Liberum veto

Liberum veto

Jeszcze długo nie uda się wam rozpocząć tej inwestycji" - usłyszał od mężczyzny podającego się za przedstawiciela mieszkańców prezes dużej firmy developerskiej, która planowała budowę nowego biurowca w centrum Warszawy
"Dlaczego? Przecież mamy wszystkie zgody, działamy zgodnie z prawem" - zdziwił się menedżer. Odpowiedź brzmiała: "Nie, bo nie". Po kilkunastu dniach okazało się, że odpowiedź "tak" jest możliwa. Firma musiała jednak znaleźć dodatkowo kilkaset tysięcy złotych na tzw. wykupne.
Organizatorzy protestów stosują ostatnio nową, bardziej skuteczną taktykę. Sami się nie angażują - wykorzystują emerytów, ekologów, wrażliwych mieszkańców, których przekonują o konieczności zorganizowania protestu. Potem sami zjawiają się u inwestora i dają mu do zrozumienia, że od nich zależy, czy protest zostanie wycofany, czy się nasili. Ceną są na przykład konsultacje za kilkaset tysięcy złotych lub ekspertyzy, które powinny wykonać wskazane przez nich osoby. - To i tak niższa cena niż kilkanaście milionów dolarów w odsetkach za spóźnioną inwestycję - opowiada nasz informator. Po wpłaceniu "wykupnego" protestujący się wycofują. Jedna ze spółdzielni mieszkaniowych w Białymstoku zaniechała protestów przeciwko nowej budowie dopiero wtedy, gdy na jej konto wpłynęło 100 tys. zł.
Ekolodzy i niektórzy mieszkańcy Gdańska doprowadzili do tego, że na początku sierpnia tego roku francuski koncern petrochemiczny Elf Atochem wycofał się z budowy w Polsce wartej ok. 100 mln zł fabryki polistyrenu. Inwestycja została przeniesiona do miejscowości Carling na pograniczu Francji i Niemiec. Straty ponoszone przez państwo, samorządy czy prywatnych inwestorów na skutek blokowania inwestycji liczone są w miliardach złotych. W Warszawie procedura zatwierdzania najprostszego planu inwestycyjnego trwa już około pięciu lat. Organizowanie protestów stało się "pomysłem na życie" i źródłem korzyści dla kilku organizacji. Nie ma w Polsce sposobu na wyegzekwowanie rekompensat za straty poniesione przez inwestora w wyniku nieuzasadnionych akcji protestacyjnych. - Sytuacja ta niekiedy przypomina czasy liberum veto - mówi Jan Rutkiewicz z Biura Planowania Rozwoju Warszawy.
Aby skutecznie zablokować inwestycję, protestujący muszą udowodnić, iż są stroną w sporze, to znaczy, że inwestycja ich dotyczy. W wypadu stowarzyszeń mieszkańców decyduje bliskie sąsiedztwo, a w wypadku innych organizacji - zazwyczaj cele statutowe. Towarzystwo zajmujące się ochroną ptaków zawsze jest w stanie uzasadnić protest, ponieważ niemal wszędzie i wszystko może szkodzić ptakom, nawet - jak ostatnio w Warszawie - liny mostu wiszącego. Inwestorzy z Trójmiasta opowiadają o trzech osobach, które zaskarżają każdą decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu oraz każde pozwolenie na budowę. - Z nimi nie sposób sensownie dyskutować - mówi Zbigniew Czepułkowski, wiceprezydent Gdańska. Projekt budowy nowoczesnego centrum handlowego w Oliwie znajdował się jeszcze w fazie zmiany planu zagospodarowania przestrzennego, a już protestowano, że wybudowany obiekt będzie zasłaniał widok samochodom jadącym w kierunku Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. - Najgorsze są te stowarzyszenia, które nazywają się ekologicznymi, lecz składają się z samych nawiedzonych - mówi Ryszard Gruda, wiceprezydent Gdańska, odpowiadający za budownictwo i urbanistykę. W gdańskim porcie zaplanowano na przykład budowę obiektu do przeładunku środków chemicznych. Ma on znacznie zmniejszyć obecną emisję zanieczyszczeń. Przedsięwzięcie zostało jednak oprotestowane przez powołany ad hoc Komitet Obrony Stogów (portowej dzielnicy Gdańska). - Przekonanie ludzi, że są manipulowani i działają przeciwko sobie, było bardzo trudnym zadaniem - wyjaśnia Czepułkowski.
