ROSYJSKI SYNDROM

ROSYJSKI SYNDROM

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy kryzys w Rosji zaszkodzi polskiej gospodarce?
- Zapaść rosyjskiej gospodarki rodzi dla Polski trzy rodzaje potencjalnych zagrożeń. Są to: możliwość załamania eksportu z powodu utraty zdolności płatniczych przez przedsiębiorstwa importujące polskie towary, poważne zakłócenia rosyjskich dostaw ropy i gazu wskutek spadku wydobycia tych surowców oraz zagrożenie spowodowane ogólną destabilizacją społeczno-polityczną. W sensie ekonomicznym to ostatnie zagrożenie byłoby połączeniem dwóch poprzednich, a dodatkowo wiązałoby się z niebezpieczeństwem masowej migracji ekonomicznej - ocenia prof. Marian Guzek z Wyższej Szkoły Handlu i Prawa w Warszawie.

Tak naprawdę realne jest - jego zdaniem - zagrożenie pierwsze. Rosyjski sektor surowców energetycznych stanowi bowiem państwo w państwie i prawdopodobnie oprze się zjawiskom kryzysowym. Zagrożenie "polityczne" także jest mało prawdopodobne. Nie dopuści do niego Zachód, który w razie potrzeby udzieli kredytów w każdej wysokości, dostrzegając w stabilizacji Rosji własny interes.
Do końca przyszłego roku Rosja otrzyma od międzynarodowych organizacji finansowych 22,6 mld USD. Zachód uważa, że Rosji trzeba pomóc, ponieważ krach finansowy w tym kraju wpłynąłby bardzo niekorzystnie na sytuację całej Europy Środkowej.
Zdaniem Davida Leveya, dyrektora agencji ratingowej Moody's Investors Services, Polska zagrożona jest przede wszystkim z powodu rosnącego deficytu rachunku bieżącego. Bardziej niebezpieczny niż sama wielkość deficytu (ok. 4 proc. PKB) jest przy tym fakt, że w ciągu ostatnich czterech lat nadwyżka zmieniła się w deficyt, a ogólny wynik pogorszył się o ponad sześć punktów procentowych.
- Zagrożeniem dla polskiego eksportu jest ciągle aktualne niebezpieczeństwo dewaluacji rosyjskiego rubla - ostrzega Barbara Durka, dyrektor Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego. Spowodowałoby to podrożenie polskich towarów i usług dla importerów rosyjskich, a w konsekwencji zmniejszenie chłonności rosyjskiego rynku. Ogólny bilans naszych obrotów z Rosją jest ujemny - w 1997 r. deficyt przekroczył 530 mln USD, choć w porównaniu z poprzednim rokiem był mniejszy o 300 mln USD. Przyczyną ujemnego salda jest głównie niezbilansowanie zakupów produktów mineralnych - gazu i ropy naftowej, a stanowiły one w ubiegłym roku prawie 85 proc. naszego importu z Federacji Rosyjskiej.
My zaś eksportujemy do Rosji przede wszystkim artykuły rolno-spożywcze, w tym zboże.
- Nie wydaje się, aby nasze powiązania handlowe z Rosją mogły przenosić tamtejszy kryzys na naszą gospodarkę - mówi Andrzej Nowosad, kierownik działu rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich. - Większość obrotów handlowych odbywa się w barterze, a więc w anachronicznym systemie "towar za towar". Jego anachronizm chroni nas jednak przed zawirowaniami finansowymi.
W handlu z Rosją system operacji finansowych praktycznie nie istnieje. Rozliczający nasz handel (głównie surowcami mineralnymi) rosyjski bank Tokobank upadł przed miesiącem i znajduje się pod zarządem komisarycznym. Jego zadłużenie przekracza 340 mln USD. Z bankiem tym współpracowały Pekao SA i Bank Handlowy SA. Nie wiadomo jednak, czy i jakie straty poniosły w związku z upadkiem rosyjskiego partnera. Duże firmy handlujące z Rosją korzystają z gwarancji handlowych, a rozliczeń z partnerami rosyjskimi dokonują poprzez banki zagraniczne, głównie amerykańskie. Małe firmy handlują tak jak na początku lat 90. - rosyjscy biznesmeni przyjeżdżają z gotówką, którą regulują płatności.
Polskie inwestycje w Rosji mają skromny wymiar - szacuje się je na 21 mln USD. Nasi inwestorzy zatem tylko w niewielkim stopniu odczują załamanie rosyjskiej gospodarki. - Kryzys w Rosji paradoksalnie może się przyczynić do zwiększenia polskich inwestycji w tym kraju - ocenia Przemysław Piłat, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich. Ogłoszony niedawno pakiet antykryzysowy rządu premiera Kirijenki przewiduje bowiem udzielenie wielu ulg zagranicznym przedsiębiorstwom inwestującym w Rosji.
Zdaniem ekspertów Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, polska gospodarka jest odporna na przenoszenie impulsów kryzysowych poprzez rynek kapitałowy i finansowy. Stopień kapitalizacji giełdy, czyli relacja wartości rynkowej notowanych na niej spółek do PKB, wynosi zaledwie 10 proc. Niewielki jest też udział kapitału zagranicznego w tych spółkach (ok. 30 proc.). - Zachodni kapitał spekulacyjny traktuje rynki krajów Europy Wschodniej en bloc - ocenia Przemysław Piłat. - Początek kryzysu w Rosji spowodował więc jego odpływ z całego regionu. Było to działanie nieco na wyrost, ponieważ powiązania kapitałowe, np. między giełdą polską a rosyjską, są znikome. W ostatnich tygodniach sytuacja się jednak ustabilizowała i kapitał ten powraca.
Więcej możesz przeczytać w 30/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0