CHIŃSKA DEMOKRACJA

CHIŃSKA DEMOKRACJA

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z JASONEM WU, ministrem spraw zagranicznych Tajwanu.
Henryk Suchar: - Jak to możliwe, że Tajwan przetrzymał burze walutowe we wschodniej i południowo-wschodniej Azji, które podkopały gospodarkę wielu państw, nawet tak - zdawałoby się - stabilnych jak Korea Południowa?
Jason Wu: - Udało się to, gdyż fundamenty naszej gospodarki są naprawdę zdrowe. Poza tym kryzys, który zahamował rozwój u sąsiadów, jest wyzwaniem dla naszej mądrości i zaradności, a Tajwańczycy przyzwyczaili się do zmagań z trudnościami i przeciwnościami losu. Katastrofie finansowej, jaka przydarzyła się Azji, można zaradzić jedynie dzięki globalnym wysiłkom. Jest to pilne zadanie. Będzie jednak o wiele gorzej, jeśli Chiny kontynentalne zdecydują się na dewaluację juana. To na krótką metę przyczyniłoby się do większej konkurencyjności ich towarów, ale w dłuższej perspektywie wywołałoby następną falę deprecjacji walut narodowych. Nikomu nie zależy na nakręcaniu dewaluacyjnej spirali. Pogłębiłaby ona tylko chorobę "tygrysów", niedawno nazwanych przez kogoś "tygrysami zamrożonymi".
- Jak Tajwańczycy reagują na chińskie pokazy siły, jak choćby ćwiczenia wojenne w Cieśninie Tajwańskiej przed pierwszymi na Tajwanie bezpośrednimi wyborami prezydenckimi?
- Strach jest prawdziwy dopiero wtedy, gdy odczuwasz go głęboko w sobie... Atmosfera napięcia była oczywiście wyczuwalna. Nerwowo zareagowały rynki finansowe, ale dość szybko powrócił nastrój spokoju i pewności.
- Czy Pekin wywiera naciski na Tajwan?
- Z presji nigdy nie zrezygnowano. Stanowimy zagrożenie, dowodząc, jak można w chińskiej tradycji budować demokrację. Rozumiemy i cenimy jej reguły. Taki przykład może być zaraźliwy. Oni zaś nas nie rozumieją. Trudno im jest pogodzić się z faktem, że ta - jak ją nazywają - "rozłamowa prowincja" prosperuje i poważnie zaznacza swą obecność na arenie międzynarodowej. Nie sposób przecież lekceważyć czternastego mocarstwa handlowego globu, otwartego na świat kraju, którego obywatele swobodnie podróżują; w zeszłym roku 6 mln Tajwańczyków wyjechało za granicę.
- Czy mimo niechęci, jaką żywią do was komuniści, możliwy jest normalny, wolny od dyktatu dialog między Tajpej i Pekinem?
- Cały czas mamy na to nadzieję. Liczymy jednak na szczere i uczciwe rozmowy bez warunków wstępnych i właśnie dyktatu, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Nigdy nie zgodzimy się na wyrzeczenie się suwerenności i odejście od tego wszystkiego, czego pragniemy dokonać, tylko dlatego, że tak chcą komuniści. Zbyt wiele bowiem wysiłku kosztowała nas budowa dobrobytu.
- Czy taktyka Pekinu polega zatem na całkowitej izolacji Tajwanu na scenie światowej, aby później wymóc na nim przyjęcie swoich żądań?
- My jesteśmy zbyt znaczącym aktorem na tej scenie, aby można nas było izolować. Dlatego ten manewr Pekinowi się nie uda. Jak można izolować dwudziestodwumilionowy kraj będący ekonomiczną potęgą? Przecież dla USA Tajwan jest rynkiem o wiele ważniejszym niż Chiny. Dla przykładu powiem, że samej aspiryny Amerykanie sprzedają u nas za miliard dolarów rocznie. Krocie zarabiają m.in. Coca-Cola i Boeing. Na dodatek ciągle wyłaniają się nowe możliwości robienia z nami dobrych interesów.
- Jaką rolę w kontaktach między dwoma państwami chińskimi mogą odegrać Stany Zjednoczone?
- Pomoże każdy, kto będzie w stanie przyczynić się do zmiany podejścia i mentalności polityków w Pekinie. Lekarstwem na normalność w dwustronnych relacjach może być jednak tylko dialog. Nie będzie on łatwy, ale trzeba podejmować starania. Musimy robić wszystko, co w naszej mocy. Trzeba wszakże pamiętać, że nie będzie z naszej strony żadnych ustępstw. Zjednoczenie Chin kontynentalnych z Tajwanem może nastąpić tylko wtedy, gdy przyniesie to korzyści całemu narodowi chińskiemu.
- Czy do ożywienia chińskiego dialogu mogą przyczynić się także inne państwa, choćby Polska?
- Polska może pokazać państwom położonym na przeciwległych brzegach Cieśniny Tajwańskiej, że jest neutralna. Że może mieć dobre stosunki zarówno z Tajpej, jak i z Pekinem. Nie powinna zatem ulegać pekińskim naciskom.
- Prezydent Aleksander Kwaśniewski podczas ubiegłorocznego pobytu w Pekinie podpisał polsko-chiński komunikat mówiący o jednych Chinach, których nazwa brzmi Chińska Republika Ludowa. Jak odebrano to w Tajpej?
- Bardzo uważnie obserwowaliśmy przebieg wizyty polskiego męża stanu, ale nie prezentowaliśmy publicznego stanowiska. Moim zdaniem, w takich wypadkach ludzie sami powinni wyciągać wnioski.
- Dlaczego jednak w Polsce nie ma dużych tajwańskich inwestycji, które naturalną koleją rzeczy wzmocniłyby stosunki polityczne Warszawy z Tajpej?
- Przyznam, że nawzajem trochę tę dziedzinę zaniedbaliśmy. Sądzę jednak, że ostatnio odkrywamy się na nowo. Polska ma wspaniałe położenie w Europie, my zaś oferujemy nasz ogromny rynek, jeden z największych i najbardziej chłonnych w Azji. Przy okazji zakładamy, że do inwestycji należy zachęcać nie tylko po to, by zarabiać pieniądze. Również po to, by zyskiwać nowych przyjaciół. Bardzo łatwo zaś ich utracić, gdy na przykład w wymianie występuje zbyt duża nierównowaga. Epoka eksploatacji definitywnie się skończyła. Dlatego musimy być rozważni. Teraz przyglądamy się, na co warto wydać pieniądze. Poczekajmy na wyniki.

Więcej możesz przeczytać w 30/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.