Cena deszczu

Cena deszczu

Dodano:   /  Zmieniono: 
W większości europejskich miejscowości turystycznych deszcz w środku sezonu nie jest przyczyną strat, lecz szansą na dodatkowy zysk
 Zła pogoda wygania gości z plaż, sprawia, że chętniej zwiedzają okolicę, korzystają z wypożyczalni samochodów, delfinariów, wesołych miasteczek, saun, siłowni, krytych basenów, wycieczek autokarowych, kawiarni, restauracji i pubów. Bogata infrastruktura zachodnich kurortów sprawia, iż turyści chętniej do nich wracają: mają gwarancję, że nawet jeśli na urlopie dopadnie ich deszcz, nie będą się nudzić. W Polsce odwrotnie: tegoroczne pochmurne lato będzie przyczyną znacznych strat branży turystycznej. Strat trudnych do odrobienia nawet w ciągu kilku lat. Wielu wczasowiczów, zniechęconych nudą panującą nad Bałtykiem, prawdopodobnie w przyszłym roku będzie odpoczywać na przykład nad Morzem Śródziemnym.

Producenci "Żywca" w swojej kampanii reklamowej trafnie zauważyli, że w wielu polskich kurortach jedyną atrakcją w czasie niepogody jest... możliwość wypicia piwa w strugach deszczu - mówi Krzysztof Kostkiewicz, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki. - Poranne piwo i wieczorna dyskoteka lub dansing to nie jest program, którym można przyciągnąć turystów. Wstępne szacunki lokalnych samorządów wskazują, że w porównaniu z rokiem ubiegłym Łeba straciła połowę klientów; Niechorze, Ustka, Kołobrzeg, turystyczne miejscowości położone w Bieszczadach - 40 proc.; Kotlina Kłodzka i Zakopane - 30 proc. - Wystarczy się przejść ulicami Zakopanego: wszędzie informacje o wolnych pokojach i nuda, nic się nie dzieje, nie ma nikogo - mówi Adam Wszołek, współwłaściciel zakopiańskiej firmy hotelarskiej Wszołek. - Dotychczas wierzyliśmy, że Zakopane ma najlepszą bazę turystyczną w Polsce i ugruntowaną przez dziesięciolecia renomę. Tegoroczny sezon letni pokazuje, że byliśmy w błędzie: zawodzi promocja, a atrakcje oferowane przez nas nie trafiają w gusta coraz bardziej wymagających turystów.
Według Biura Promocji Zakopanego i Podtatrza, w hotelach o wysokim standardzie w lipcu wykorzystanych było 80-90 proc. miejsc, a w pensjonatach i kwaterach prywatnych o niższym standardzie tylko 60-70 proc. - Tak niskie "obłożenie" oznacza dla nas stratę ok. 70 proc. zysku - tłumaczy właścicielka jednego z pensjonatów. - To na skutek wysokich kosztów stałych, które trzeba ponosić niezależnie od tego, ilu gości przyjedzie. Pensjonat prowadzę z siostrą. Latem obie miałyśmy zwykle pełne ręce roboty. W tym roku wpadłyśmy na pomysł, jak zminimalizować straty. Siostra zajęła się sprzedażą ciepłych swetrów "prosto z ulicy" dla zmarzniętych turystów nad Bałtykiem. Szły jak woda.
- Większość mieszkańców Zakopanego nie zauważyła, że polscy turyści się zmienili, że nie wystarcza im już tanie łóżko w ciasnym pokoiku - mówi Ewa Ślazyk, recepcjonistka pensjonatu Tuberoza. - W naszym pensjonacie, podobnie jak w wielu innych o podwyższonym standardzie, pogoda nie ma żadnego wpływu na liczbę gości. Miejsca wykorzystane są w 100 proc. Ale wcześniej trzeba było zainwestować w saunę, bar, bilard, siłownię, jacuzzi i zmienić podejście do klienta, nie lekceważyć jego oczekiwań.
