Mieszczański dzikus

Mieszczański dzikus

Dodano:   /  Zmieniono: 
Hollywood na koniec stulecia powtarza najbardziej znane opowieści
Kolejny krok w rozwoju technik animacji, songi Phila Collinsa i raz jeszcze powtórzone przesłanie o potrzebie tolerancji dla odmieńców to suma atrakcji najnowszej produkcji disnejowskiej. "Tarzan" jest kolejną bajką, którą kino opowiada widzom w serialu nie kończących się powtórek na koniec stulecia. Człowiek-małpa to jedna z bardziej odpornych na wahania koniunktur postaci kultury masowej.

Koncern familijny
Rozmowa z ROYEM DISNEYEM, wiceprezesem Walt Disney Company


Roman Rogowiecki: - Imperium Disneya to przedsięwzięcie rozrywkowe składające się z wielu segmentów. Które stanowią jego trzon?
Roy Disney: - Największą i najważniejszą gałęzią naszej działalności są niewątpliwie parki rozrywki, czyli Tokyo Disneyland, Walt Disney World oraz Disneyland Paris, a dopiero potem nasze koncerny filmowe, czyli Touchstone i Hollywood Pictures, Disney Pictures, Disney Animation oraz ich telewizyjne odnogi. Muszę przyznać, że mnóstwo pracy mamy w przemyśle telewizyjnym. Do nas należą również firmy ABC Broadcasting Company i ESP Sports Broadcasting.
- Za polityką filmową Disnejowskiego koncernu kryje się dalekosiężna strategia.
- Nie ma wątpliwości, że zwracamy baczną uwagę na amerykański system dzielący filmy na grupy wiekowe, dla których dane produkcje są dostępne. Kiedy kręcimy obraz sygnowany znaczkiem Disneya, zdajemy sobie sprawę, że musi on być dla całej rodziny, a nie tylko dla dorosłych. Z drugiej strony mamy produkcje firm Miramax, Touch- stone i Hollywood, które niejako nie muszą brać pod uwagę kategorii wiekowych. To nam pozwala przygotowywać innego typu obrazy. Pod jednym "parasolem Disneya" produkujemy więc bardzo różne filmy.
- Jak ma się nowy "Tarzan" do niedawnego przeboju, jakim był "Król Lew"?
- "Tarzan", który nie zarobił jeszcze tylu pieniędzy, ile "Król Lew", jest lepszy. To jest moja opinia, choć publiczność ma chyba inne zdanie. Obie produkcje są bardzo udane, ale "Tarzan" pod wieloma względami, choćby animacyjnymi, nie ma sobie równych. Najbliższy jest mi jednak obecnie kończony film "Fantazja 2000". Pierwsza wersja powstała jeszcze w roku 1940 dzięki mojemu wujkowi, Waltowi Disneyowi, który założył tę firmę z moim ojcem. Jego ambicją było to, by co roku powstawała kolejna część "Fantazji".
- "Fantazja 2000" to bardzo ambitny projekt łączący najnowszą generację animacji ze słynnymi klasycznymi dziełami muzycznymi. Jak pan dobierał muzykę do tego filmu?
- Podobnie jak mój wujek, kierowałem się własnym gustem. Decydowałem się na utwory, które lubię. Przez wiele lat uważano - biorąc pod uwagę odbiór pierwszej "Fantazji" - że nie jest to przedsięwzięcie komercyjne, a przy tym bardzo skomplikowane i kosztowne. Dlatego długo czekałem, by realizacja ruszyła z miejsca. Pierwsze utwory, na które się zdecydowałem, to "Pines of Roma" Ottorino Respighiego oraz koncert fortepianowy nr 2 Szostakowicza.
- Premierze "Fantazji 2000" ma towarzyszyć specjalna koncertowa promocja.
- "Fantazja 2000" wejdzie na ekrany 1 stycznia 2000 r. w kinach typu Imax, czyli z ogromnymi ekranami. Jest to pierwszy wyprodukowany w tej technice film fabularny. Prapremierę zaplanowano na 17 grudnia w nowojorskiej Carnegie Hall, z udziałem orkiestry liczącej 120 osób. Planujemy też cztery koncerty w Paryżu, Tokio i Los Angeles. W ostatnim z tych miast odbędzie się także specjalna parada postaci z filmów Disneya, w której wezmę udział.


