Rodzinny interes

Rodzinny interes

Dodano:   /  Zmieniono: 
Co łączy Bogusława Bagsika, Ireneusza Sekułę, Andrzeja K., ps. Pershing, oraz Wiesława P., ps. Wicek
Nowym większościowym udziałowcem Zakładów Futrzarskich w Kurowie, należących do największych w kraju producentów kożuchów, stał się niedawno 36-letni Wiesław P. spod Puław, osoba z niepełnym wykształceniem podstawowym, bez zawodu, za to posiadająca pokaźny majątek i powołująca się na szerokie koneksje w świecie biznesu i polityki. Wiesława P. skazano na dwa lata i dwa miesiące więzienia (wyrok jest nieprawomocny) za uprowadzenie, przetrzymywanie w swoim domu i torturowanie członków tzw. gangu karateków. Przyznaje się on do przyjaźni z Bogusławem Bagsikiem i Andrzejem Gąsiorowskim, których odwiedził w Izraelu. Na wspólnej fotografii wykonanej wtedy towarzyszy im Andrzej K., ps. Pershing, domniemany szef gangu pruszkowskiego. Do grona znajomych Wiesława P. należy też Ireneusz Sekuła, wicepremier w rządzie Mieczysława Rakowskiego, były szef Głównego Urzędu Ceł. Zastanawiająca jest współpraca ludzi z tak różnych układów, którzy wydają się traktować wzajemnie jak zwyczajni biznesmeni: solidarni kiedy trzeba, darzący się zaufaniem i świadczący sobie nawzajem różne usługi.
W latach 90. Wiesław P. dorobił się wielkiego majątku i wyrósł na liczącego się biznesmena, m.in. poważnego sponsora lubelskiego żużla - w 1995 r. przekazał miliard starych złotych na sekcję żużlową Motoru. O swojej karierze i znajomościach nie chciał z nami rozmawiać. W jednym z wywiadów stwierdził, że udziały w kurowskiej fabryce kupił za pieniądze ulokowane w banku. Wcześniej, w 1993 r., kupił budynek byłej spółdzielni kuśnierskiej, który chciał zagospodarować na przetwórnię mięsną (obecnie chciałby, żeby budynek stanowił aport majątkowy umożliwiający powiększenie udziałów w Zakładach Futrzarskich).
- Nie będę zaglądał nikomu w kieszeń. Nie wnikam, za jakie pieniądze kupiono zakłady, bo to nie moja sprawa, tylko odpowiednich urzędów - mówi Dariusz Baran, wieloletni zarządca komisaryczny i prezes Zakładów Futrzarskich, który sprzedał Wiesławowi P. swoje udziały. Poznał go na festynie Dni Kurowa. - Widać było, że ma pieniądze: jeździł zawsze najnowszymi modelami mercedesa, więc zaproponowałem, żeby został strategicznym inwestorem - mówi Baran. Negocjacje prowadzili początkowo sami, potem dołączył do nich Bogusław Bagsik, który wyszedł wówczas z aresztu. W lipcu tego roku Baran zaproponował swoim rozmówcom wejście do rady nadzorczej. W październiku odsprzedał swoje udziały. 14 października prezesem zarządu został Bogusław Bagsik. - Nie interesuje mnie, co się obecnie dzieje w zakładach. Najważniejsze jest to, że firma nie pójdzie do likwidacji. A że Wiesiek wziął do pomocy Bogusława Bagsika, to jego sprawa. Widocznie mogą mieć do siebie zaufanie - tłumaczy Dariusz Baran.
Wiesław P. twierdzi, że pierwsze pieniądze zarobił "na Zachodzie" - w Kopenhadze, gdzie przez półtora roku remontował mieszkania. Po powrocie do kraju po 1990 r. razem z teściem prowadził zakład betoniarski, przynoszący 7 mln starych złotych dochodu miesięcznie. Opowiada też, że pracował w Polmozbycie w Puławach, w Zakładach Futrzarskich w Kurowie (jako mechanik), że otworzył w Kurowie sklep i dobrze inwestował. Mówi, że był współwłaścicielem wielu firm, miał masarnię i chińską restaurację w Warszawie, fabrykę rur w Toruniu, udziały w Universalu, a przed sądem raz przyznał nawet, że był prezesem banku. Problemem było to, że nie potrafił przypomnieć sobie którego. Podczas przesłuchania w 1996 r., pytany o sytuację materialną, odpowiedział jednak: "Jestem na utrzymaniu żony, która obecnie nie pracuje".
