Kalkowanie przeboju

Kalkowanie przeboju

Dodano:   /  Zmieniono: 2
"Czerwone korale" zespołu Brathanki - inspiracja czy plagiat?
Skandal związany z muzycznym plagiatem wybucha w Polsce średnio raz w roku. Właśnie oskarżono grupę Brathanki, że na bestsellerowej płycie "Ano!" zamieściła bez podania autora muzyki utwór Ferenca Sebo, który zatytułowała "Czerwone korale". - Zespół inspirował się tematami węgierskimi jak Chopin czy Szymanowski muzyką ludową - mówi Marcin Perzyna, menedżer Brathanków. - Jeżeli jednak grupa, rejestrując utwór w ZAiKS, wpisała w rubryce kompozytor "Brathanki", to jest to hochsztaplerstwo muzyczne - ripostuje Jacek Skubikowski. Problem polega na tym, że w wypadku prostych melodii folkowych ustalenie autorstwa jest często po prostu niemożliwe, ponieważ wielu muzyków opracowuje ten sam temat ludowy. W wypadku melodii rockowych prawdopodobieństwo powtórzenia tej samej frazy wynika z faktu, że skale, na których tworzy się melodię, mają osiem dźwięków.
Zmorą współczesnego rocka są zapożyczenia, których źródło trudno ustalić. Piosenki oparte na kanwie melodii uchodzących za własność publiczną często przynoszą wykonawcom gigantyczne dochody. Stąd głośne spory i procesy - najsłynniejszy dotyczył George'a Harrisona. Sukces jego trzypłytowego albumu "All Things Must Past" z 1970 r. przyćmił udowodniony zarzut plagiatu znajdującej się na nim pieśni religijnej "My Sweet Lord". Jej aranżacja była jednak na tyle efektowna, że jest ona jedną z najczęściej nadawanych w radiu ballad rockowych. Na pierwszej płycie Boba Dylana znalazła się piosenka "In My Time Of Dying", łudząco podobna do utworu z "Physical Graffiti" Led Zeppelin. Okazało się jednak, że nie napisał jej ani Dylan, ani muzycy Zeppelin - wszyscy wzorowali się na amerykańskiej pieśni ludowej.
Kompozytorzy podejrzani o kradzież utworu tłumaczą się często, że wykorzystali go na prawach cytatu. Nie zawsze jest to jednak tak oczywiste, jak wówczas, gdy znany rockman cytuje Beethovena. Jeżeli w piosence pojawi się aluzja do powszechnie znanego dzieła klasycznego, autor, mimo że korzysta z cudzej pracy, nie uchodzi za nieuczciwego. Sprawa się komplikuje, gdy inspiracją jest rozwiązanie melodyczne czy harmoniczne innego twórcy. Powstaje wtedy problem, czy skopiowanie stylu jest cytatem, kradzieżą, czy aluzją brzmieniową. Przykładów można podać wiele, chociażby utwór z repertuaru Natalii Kukulskiej "Im więcej ciebie, tym mniej", który kojarzy się z przebojem Toni Braxton "Unbreak My Heart". Podobna w klimacie piosenka ma tę samą budowę, brzmienie, aranżację, instrumentację, tempo, ale inną melodię. Trudno więc mówić o plagiacie. To raczej pastisz.
Pastisz jest szczególnie popularny w show-biznesie. Polega na tym, że kompozytorzy wzorują się na melodycznym lub brzmieniowym "wynalazku" innego artysty. Kiedy w pierwszej połowie lat 80. rekordy powodzenia bił utwór "Moonlight Shadow" Mike'a Oldfielda, Romuald Lipko skomponował "Malinowego króla", kojarzącego się z tą kompozycją. Budka Suflera często zresztą była pomawiana o plagiat. Zarzucano jej, że "Jolka, Jolka" jest powtórzeniem ballady Roda Stewarda, a "Noc komety" to kopia utworu niemieckiej grupy Eloy.
W show-biznesie pracuje tak wielu kompozytorów, że powtórki melodyczne są nieuchronne. W 1996 r. Robertowi Jansonowi z Varius Manx zarzucano, że jego przebój "Orła cień" jest repliką wydanej dwa lata wcześniej na albumie "Division Bell" Pink Floydów piosenki "Lost For Words", napisanej przez gitarzystę Davida Gilmoura. Podobne oskarżenia formułowano 30 lat wcześniej pod adresem utworu "Uciekaj, uciekaj" Skaldów, do złudzenia przypominającego hymn Słowacji.
Do jednoznacznych rozstrzygnięć sądowych dochodzi jednak rzadko, ponieważ eksperci często sobie przeczą, a skarżący się artyści chcą zyskać popularność. Stanisława Syrewicza, autora piosenki "To nie ja", którą Edyta Górniak wyśpiewała w 1994 r. drugie miejsce w konkursie Eurowizji, o kradzież oskarżył izraelski piosenkarz Joni Nameri. Powiedział, że jest to kopia napisanego przez niego w 1988 r. utworu "Zakochany mężczyzna" i zgłoszonego nawet do Zarządu Izraelskiej Radiofonii w ramach eliminacji do konkursu Eurowizji - kompozycję jednak odrzucono. Syrewicz, który komponował m.in. dla zespołu Quenn czy Cockera, kategorycznie zaprzeczył: "Piosenkę napisałem w 1984 r. i mam na to świadków. W wykonaniu Izraelczyka nie odniosła sukcesu. Myślę więc, że Nameri liczy na to, iż dzięki skandalowi stanie się przebojem".

Więcej możesz przeczytać w 34/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2