Procenty i życie

Procenty i życie

Nawet największe zasługi z przeszłości mogą niewiele znaczyć w wyborach, w których liczą się nadzieje na przyszłość
Zastanawiam się, jak to jest możliwe, żeby człowiek uznany za najwybitniejszego polskiego polityka ostatniej dekady miał jednocześnie niewielkie szanse na zostanie prezydentem. Czy Polacy mają jakieś rozdwojenie jaźni, czy też są aż do bólu pragmatyczni? Warto się przyjrzeć dokładniej ostatnim wynikom badań opinii publicznej.

W czerwcowych badaniach CBOS aż 34 proc. respondentów wskazało Lecha Wałęsę jako polityka dziesięciolecia. Na drugim miejscu, według 14 proc. znalazł się Aleksander Kwaśniewski. Trzecie przypadło Leszkowi Balcerowiczowi (7 proc.), a dwa następne - ex aequo - Jackowi Kuroniowi i Tadeuszowi Mazowieckiemu (po 3 proc.). W tym samym czasie, według badań Pentora, aż 60 proc. respondentów opowiedziało się za Aleksandrem Kwaśniewskim jako kandydatem na kolejną kadencję prezydencką. Po 8 proc. poparcia otrzymali Marian Krzaklewski i Lech Wałęsa, a Leszek Balcerowicz uzyskał tyle głosów, ile Andrzej Lepper, czyli 4 proc.

Większość rodaków chce swojego byłego prezydenta Lecha Wałęsę pozostawić w historii mijającego stulecia


W obydwu badaniach powtarzają się tylko trzy nazwiska: Wałęsa, Kwaśniewski i Balcerowicz, co oznacza, że ci politycy mają nie tylko liczące się w skali dziesięciolecia zasługi dla kraju, ale i szanse w przyszłych wyborach prezydenckich. Przyjmując w uproszczeniu, że pierwsze badanie dotyczyło dokonań dla Polski, a drugie szans na prezydenturę, łatwo zauważyć, że najmniejsza rozbieżność dotycząca obu wskaźników zachodzi u Leszka Balcerowicza: zasługi oceniane są prawie dwa razy wyżej od szans zostania prezydentem. Znaczniejsze zróżnicowanie ocen dotyczy dwóch pozostałych postaci polskiej polityki: Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego. Z pewnością zawodowcy od badań opinii publicznej wyśmieją to, co nastąpi, ale trudno nie dostrzec, że gdy chodzi o naszych dwóch liderów, ich szanse na prezydenturę są dokładnie odwrotnie proporcjonalne do ich zasług dla ojczyzny. Stopień uznania dla Lecha Wałęsy przeszło czterokrotnie przekracza jego akceptację na urząd prezydenta. U Aleksandra Kwaśniewskiego jest prawie identycznie, tyle że na odwrót: jego szanse na prezydenturę są przeszło czterokrotnie większe niż jego zasługi dla kraju w ostatnim dziesięcioleciu. Proporcja tych rozbieżności robi wrażenie magicznej, bo jest niemal dokładnie taka sama i różni się dopiero drugim miejscem po przecinku: wskaźnik Lecha Wałęsy wynosi równo 4,25, a wskaźnik Aleksandra Kwaśniewskiego - 4,2857143! Dalsza zabawa statystyką jest już mniej wesoła. Otóż w rankingu zasług Kwaśniewski przebija nie tylko Balcerowicza, ale także Mazowieckiego i Kuronia. I niebezpiecznie zbliża się do Wałęsy, którego dokonania cenione są jeszcze, na szczęście dwa i pół raza wyżej (dokładnie: 2,4285714). Z rankingu prezydenckiego wieje grozą: Kwaśniewski ma siedem i pół raza większe szanse niż Wałęsa, a prawie czterokrotnie większe niż Wałęsa i Krzaklewski razem wzięci. Pora kończyć obliczenia, bo nam się wszystko pomiesza. Wiadomo, że generalnie nie należy zbytnio ufać statystyce, bo rzeczywistość jest dynamiczna i szybko się zmienia. Ale jeden wniosek jest dla mnie pewny: nawet największe zasługi z przeszłości mogą niewiele znaczyć w wyborach, w których liczą się nadzieje na przyszłość. Lech Wałęsa jest już jednym z największych Polaków XX wieku i nikt mu tego nie odbierze. Wygląda jednak na to, że - przynajmniej na razie - większość rodaków chce swojego byłego prezydenta pozostawić w historii mijającego stulecia. Prezydentem Rzeczypospolitej na początek XXI w. nie będzie nikt lepszy od Lecha Wałęsy, bo nikogo takiego nie ma. Pozostaje nam więc jedynie się rozglądać za kimś lepszym od Aleksandra Kwaśniewskiego. Bardziej pasującym do nowej, wolnej Polski, do NATO i do Unii Europejskiej.
Okładka tygodnika WPROST: 31/1999
Więcej możesz przeczytać w 31/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0