Przeciwko inwestycjom w Gdańsku protestują organizacje ekologiczne nie tylko z Wejherowa, ale także z Oświęcimia. Na gdańskim Suchaninie ma powstać dom towarowy. Mieszkańcy osiedla wręcz popierają to przedsięwzięcie. Jest ono jednak blokowane przez grupy ludzi z innych rejonów miasta.
Towarzystwo Przyjaciół Zalesia Dolnego doprowadziło do wstrzymania budowy ośrodka rekreacyjno-wypoczynkowego, który - zdaniem inwestorów - mógłby ożywić rozwój tej podwarszawskiej miejscowości. - Zajmuje się ono tylko walką z naszą rozpoczętą legalnie inwestycją - opowiada Dariusz Wandel, jeden z inwestorów. Przeciwnicy budowy urządzili nielegalną demonstrację, po której spalono barak robotników, a potem podpalono maszynę budowlaną. W odpowiedzi Wandel zorganizował prywatne referendum - kilkadziesiąt osób mieszkających w pobliżu przerwanej budowy stwierdziło na piśmie, że nie ma nic przeciwko tej inwestycji i nie upoważniło żadnego towarzystwa do działania w ich imieniu. Inwestorzy oceniają swoje straty na 10 mln zł.
W Trójmieście były radny protestuje w imieniu wszystkich mieszkańców regionu. Składając jednakowo brzmiące pisma, potrafi wstrzymywać każdą inwestycję. Jego wnioski są kolejno odrzucane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze, wojewodę i NSA. Zwykle trwa to jednak co najmniej dwa lata. - Odbieram telefony z dużych gdańskich firm budowlanych z pretensjami, że nie mają roboty, a tu czeka zablokowana inwestycja o wartości 100-150 mln zł - opowiada prezydent Gruda. - Tylko w Gdańsku spowodowane protestami straty mogą sięgać setek milionów dolarów - oblicza prezydent Czepułkowski.
Od lutego 2000 r. mieszkańcy trzech wrocławskich ulic sprzeciwiają się budowie centrum handlowo-rozrywkowo-rekreacyjnego firmy Plaza Centers Europe. Ich zdaniem, budynki zasłonią im słońce, a samochody zatrują środowisko, zrobi się hałas i tłok. - Pijani goście wychodzący o północy będą strasznie hałasować - dodaje jeden z organizatorów akcji. Od decyzji wydziału architektury odwołały się już dwa komitety mieszkańców, spółdzielnia mieszkaniowa oraz stowarzyszenie ochrony praw lokatorów. Ekolodzy zorganizowali protest w sprawie budowy akwaparku na skraju wałbrzyskiego osiedla Podzamcze. Przedsięwzięcie to nie otrzymało jeszcze dokładnej lokalizacji, nie powstał nawet jego projekt, a organizacja ekologiczna już orzekła, że stanowi ono zagrożenie dla odległego o kilka kilometrów Ksiąskiego Parku Krajobrazowego.
Władze Wrocławia znalazły aż 19 lokalizacji nowego składowiska śmieci. Spotkały się one z 64 protestami. Stolica Dolnego Śląska niebawem być może zostanie zasypana stosami śmieci. Pabianiccy kupcy nie dopuścili do budowy hipermarketu na terenie upadającej fabryki. Najprawdopodobniej straci na tym gmina, którą fabryka chce pozwać do sądu. Również w Krakowie, zdaniem Joanny Sobieskiej z urzędu prezydenta miasta, żadna inwestycja - od wodociągu po nowy most - nie rozpoczęła się bez licznych, zwykle bezzasadnych protestów. Poznańscy sklepikarze wysłali do Brukseli list, aby Unia Europejska nie przyznała miastu pieniędzy na przebudowę drogi dojazdowej do autostrady, co mogłoby zagrozić ich interesom.
Władze Gdańska są w stanie udowodnić skutki przedłużania kilku procedur - na przykład niedawno z decyzji o budowie domu towarowego w dzielnicy Przymorze wycofała się sieć Real. - Każdą większą inwestycję staramy się połączyć z innymi przedsięwzięciami, korzystnymi dla mieszkańców. Inwestorzy mogą realizować swoje plany na przykład pod warunkiem przebudowy sieci komunikacyjnej w pobliżu przyszłej budowy - mówi Jacek Sokół, kierownik Referatu Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta w Gdańsku. Jedna ze spółdzielni mieszkaniowych, która z powodu protestów traci inwestorów i nie może zrealizować zaplanowanej inwestycji, wreszcie sama zaprotestowała przeciwko dyżurnej protestantce. Zagroziła jej, że po kolejnym sprzeciwie poda ją do sądu.
