DYPLOMATA NA CELOWNIKU

DYPLOMATA NA CELOWNIKU

Dodano:   /  Zmieniono: 
Strzałami z bliskiej odległości nieznani sprawcy pozbawili życia Polkę pracującą w ONZ-owskiej misji w Gruzji. 31-letnia Maria Magdalena Wiewiórska, sekretarka wojskowej misji obserwacyjnej (obywatelka Austrii), zginęła na progu swego domu, gdy wracała z zakupami. Dziewięćdziesięciu nie uzbrojonych przedstawicieli ONZ (wśród nich czterech Polaków) nadzoruje od pięciu lat zawieszenie broni między Gruzinami i dążącymi do secesji Abchazami zamieszkującymi północno-zachodnią prowincję kraju. W wojnie domowej w latach 1992-1993 zginęło prawie 10 tys. osób.
Strzałami z bliskiej odległości nieznani sprawcy pozbawili życia Polkę pracującą w ONZ-owskiej misji w Gruzji. 31-letnia Maria Magdalena Wiewiórska, sekretarka wojskowej misji obserwacyjnej (obywatelka Austrii), zginęła na progu swego domu, gdy wracała z zakupami. Dziewięćdziesięciu nie uzbrojonych przedstawicieli ONZ (wśród nich czterech Polaków) nadzoruje od pięciu lat zawieszenie broni między Gruzinami i dążącymi do secesji Abchazami zamieszkującymi północno-zachodnią prowincję kraju. W wojnie domowej w latach 1992-1993 zginęło prawie 10 tys. osób.
Gruzja nadal należy do najniebezpieczniejszych państw - zamachy terrorystyczne są tu na porządku dziennym. W lutym tego roku z jednego z nich ledwo uszedł z życiem - zresztą nie po raz pierwszy - prezydent tego kraju Eduard Szewardnadze, były szef dyplomacji ZSRR. W tym samym miesiącu w Abchazji uprowadzono czterech obserwatorów ONZ. Trzy dni przed zabójstwem Wiewiórskiej od wybuchu zdalnie sterowanej miny zginęło pięciu rosyjskich żołnierzy z dwutysięcznego kontyngentu pokojowego rozdzielającego skłócone strony na faktycznej granicy abchasko-gruzińskiej (formalnie Abchazja jest częścią Gruzji).
ONZ-owscy obserwatorzy od dawna uskarżali się gruzińskim władzom na zagrożenie ze strony bandytów. Gruzińska prokuratura generalna twierdzi, że zabójstwo Wiewiórskiej miało motyw polityczny, ale agencja prasowa AFP, powołując się na anonimowych przedstawicieli miejscowych organów ścigania, podała, że torebka ofiary pozostała nietknięta. W całym zdarzeniu agencja doszukuje się znamion prowokacji wymierzonej w ONZ. Zenon Kuchciak, polski dyplomata do zadań specjalnych, powiedział "Wprost", że sprawa wydaje mu się dziwna. Zwraca uwagę na to, że celem brutalnego ataku stała się kobieta, co na Zakaukaziu praktycznie się nie zdarza. Co więcej, Wiewiórska mieszkała w jednej z najspokojniejszych dzielnic Tbilisi. Mieszkańcy gruzińskiej stolicy mówią jednak, że nawet tzw. bezpieczne dzielnice są spokojne tylko do zmroku.
Warunki pracy dyplomatów nie są lepsze także w innych zapalnych rejonach Kaukazu. Czterech dyplomatów z misji OBWE w Groznym (stolica Czeczenii) może względnie normalnie pracować tylko dzięki ochronie zapewnianej przez kilkunastu uzbrojonych po zęby strażników. Poruszają się wyłącznie opancerzonymi samochodami i raczej nie wypuszczają się w dłuższe trasy. Mimo podejmowania tak radykalnych środków, w maju w pobliżu granicy z Inguszetią został porwany przedstawiciel prezydenta Rosji Walentin Własow.
O tym, że napady, strzelaniny i porwania są w Czeczenii chlebem powszednim, przekonali się na własnej skórze młodzi Polacy, których porwano, gdy przyjechali z pomocą humanitarną. Zostali uwolnieni dopiero dzięki wysiłkom specjalnego wysłannika MSZ Zenona Kuchciaka, dla którego praca w niebezpiecznych warunkach, z narażeniem życia, jest już niemal codziennością - teraz znów przebywa z "misją humanitarną" w Czeczenii.