Wiesław P. posiada dużą parcelę i dobrze urządzoną willę w Górze Puławskiej (wartość tej nieruchomości szacuje się na milion złotych). Kiedy przyjaciele Bogusława Bagsika próbowali zebrać 2 mln zł na kaucję, jaką wyznaczono za jego zwolnienie, Wiesław P. zaoferował ustanowienie hipoteki na jego nieruchomości. Sąd tej propozycji nie przyjął. Bogusław Bagsik odmówił rozmowy na temat swoich związków z Wiesławem P. i powodów, dla których przyjął posadę prezesa zarządu kurowskich zakładów. Wiesław P. opowiadał, że poznał "przyjaciela" jeszcze przed powstaniem Art-B. Bagsik przyjeżdżał do Kurowa, gdzie urodził się i mieszkał P., po skóry, którymi w latach 80. handlował. Wiesław P. mówi, że poznali się "przez samochód", oczywiście mercedesa. Bagsik chciał kupić, P. - sprzedać. Znajomość ta zacieśniła się na tyle, że w willi P. żona Bogusława Bagsika (z dziećmi) spędzała wakacje, kiedy jej mąż przebywał w szwajcarskim areszcie, czekając na deportację do Polski. Podczas przeszukania w domu P. w 1994 r. policjanci znaleźli jej dowód osobisty, patent sternika wystawiony na Bagsika oraz legitymacje ze zdjęciem Wiesława P. jako specjalnego agenta FBI, specjalisty ds. Europy Wschodniej. Policjanci początkowo nie zauważyli, że były fałszywe. To do Wiesława P. zwróciła się o pomoc w odzyskaniu długu od jednego z byłych dyplomatów - 250 mln zł albo 2,5 mld zł (P. nie pamiętał) - żona Bagsika. Wiesław P. odwiedził Bagsika w Izraelu, dokąd pojechał razem z Andrzejem K. Poznali się w 1993 r., kiedy Wickowi skradziono mercedesa. "Wiedziałem, że to znajomy mojego kolegi Bogusia Bagsika. Powołałem się na Bogusia" - mówił podczas przesłuchania Wiesław P. o okolicznościach poznania Pershinga . Od Bogusława Bagsika P. kupił 132-metrowe mieszkanie przy alei Róż w Warszawie. Mieszkanie zrobiło duże wrażenie na Pershingu, który odwiedził tam P. "To mieszkanie jest większe od mojego domu" - mówił z podziwem Andrzej K. przed sądem. Mieszkanie to ma zresztą ciekawą historię. Kupił je w 1989 r. od skarbu państwa Ireneusz Sekuła - za ponad 6 mln starych złotych. Trzy lata później Sekuła sprzedał je Bogusławowi Bagsikowi - za ponad 140 tys. zł. Prokuratura nie zdążyła zająć lokalu, gdyż w 1993 r. przebywający już wtedy w Izraelu Bagsik sprzedał to mieszkanie państwu P. za ok. 80 tys. zł. W 1994 r. pewien czas w tym mieszkaniu jednocześnie zameldowani byli - jak twierdzą policjanci - Wiesław P. i Ireneusz Sekuła. Kiedy policja chciała przeszukać to mieszkanie, okazało się, że mieści się tam kancelaria Mirosława B., znanego warszawskiego adwokata, obrońcy Bogusława Bagsika, Pershinga i Wicka.
Wiesław P. był także właścicielem firmy VIP. Jej siedzibą było wspomniane mieszkanie przy alei Róż. Jako właściciel tej firmy P. wystąpił w 1995 r. do policji z wnioskiem o zgodę na uznanie jego samochodu za uprzywilejowany i o zezwolenie na używanie stosownych sygnałów. Zgody takiej nie otrzymał. P. zachowywał się mimo to jak ważna osobistość, wręcz do przesady. Pewnego razu zażądał od policjanta, by umożliwił mu przejazd, gdy trasa była zablokowana z powodu wypadku. Gdy policjant się nie zgodził, P. uderzył go. "Dostał w pysk" - zeznali świadkowie. Inny policjant oberwał za zatrzymanie samochodu P. do kontroli. "I dostał z glana. Chyba nawet miał złamaną nogę" - wspominają policjanci. Ale też z niektórymi policjantami P. potrafił się ułożyć. Podczas śledztwa dotyczącego obrotu kradzionymi samochodami wyszło na jaw, że P. otrzymał poufne informacje od Jana A., wówczas zastępcy komendanta powiatowego policji w Puławach. Policjant ten został zwolniony z pracy, a w 1996 r. skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata i 5 lat zakazu pracy w policji. Obecnie Jan A. jest szefem ochrony w Zakładach Futrzarskich w Kurowie.
