Gruba kreska

Gruba kreska

Dodano:   /  Zmieniono: 
W zeszłym tygodniu Jerzy Buzek miał dobrą okazję, by pokazać, kto rządzi. Gdyby pokazał, Kazimierz Kapera mógłby już spokojnie wrócić do Krakowa, stomatologii i wyrywania także innym zębów mądrości
Pierwszego września, niemal dokładnie w dziesiątą rocznicę exposé Tadeusza Mazowieckiego, zacznie obowiązywać nowa "gruba kreska". Właśnie ogłosił to premier Buzek, choć sformułowania "gruba kreska" nie użył. Czas związanych z reformami błędów i wypaczeń mamy już za sobą. Teraz czekają nas, jak mówi, "dwa lata spokojnych rządów". Plan nowego początku przewiduje między innymi, że premier naprawdę będzie rządził.

W zeszłym tygodniu Jerzy Buzek miał dobrą okazję, by pokazać, kto rządzi. Gdyby pokazał, Kazimierz Kapera, pełnomocnik rządu do spraw rodziny (głównie Rodziny Polskiej), mógłby już spokojnie wrócić do Krakowa, stomatologii i wyrywania także innym zębów mądrości. Ale przecież premier będzie stanowczy dopiero od września. Kazimierz Kapera broni nasze rodziny przed złem, a to "zboczeńcami", a to "żółtą rasą", przy okazji opowiadając takie rzeczy, że kapera opada. Zdaję sobie sprawę z tego, jak gigantyczny jest jego wysiłek i chciałbym mu trochę ulżyć. Informuję go więc, że nie musi się już uważać za pełnomocnika do spraw mojej rodziny. Jasne, że jedna rodzina w czterdziestomilionowym państwie to nie dużo, ale może i inne rodziny wykażą się odpowiedzialnością i odciążą trochę ministra Kaperę. Wiem, że będzie to oznaczać także konieczność rezygnacji z ulgi podatkowej na dziewiętnaste dziecko, ale trudno. Kazimierz Kapera nie jest sam. Poseł Andrzej Szkaradek powiedział, że Kaperę powinno się ukarać obowiązkiem wychowywania azjatyckiego dziecka. Poseł Szkaradek odpowiada w AWS za dyscyplinę, choć nie ma już raczej wątpliwości, że nie za dyscyplinę intelektualną. W Ameryce, gdzie adoptowanie jakiegokolwiek zdrowego dziecka jest niezwykle trudne, ludzie stają na głowie, by adoptować jakiekolwiek. Długa kolejka czeka po urodzone w Chinach dziewczynki (tam państwo też się boi ofensywy "żółtej rasy" i nie lubi, gdy ktoś ma więcej niż jedno dziecko, tym bardziej córkę), także z wadami genetycznymi. Niedawno o możliwości adoptowania dziecka mówili nawet państwo Clintonowie. Ponieważ oboje są w okolicach pięćdziesiątki i mają już zdrowe dziecko, w praktyce mogliby liczyć właśnie na dziecko upośledzone, być może azjatyckiego pochodzenia. Dlaczego Clintonowie i tysiące innych ludzi uznają za prezent losu to, co poseł Szkaradek uznaje za dopust boży? Czyżby nie mieli nie tylko świadomości klasowej, ale i rasowej? Gdy słyszę to, co wygadują panowie Kapera i Szkaradek, dochodzę do wniosku, że nie lubiana przeze mnie polityczna poprawność nie jest taka głupia. Jeśli ludzie nie rozumieją, że mówienie pewnych rzeczy to rasizm, niech ich nie mówią choćby ze strachu. Ale dlaczego tego nie rozumieją? A może szukanie kogoś, kogo się uważa za gorszego niż my, to rezultat strasznych kompleksów? Na Zachodzie uważają nas za brudasów, to my za brudasów uważamy Rosjan i Ukraińców, uważają nas za cwaniaków, to my uznamy Żydów za krwiopijców, nasze pojawienie się na horyzoncie interpretują jako zagrożenie kradzieżą, to my, że złodziejami są Cyganie. Bardzo wiele osób mówiło mi całkiem niedawno, że dziennikarze są głupi, bo mówią ze współczuciem o Albańczykach, a przecież wiadomo, że to dzikusy, muzułmanie, handlarze narkotyków i bandyci. I zupełnie nie rozumieli, gdy tłumaczyłem im, że był taki jeden, który 60 lat temu Polaków uważał za gorszych i postanowił nas zamienić w naród niewolników. Premier Buzek, który - jestem o tym absolutnie przekonany - sam w głębi serca na pewno jest oburzony słowami swojego ministra, mówi, że "każdemu się może zdarzyć taka gafa". Twierdzi też, że nie może usunąć Kapery w sytuacji, gdy domaga się tego od niego Unia Wolności, bo wtedy AWS powiedziałaby, iż szef rządu ustępuje pod dyktatem unii. W tej sytuacji należy wystosować apel do polityków unii. Jeśli naprawdę chcą, by minister Kapera pożegnał się z rządem, muszą czekać na jego kolejną werbalną szarżę. A gdy ona nastąpi, muszą milczeć. W przeciwnym razie znowu będzie nietykalny. Szczerze życzę Jerzemu Buzkowi i nam wszystkim dwóch lat spokojnych rządów, ale jakoś trudno mi podzielać optymizm premiera wynikający z przeświadczenia, że "AWS zrealizowała swój program wyborczy w pięćdziesięciu procentach". Zgadza się, w pięćdziesięciu. Reforma zdrowia już jest. Wystarczy, że zacznie dobrze działać. Reforma emerytalna już jest. Wystarczy, że w ogóle zacznie działać. Reforma szkolnictwa już jest. Wystarczy, że w drogę ruszy 190 z 1600 zamówionych przez gminy gimbusów. Nie chcę być złym prorokiem, ale chyba wiem, co będzie najgłośniejszą sprawą w mediach na początku września. Nie, nie polityczny przełom, ale kłopoty z reformą edukacji. Jeśli nie, chętnie to odszczekam. Ale jeśli tak, premier z dwóch lat spokojnych rządów już dziś może odciąć kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Niestety, nie ma racji Jerzy Buzek, gdy mówi, że "dokonaliśmy remontu domu, a teraz trzeba będzie po tym remoncie posprzątać". Poczekałbym z tym sprzątaniem. Po co znowu brudzić mieszkanie, kując ściany, które skuć trzeba, bo co z tego, że zreformowaliśmy rury, skoro nie leci przez nie woda? Szef rządu nie musi się jednak za bardzo przejmować ewentualnymi zarzutami, że zapowiadając wielki przełom, palnął głupstwo. Przecież każdemu wolno popełnić gafę.
Więcej możesz przeczytać w 31/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0