Kreskówka odwołuje się do idyllicznych wizji przyrody i prostych podziałów wśród ludzi. Zgodnie ze wzorcem zeszłowiecznej angielskiej powieści awanturniczej, członkowie ekspedycji naukowej to postacie szlachetne, a zbierana w różnych portach załoga okrętowa okazuje się bandą rzezimieszków. W procesie wysładzania fabułek dla pozyskania dziecięcego widza wytwórnia Disneya ma znaczące doświadczenia. Mysz o imieniu Miki w pierwszej wersji z roku 1928 obnosiła po ekranie agresywnie wyglądające siekacze i świdrujące podstępne oczka, czym, oczywiście, nie zyskała dziecięcej sympatii. Koniunktura zmieniła się, gdy kolejny rysownik siekacze usunął, zaokrąglił sylwetkę i dorysował małej mordce duże okrągłe oczy, co zwierzakowi nadało wyraz gapiowaty i poczciwy. Retuszowi poddany został również Kaczor Donald, który popularność zdobył po kilku latach dzięki przygładzeniu opierzenia i zaokrągleniu sylwetki. Pies Pluto, Słoń Dumbo i Jelonek Bambi od początku rysowane już były z należytym wdziękiem. "Królewna Śnieżka" z roku 1937, dzieło 750 rysowników, powstawała w atmosferze zagrożenia klapą - publiczność nie wytrwa, jak sądzono, na kreskówce o długości filmu fabularnego. Walt Disney dbał więc o jedno: by figurki przeginały się na ekranie tak efektownie, aby nie dawać spoczynku gałce ocznej. I rzeczywiście, wiewiórka, która własną kitą wyciera talerz w ramach porządków w leśnej stołówce, wykonuje przy tej drobnej okazji zgoła nieprawdopodobne piruety.
Dotychczas Tarzan pojawił się na ekranie ponad 50 razy. Do wyobraźni zbiorowej wprowadził go w 1912 r. były wojskowy, sklepikarz, policjant i menedżer Edgar Burroughs. Odkrył on złotą żyłę, publikując w prasie opowiadanie o chłopcu, który dorastał w dżungli. Wykorzystując sukces pierwszej powieści "Tarzan wśród małp" z 1914 r., Burroughs napisał aż ćwierć setki następnych sekwencji przygodowych. Z rozpędu spłodził jeszcze pół setki fabułek w innych konwencjach - od westernów przez romanse po science fiction. Ściągał przy tym bezwstydnie z klasyków: głównie z Rudyarda Kiplinga i Jonathana Swifta, co nie przeszkadzało w tłumaczeniu powieści na 58 języków i wykupieniu pięćdziesięciomilionowego nakładu.
Tarzan pozostaje nieodmiennie popularny jako bohater tzw. opowieści dżungli, która swoją atrakcyjność czerpie jeszcze z dziewiętnastowiecznych robinsonad. Człowiek z powodu tragicznego zbiegu okoliczności żyjący w świecie przyrody (Mowgliego z "Księgi dżungli" Rudyarda Kiplinga porywa tygrys) spełnia w nim misję cywilizacyjną, stając na czele zwierząt "dobrych" przeciwko podstępnym i "złym". Taka wizja natury odpowiadała dziewiętnastowiecznemu mieszczaństwu, ale i dziś zyskuje akceptację, zwłaszcza jeżeli film czy powieść przemyca hasła ekologiczne. Nawet więcej - biały, wywodzący się z kultury Zachodu, cywilizuje swoich bliźnich, dzieląc się hojnie własnym "dobytkiem" umysłowym i wyposażeniem materialnym, jak Staś z Kalim z "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza czy Tomek z powieści Alfreda Szklarskiego z mniej zaawansowanymi technologicznie mieszkańcami różnych zakątków globu.
Tarzan legendę ekranową zawdzięcza Johnny?emu Weissmüllerowi, słynnemu pływakowi. W 1932 r. użyczył on dzikusowi z dżungli muskularnej sylwetki, która w nęcący sposób kontrastowała z wiotką figurą Maureen O?Sullivan. Opowieść była prosta: wprawdzie dzikus uprowadza dziewczynę do dżungli, ale jednocześnie zdobywa jej miłość i ratuje brytyjską ekspedycję naukową od niechybnej zagłady. Na postać Tarzana nakładała się legenda Weissmüllera, który zanim wszedł na ekrany, ustanowił aż 67 rekordów świata w pływaniu. Uroda Maureen O?Sullivan wypadała na jego tle na tyle korzystnie, że chętnie angażowano ją do kolejnych produkcji. W 1941 r. ta dekoracyjna para broniła dżungli przed poszukiwaczami złota w "Skarbie Tarzana", a w roku następnym zmagała się z cywilizacją Nowego Jorku, gdzie został uprowadzony ich syn. Fabuła okazała się na tyle atrakcyjna, że producenci nie chcieli z niej zrezygnować nawet wtedy, gdy w roku 1948 John Weiss- müller, zagrawszy w jedenastu filmach, zdecydował się zakończyć karierę aktorską. Znalazł się inny Tarzan - Lex Barker, którego poznaliśmy później jako Old Shatterhanda z serii o Winnetou. Człowiek-małpa okazał się nadspodziewanie żywotny. Jeszcze w 1981 r. reżyser John Derek umieścił w ekranowej fabułce o nim swoją uroczą żonę o imieniu Bo, która malowniczo prezentowała się w opowieści o walce z łowcami kości słoniowej.
Koniunktura na stare powieści każe się spodziewać na ekranach Holmesa, Draculi, złodzieja z Bagdadu. By nie wspominać bohaterów szekspirowskich. Hollywoodzkie młyny pracują na podwyższonych obrotach.


Więcej możesz przeczytać w 49/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0