki antydepresyjne, ale badania nie wykazały ich negatywnego wpływu na komórki mózgu. To hormon stresu uwalniany podczas ataku depresji może być przyczyną zmniejszenia się hipokampu, co wydaje się mieć wpływ na pamięć. Kobiety przeżywające depresję mają bowiem większe trudności z zapamiętywaniem listy słów niż pacjentki z grupy kontrolnej. W testach badających pamięć przestrzenną również wypadły gorzej.

Zagrożone dzieci.
Z najnowszych badań przeprowadzonych we Francji i Stanach Zjednoczonych wynika, że leki stosowane w terapii AIDS mogą powodować poważne wady wrodzone u niektórych dzieci matek zakażonych wirusem HIV. Badania francuskie objęły tysiąc kobiet w ciąży - nosicielek wirusa. W ośmiu wypadkach dzieci, mimo że nie były nosicielami HIV, urodziły się z poważnymi wadami, które powodują śmierć w okresie niemowlęctwa. Wszystkie matki dzieci, które przyszły na świat z wadami, zażywały leki na AIDS, m.in. AZT. Podejrzewa się, że wady spowodowane są anomaliami występującymi w mitochondriach, czyli źródle energii dla komórek. Zaburzenia ich funkcjonowania są niezwykle rzadkie i występują raz na 10 tys., a nawet raz na 100 tys. urodzeń. Kolejne badanie naukowców z Waszyngtonu dostarcza podobnych danych, dowodząc, że AZT włączany jest do DNA białych krwinek ludzi, którzy zażywają ten lek, w tym kobiet w ciąży i ich dzieci. Spowodowane jest to tym, że AZT "naśladuje" jeden z czterech nukleozydów tworzących kod genetyczny. Te zmiany mogą zwiększać ryzyko zachorowania na raka. Należy jednak podkreślić, że badania nie zalecają zaprzestania zażywania leków przez kobiety w ciąży i jednocześnie nosicielki wirusa HIV. Wyłącznie dzięki tym preparatom można zmniejszyć ryzyko zarażenia nowo narodzonych dzieci z 25-35 proc. do niecałych 10 proc. Dzięki cesarskiemu cięciu i rezygnacji z karmienia naturalnego ryzyko to można zredukować jeszcze bardziej. Należy jednak wyciągnąć inny wniosek: kobiety z wirusem HIV nie powinny zachodzić w ciążę.


Więcej możesz przeczytać w 29/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0