- Nad morze wcale nie przyjeżdża się tylko po to, by opalać się i pływać. Polacy przecież lubią się bawić - mówi Magdalena Sobczyk ze Stowarzyszenia Turystycznego Sopot. - Podczas gdy w większości bałtyckich kurortów liczy się straty, w Sopocie mamy spore zyski. A przecież nasze miasto jest w gruncie rzeczy częścią dużej aglomeracji, plaż jest niewiele i często bywają zatłoczone.
Mimo że przeciw Sopotowi przemawiają dodatkowo zanieczyszczenia Zatoki Gdańskiej, w pensjonatach zajęte są wszystkie miejsca. Wszystkie braki rekompensuje bogaty kalendarz masowych imprez - w Sopocie nigdy nie jest nudno. Największym powodzeniem cieszyły się w tym roku zawody siłaczy Grand Prix Strong Man, inauguracja polskiej edycji telewizji muzycznej MTV (była Kayah, Myslovitz i brytyjska grupa Moloko) czy Sopotmolotriathlon. Szczyt sezonu w Sopocie zbiegnie się natomiast z pożegnalnym koncertem Tiny Turner.
W Kotlinie Kłodzkiej w 100 proc. wykorzystane są miejsca w sanatoriach i uzdrowiskach. Tego typu wyjazdy organizuje się z dużym wyprzedzeniem, trudno je odwołać, na dodatek kuracjusze przyjeżdżają tu nie tylko po słońce, ale i na zabiegi. Mimo to w tym roku ulice kurortów świecą pustkami, a właściciele drobnej gastronomii narzekają na słaby ruch.
- Gdy świeci słońce, zapełniają się puby, kawiarnie i restauracje; gdy pada deszcz, świecą pustkami - wbrew powiedzeniu o barowej pogodzie - mówi właściciel jednego z pubów. - Zaobserwowaliśmy jednak, że gdy pada, rosną obroty stoisk monopolowych w sklepach, a kuracjusze organizują sobie spotkania towarzyskie w swoich ciasnych pokoikach. Dopiero teraz zaczęliśmy myśleć o ustawieniu w lokalach stołów bilardowych, zawieszeniu tarcz do rzutek, zaaranżowaniu podestów dla amatorów tańca. Dotychczas wystarczyło ustawić stolik, podawać piwo i kasować pieniądze. Klienci oczekują jednak czegoś więcej, a my za późno to zrozumieliśmy. W porównaniu z poprzednim rokiem odnotowano aż 50-procentowy spadek liczby osób odwiedzających Łebę. Miasto broniło się przed tym, organizując między innymi Mistrzostwa Polski w Windsurfingu, a także Żeglarskie Mistrzostwa Świata w klasie O.K. Dinghy, i tylko dlatego tutejsze pensjonaty "wyszły na zero".
- W tym roku w Giżycku i okolicach jest o 20 proc. mniej turystów niż przed rokiem, zresztą podobnie jest na całych Mazurach - mówi Zbigniew Antoniak z Urzędu Gminy w Giżycku.
- Niezależnie od pogody hotel Gołębiewski w Mikołajkach w czasie wakacji zawsze jest pełen gości - mówi Alicja Dąbrowska, zastępca dyrektora hotelu. - Do ich dyspozycji oddajemy jednak nie tylko bar, ale i kompleks krytych basenów, statek pasażerski "Grażyna", organizujemy też spektakle na wodzie. Aktorzy odgrywają przedstawienie na tratwie na środku jeziora, a widzowie podpływają do niej statkiem i z jego pokładu uczestniczą w przedstawieniu.
To prawda, że polskie kurorty ciągle nie potrafią zatrzymać turystów, gdy pada. Na szczęście coraz więcej organizatorów wypoczynku zdaje sobie sprawę z tej słabości. Inwestują na przykład w budowę krytych basenów, ścieżek rowerowych, proponują rozmaite imprezy. Hitem okazała się inscenizacja bitwy pod Grunwaldem, koncerty w Mrągowie i Mikołajkach. Tyle że zaległości w infrastrukturze nie można nadrobić w ciągu roku. Zanim kompleksy krytych basenów, kortów i podobnych atrakcji nie staną się standardem, nasza branża turystyczna będzie tracić w czasie deszczowych dni.
Więcej możesz przeczytać w 34/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0