Machiavellina.

Machiavellina.

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Księżniczka" wie już, że wcale nie musi dokonywać wyboru między miłością a władzą, bo władza jest formą miłości i odwrotnie. Nie daje sobie wmówić, że władza pozbawia ją kobiecego uroku
Martha Gellhorn, jedna z żon Ernesta Hemingwaya, a także wybitna korespondentka wojenna, w opinii tych, którzy ją znali, uchodziła za osobę nieco ekscentryczną. Kogoś, kto nieprzystojnie zaciera ustalone przez wieki określone granice między płciami. Wyglądała jak stuprocentowa kobieta, a zachowywała się jak stuprocentowy mężczyzna.

Bez owijania w bawełnę, czyli podobno po męsku, rozprawiała o seksie, twierdząc, że przyjemności z jego uprawiania przynależą do tej części ciała, której rozum nigdy nie pojmie. Publicznie wyrażała opinię, że małżeństwo jest okropną instytucją i powinno być prawnie zakazane. Idealna - według niej - relacja między kobietą i mężczyzną to mieszkanie z dala od siebie i spotykanie się nie co dzień, lecz od święta. Nic dziwnego, że skonsternowany nieco Hemingway słał do żony telegramy następującej treści: "Martho, jesteś w moim łóżku wojennym korespondentem czy żoną?". Odpowiedź na to pytanie musiała wypaść dla pisarza niekorzystnie, bowiem para wkrótce się rozwiodła.
Kim więc jesteś statystyczna kobieto, korespondentem wojennym czy żoną? Dla siebie czy dla innych? Słusznie doszukujemy się w tym pytaniu tak nieznośnego dla męskiego ego podejrzenia. Nie mówiąc już o tym, że w punkcie wyjścia zakłada ono wzajemne wykluczanie się ról, jakie kobieta może "odegrać" w swoim życiu. Może być albo żoną, albo korespondentem wojennym. Skoro społecznie funkcja żony powinna pozostać nienaruszalna, to korespondenta wojennego można oczywiście zastąpić prawie każdym innym zajęciem, które spowoduje, że kobieta opuści domowe zacisze. Ale czy w ogóle powinna to robić, godząc z reguły w dobre samopoczucie mężczyzny? Czy jednak to ono powinno być dla kobiety najważniejsze? - pyta Harriet Rubin, autorka czytanego aktualnie na obu półkulach bestselleru "Machiavelli dla kobiet".
Oczywiście, że nie, ponieważ najważniejsza jesteś ty, współczesna kobieto, w sposobie bycia, myślenia i działania sprytnie przeistaczająca się we florenckiego księcia, o którym pisał kiedyś Machiavelli. Dla Rubin idealnym przykładem takiej właśnie kobiety jest Jackie Onassis, psychologiczny konglomerat arogancji, człowieczeństwa, gwałtownych emocji i niezależności. Zamiast decyzyjnego bezwładu i nieumiejętności brania życia w swoje ręce machiavelliczna kobieta czyni pożytek z podstępu, intrygi, obłudy. Brzmi obrazoburczo? Dlaczego? Przecież kobiety z natury są urodzonymi szpiegami.
Żeby zrozumieć i odnaleźć siebie, już od dzieciństwa śledzą swoich ojców, braci, mężów i szefów. Podpatrują ich reakcje i tzw. męskie zachowania. Nawet gdy mają wyrzuty sumienia, że "szpiegują" swoje otoczenie, nigdy nie powinny zapominać, że cel uświęca środki - zauważa Rubin. Najważniejsze jest zrozumieć siebie na tle innych. Książka Rubin traktuje również o "wojnie" z mężczyzną, która - jeśli jest wygrana - czyni z kobiety osobę mocną. Wojna dla autorki to konflikt. Ten zaś jest takim, a nie innym sposobem budowania relacji ze światem. Z zastrzeżeniem, że "walczyć" wcale nie znaczy "niszczyć" - wyjaśnia Rubin - zwłaszcza jeśli dotyczy to twojej matki, męża czy siostry. Najwyższa szkoła jazdy to walczyć i kochać. To dopiero umiejętność godna wyznawczyni machiavellizmu. Kobiety powinny natychmiast pozbyć się niekonsekwencji w postępowaniu.
"Z jednej strony chcemy wszystko w związku z mężczyzną kontrolować, a z drugiej - za obietnicę małżeństwa bez protestu własne losy oddajemy w ręce partnera". Warto jednak pamiętać, by walkę rozgrywać według własnych reguł, a nie tych, do jakich chce nas zmusić "przeciwnik". Powiedzenie, że gra się tak jak przeciwnik pozwala, traci rację bytu w życiu Machiavelliny .
"Gdybym wcześniej wiedziała, jak kierować sobą i innymi, to miałabym zupełnie inne, całkiem udane życie" - mówi jedna z bohaterek książki. W tym celu należałoby jednak pozbyć się obawy przed nieznanym. "Księżniczka" na miarę kończącego się wieku musi walczyć z wyobrażeniami innych o niej samej i ich oczekiwaniami wobec niej. Żyję dla siebie, a nie dla innych. "Kobieta powinna perfekcyjnie grać swoją grę. Ignorując ustalone reguły. Żyć swoim życiem, bo ma do tego stuprocentowe prawo". "Księżniczka" wie już, że wcale nie musi dokonywać wyboru między miłością a władzą, bo władza jest formą miłości i odwrotnie. Nie daje sobie wmówić, że władza, którą zdobyła, pozbawia ją kobiecego uroku.
"Kobiety boją się tego, że są silne. Dlatego jest to ich światło i ciemność zarazem". Jak oswoić innych z naszą władzą? - pyta Rubin. I radzi - potrzebna jest odpowiednia strategia, która daje odpowiedzi na pytanie: dlaczego? A jej siostra taktyka podpowiada, jak z tym "dlaczego?" sobie poradzić. "Księżniczka" wie, że jej życie tylko wówczas ma sens, jeśli swoimi wyborami i decyzjami potrafi także zainspirować innych. A gdy już świat zapełni się "księżniczkami", to z pewnością na liście 500 najbardziej wpływowych Amerykanek przedsiębiorców te z pierwszej trójki nie będą produkowały - jak dzieje się to dzisiaj - lalek Barbie, staników i pasów do pończoch. Będą twardo dzieliły władze, nie patrząc na to, w świecie jakiej płci się znajdą. Machiavelliny.
Więcej możesz przeczytać w 29/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0