W kurowskim oddziale VIP w 1995 r. policjanci znaleźli podczas przeszukania m.in. pisma urzędowe podpisane przez Bogusława Bagsika, kopie listów Ireneusza Sekuły, dokumenty jego firmy PolNippon, dokumenty Galicyjskiego Trustu Kapitałowo-Inwestycyjnego (Stanisław K., prezes trustu, był na początku lat 90. winien Bogusławowi Bagsikowi 1,3 mln dolarów), faksy kierowane do Ireneusza Sekuły w sprawie kontraktów, a także pismo z Urzędu Rady Ministrów adresowane do państwa Sekułów. Były też dokumenty innych firm oraz pisma z odciśniętymi pieczęciami "mgr Wiesław P." (udokumentowane wykształcenie Wiesława P. kończy się na piątej klasie podstawówki, do której zresztą - po siedmiu latach nauki - nie otrzymał promocji). Wiesław P. mówi, że z Ireneuszem Sekułą poznał go Aleksander G., znany niegdyś biznesmen. Mieli nawet zostać sąsiadami w Górze Puławskiej. P. opowiadał o Sekule jako o swoim doradcy inwestycyjnym. "Lubiłem go, to było takie duże dziecko. Pomagałem mu odnaleźć skradzionego mercedesa 600, byłem wtedy w GUC, rutynowo wydałem polecenie zablokowania granicy" - mówił Sekuła w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". W odnalezieniu samochodu pomagał Wiesławowi P. również Pershing.
W czerwcu 1994 r. na dom P. napadł tzw. gang karateków, którego członkowie zostali potem oskarżeni o udział w napadach rabunkowych. Wybrano dom Wiesława P., gdyż ten nie krył się z bogactwem. "Ktoś powiedział, że to dziany facet, że jest prezesem jakiegoś banku w Warszawie" - zeznał później jeden z napastników. Karatecy torturowali żonę Wiesława P. (w wyniku czego poroniła), torturowali też samego P. Zabrali mu broń (pistolet Glock, na który miał zezwolenie stołecznej komendy policji), mercedesa 600 S (P. opowiadał, że auto miało kuloodporne szyby i było warte 2,5 mld starych złotych), biżuterię, w tym złotą bransoletę Wicka ważącą 120 gramów. Wiesław P. oszacował straty na 3 mld starych złotych. Napastnicy zabrali także dokumenty znalezione w sejfie. "W czasie napadu znaleźliśmy różne dokumenty" - mówił w sądzie jeden z zatrzymanych napastników. - Między innymi było tam pełnomocnictwo, z którego wynikało, że P. jest reprezentantem Bagsika i Gąsiorowskiego, właścicieli firmy Art-B".
Karateka zeznał też, że znalazł w sejfie dokumenty świadczące o tym, że różne osoby są winne właścicielom Art-B spore pieniądze. "Chodziło o takie sumy, jak 250 tys. dolarów i milion dolarów. Zorientowałem się, że P. był upoważniony do egzekwowania tych długów, tych należności. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, jeżeli chodzi o dłużników, nazwisko Ireneusza Sekuły. Dokładnej treści nie mogę sobie przypomnieć, ale sens był taki, że Sekuła jest winien albo może pożycza od Bagsika i Gąsiorowskiego milion dolarów" - mówił Robert S., jeden z napastników. Opowiadał, że w sejfie znajdowały się cztery dokumenty świadczące o zadłużeniu Sekuły wobec Bagsika i Gąsiorowskiego. Mężczyzna nie potrafił powiedzieć, czy widział cztery kopie dokumentu poświadczającego pożyczkę, czy pokwitowania czterech pożyczek. Wiesław P. przyznał przed sądem: "Być może były tam jakieś dokumenty dotyczące długów, które ktoś miał spłacić Andrzejowi Gąsiorowskiemu". Napastnicy zabrali znalezione w sejfie dokumenty. "Przypuszczałem, że mogą się jeszcze przydać, że będzie można coś jeszcze zarobić" - mówił Robert S. Dodał też, że kiedy je przeczytał, zniszczył wszystkie (konkretnie - spalił). Policja nie jest przekonana, czy tak rzeczywiście było. Nie jest też przekonany sam poszkodowany. Dokumenty zabrane z domu Wiesława P. miały tak duże znaczenie, że bardzo zależało mu na ich odzyskaniu. O pomoc zwrócił się do Pershinga.
Napastników szybko odnaleziono. Prokuratura oskarżyła Wiesława P. o ich porwanie, przetrzymywanie siłą w jego domu i torturowanie. Byli bici kijami bejsbolowymi, jednemu przewiercono wiertarką kolana, przywiązano ich do samochodu i ciągano po bruku. W tym prywatnym śledztwie przyznali się do napadu i obiecali zwrócić zrabowane pieniądze. W śledztwie prowadzonym przez policję i prokuraturę zeznali, że podczas "przesłuchania" w willi P. był Pershing. Powiedzieli też, że bili ich Wiesław P. i Pershing. W sądzie jednak zmienili zeznania, stwierdzając, że Pershinga jednak w domu P. nie widzieli.


Więcej możesz przeczytać w 49/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0