W ostatnich latach polscy dyplomaci kilkakrotnie narażeni byli na niebezpieczeństwo podczas pełnienia swojej misji. W czasie zamieszek w Albanii - po krachu tamtejszych piramid finansowych - Polska ze względów bezpieczeństwa praktycznie ewakuowała swoją placówkę w Tiranie, choć ambasador pozostał na miejscu. W Indonezji domagający się niepodległości mieszkańcy Timoru Wschodniego okupowali naszą ambasadę. Polski charge d'affairs znalazł się wśród zakładników przetrzymywanych w stolicy Peru, Limie, przez bojowników Tupaca Amaru.
27-letni gorzowianin został zastrzelony w 1993 r. podczas napadu z granatem w ręku na polski konsulat w Hamburgu. Nawet w spokojnej Brukseli pewien desperat próbował sforsować drzwi polskiego konsulatu za pomocą siekiery. W czasach PRL dyplomaci też przeżywali chwile grozy. W 1982 r. cały świat przyglądał się zajęciu ambasady PRL w Bernie przez tajemniczą Powstańczą Armię Krajową "pułkownika Wysockiego" (Florian Kruszyk). Napastnicy zażądali zniesienia stanu wojennego w Polsce. W 1968 r. podczas zamachu na Mariana Spychalskiego, ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa, zginął w Teheranie przedstawiciel MSZ Zygfryd Wolniak.
- Śpimy spokojnie, ale czujnie. Mamy gotowe plany i instrukcje na wypadek sytuacji krytycznych, błyskawicznie powoływany jest wówczas sztab kryzysowy - mówi Janusz Niesyto, dyrektor protokołu dyplomatycznego w MSZ. - Polska jest krajem miłującym pokój, więc nasi dyplomaci nie są szczególnym obiektem ataków. Zresztą jestem w tym zawodzie od 25 lat i nie uważam, że to zawód podwyższonego ryzyka - dodaje Niesyto.
Na szczęście polscy dyplomaci nie są tak narażeni na ataki jak ich amerykańscy, brytyjscy czy izraelscy koledzy. Wiele aktów przemocy wobec przedstawicieli "imperialistycznych mocarstw" wydarzyło się zwłaszcza w latach 70., nazywanych "dekadą terroru", ale i współcześnie dochodzi do napadów z pobudek politycznych. W czerwcu tego roku placówka USA w Libanie została ostrzelana z granatnika. Odpowiedzialnością za atak Amerykanie obciążyli partię
Hezbollah, wspieraną przez Iran. Bodaj najgłośniejszym atakiem na dyplomatów było zajęcie ambasady USA w Teheranie w 1979 r. "Islamscy studenci" wdarli się do budynku, biorąc 52 amerykańskich dyplomatów jako zakładników. Terroryści zażądali od Waszyngtonu wydania reżimowi ajatollaha Chomeiniego obalonego przezeń szacha Iranu Rezy Pahlawiego oraz zwrotu jego wywiezionego za granicę majątku. Dało to początek jednemu z największych kryzysów politycznych. Amerykanie próbowali siłą uwolnić swoich obywateli, ale tajna operacja zakończyła się fiaskiem, grzebiąc w piaskach irańskiej pustyni szanse prezydenta Jimmy'ego Cartera na drugą kadencję.
Klasyczna sztuka dyplomacji bardzo się zmieniła, a dżentelmeni musieli stawić czoło nowym wyzwaniom. - W latach 40. czy 50. terroryzm nie był istotnym problemem w stosunkach międzynarodowych, dziś jest to jedno z największych zagrożeń. Zwalczanie terroryzmu wymaga współpracy różnych państw, a więc potrzebni są pośrednicy - my, dyplomaci. Ale to nadal jest dyplomacja, a nie sztuka z gatunku "płaszcza i szpady" - podkreśla Zenon Kuchciak.
Sam Kuchciak należy jednak do grona ludzi, których działania bardziej przypominają akcje agentów do zadań specjalnych niż urzędników szacownej służby zagranicznej. W takiej pracy trzeba być w każdej chwili przygotowanym na najrozmaitsze niespodzianki - począwszy od podrzucenia do bagażu kompromitujących materiałów (np. narkotyków), a skończywszy na porwaniu czy sfingowanym wypadku samochodowym, nie mówiąc już o całkiem otwartym zamachu na życie. W krajach niestabilnych, takich jak Czeczenia, Gruzja, Albania czy Sudan, każdy przybysz z zagranicy, nie tylko dyplomata, staje się celem dla złodziei i bandytów.

Więcej możesz przeczytać w 30/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0