Urbaniści oceniają, że opór lokalnych społeczności opóźnił rozwój największych miast, a przede wszystkim Warszawy, o siedem, dziesięć lat. Liczba protestów pewnie zagwarantowałaby stolicy Polski miejsce w "Księdze rekordów Guinnessa". Protesty mieszkańców warszawskich osiedli są jednym z najważniejszych powodów zahamowania prac projektowych przy autostradzie A-2. Nikt nie chce jej mieć w pobliżu, a jednocześnie wszyscy narzekają, że stolica jest już niemal nieprzejezdna. Ostatnio Rada Warszawy była zmuszona usunąć autostradę z planu zagospodarowania miasta. Opór mieszkańców od wielu lat uniemożliwia też budowę Trasy Siekierkowskiej. Budowa mostu Świętokrzyskiego i związanej z nim nowej trasy jest stale oprotestowywana przez stowarzyszenie przyrodnicze, które występuje w imieniu kaczek i innych ptaków mających stanowiska lęgowe w zaroślach po prawej stronie Wisły. Usiłowało ono nawet storpedować koncepcję budowy mostu linowego - bo liny przeszkadzałyby ptakom w lotach. Dzięki petycjom, odwołaniom i skargom wysyłanym do władz miasta inwestycja, która ma być zaczątkiem budowy nowego city, opóźniła się o kilka miesięcy, a jej koszty wzrosły o kilka milionów złotych.
Przeciwko nowym inwestycjom protestuje Towarzystwo Przyjaciół Ulicy Oboźnej i Stowarzyszenie Miłośników Kamienicy przy Ulicy Sienkiewicza 4. Zanim podjęto jakiekolwiek decyzje o nowych przedsięwzięciach, już zawiązał się Komitet Ochrony Ulicy Siennej. Zarejestrowane w Warszawie stowarzyszenie Przyjazne Miasto stara się być stroną we wszystkich większych inwestycjach. Stołecznym komitetom i stowarzyszeniom udało się opóźnić na przykład budowę estakady przy ul. Bartoszewicza, co znacznie podniosło koszt budowy Trasy Świętokrzyskiej. Właściciele starego domku w dzielnicy Wola od wielu lat nie chcą się zgodzić na przeniesienie w inne miejsce. Z tego powodu tworzą się ogromne korki na jednych z najważniejszych warszawskich tras - ulicy Połczyńskiej i Powstańców Śląskich. Ostatnio rodzina zażądała od władz stolicy odstępnego w wysokości 4,5 tys. zł za m kw. domu i 300-350 dolarów za m kw. gruntu.
Kilkadziesiąt osób zablokowało budowę nowej siedziby Orbisu na rogu ulic Królewskiej i Marszałkowskiej. - Większości z nich zależało jedynie na uzyskaniu "wykupu" - ocenia pragnący zachować anonimowości przedstawiciel inwestora. Wskutek przemyślnie skonstruowanej intrygi (znaleziono niewiele znaczące błędy w dokumentach) sąd wstrzymał budowę do czasu wyjaśnienia spornych kwestii. Zdesperowani inwestorzy zawarli z protestującymi ugodę, która kosztowała ich, jak nieoficjalnie wiadomo, niemal milion złotych. Potem okazało się, że wszystkie zarzuty były bezzasadne i sąd oddalił protest. - Odstąpiliśmy od roszczeń wobec organizatorów niesłusznego protestu, bo szkoda nam było czasu oraz pieniędzy - wyznaje prezes Orbisu Maciej Grelowski.
- Lepszym sposobem jest uproszczenie zawiłych procedur budowlanych, zwłaszcza usunięcie konieczności uzyskiwania decyzji o warunkach zagospodarowania i budowy - uważa mecenas Ludwik Żukowski, który specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów inwestycyjnych. Jego zdaniem, sporne sprawy powinno się rozstrzygać na drodze cywilnoprawnej. Wszelkie próby zmian w prawie spotykają się z zarzutami, że są zamachem na demokrację i samorządność. Prawo powinno jednak wyraźnie wyznaczać granicę pomiędzy demokracją a liberum veto.
Okładka tygodnika WPROST: 34/2000
Więcej możesz przeczytać w 34/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0