Ludzie z żelaza

Ludzie z żelaza

Dodano:   /  Zmieniono: 
Burząc pomniki, oszczędzajcie cokoły
Zawsze mogą się przydać" - napisał Stanisław Jerzy Lec. Przydały się szczególnie po roku 1989. Na cokołach zwolnionych przez balonych herosów starego porządku stanęli bohaterowie nowych czasów. W Koszalinie doszło nawet do tego, że figurę gen. Karola Świerczewskiego przerobiono na posąg gen. Władysława Andersa. Wystarczyło wyrzeźbić i odlać nową głowę - reszta pozostała nie zmieniona. Wykorzystano fakt, że obaj generałowie - choć walczyli na różnych frontach i pod różnymi sztandarami - nosili podobne mundury. Paradoksalnie w III RP nie tylko nie przestano hurtowo wznosić monumentów i przyznawać orderów, lecz proces ten uległ wręcz przyspieszeniu. Obecnie powstaje więcej pomników niż w czasach PRL. Decyzje o upamiętnieniu osobistości uznanych za ważne dla lokalnych społeczności bywały nawet często pierwszymi posunięciami samorządów. Nie zmienił się patetyczny styl obrazowania, często nawiązujący wprost do "dokonań" socrealizmu. Jedynie na początku lat 90. liczba pomników znacząco się zmniejszyła, gdy w krótkim czasie zdetronizowano zarówno lokalnych, jak i zasłużonych dla ludzkości bojowników o pokój i demokrację. Słynny monument Włodzimierza Lenina w Nowej Hucie, który w 1992 r. sprzedano zagranicznemu milionerowi za sumę dwukrotnie wyższą od ceny złomu, stoi teraz w szwedzkim miasteczku osobliwości. Wódz rewolucji w ustach trzyma doklejonego papierosa, a w uchu ma wielki kolczyk. Stojący przez wiele lat w Poznaniu posąg Marcina Kasprzaka trafił do Czołowa - miejsca urodzin rewolucjonisty. W ferworze narodzin III RP Kasprzaka uznano za komunistę, co nie było zgodne z prawdą. Opuszczony przez Feliksa Dzierżyńskiego cokół na placu Bankowym w Warszawie ma niedługo zająć wieszcz narodowy Juliusz Słowacki. Młodzież nie czekała natomiast na dekomunizacyjną decyzję władz miejskich Dąbrowy Górniczej i wzięła sprawy we własne ręce. Stał tam pomnik Czerwonych Sztandarów, odsłonięty w 1970 r. Przedstawiał trzy stojące postacie - jedna z nich trzymała pistolet. Ktoś wpadł na pomysł, by broń przemalować na gitarę. W ten sposób powstał pierwszy na świecie - o czym doniosła nawet agencja Reuters - pomnik Jimmy?ego Hendrixa. Nową funkcję zyskał też częstochowski pomnik Czynu Żołnierskiego, upamiętniający wkład Ludowego Wojska Polskiego w budowę trasy Warszawa-Katowice, czyli tzw. gierkówki. Przeistoczył się on w reklamę komisu samochodowego. Z kolei w Bydgoszczy postawiono zupełnie nowy monument upamiętniający pobicie 21 marca 1981 r. jednego z liderów "Solidarności" Jana Rulewskiego. Ze względu na kształt pomnika - podłużny kamień - potocznie jest on teraz nazywany "zębem Rulewskiego". W rzeczywistości działacz "Solidarności" stracił nie ząb, lecz mostek dentystyczny. Po 1989 r. zmienili się narodowi bohaterowie, których upamiętnia się w odlewach z brązu, ale nie zmienili się twórcy pomników. Prof. Marian Konieczny w przeszłości wyrzeźbił Wincentego Pstrowskiego i Włodzimierza Lenina, a obecnie - używając równie patetycznych środków - dwukrotnie przedstawił postać papieża. Jeden z jego pomników stanął w Licheniu. Na podstawie cokołu znalazła się płaskorzeźba postaci przypominającej Grzegorza Tuderka, w przeszłości członka KC PZPR i posła SLD, szefa Budimeksu, a jednocześnie fundatora monumentu. Marian Konieczny swoje największe pomniki odlewał w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych, będących w praktyce monopolistą na polskim rynku. Metr kwadratowy odlewu artystycznego - w zależności od jego wielkości, faktury, powierzchni, materiału i terminu wykonania - kosztuje od 1600 do 6000 zł. Obecnie zakłady zajmują się przede wszystkim pomnikami o tematyce religijnej - przez ostatnie dziesięć lat odlano 17 dzieł tego rodzaju (przedstawiających m.in. Jana Pawła II, Chrys- tusa i Matkę Boską). Jan Paweł II - parafrazując powiedzenie Leca - został w swojej ojczyźnie wręcz "ukamienowany pomnikami". Trafił na 44 cokoły. Jego popiersie nie stanęło wprawdzie na skrzyżowaniu ulic Jana Pawła II i Ojca Świętego w Nowym Targu, za to w Oławie wzniesiono dwa identyczne pomniki. Towarzystwo Miłośników Ziemi Ciechanowskiej chce wznieść aż trzy pomniki w ramach obchodów jubileuszu roku 2000. Pierwszy ma przedstawiać św. Piotra, dru- gi - legionistów poległych w 1920 r. w walce z bolszewikami, trzeci - Zygmunta Krasińskiego. Andrzej Wajda przedstawił swój autorski pomysł na pomnik dla Gdyni: monumentalny orzeł wyłaniający się z głębi fal przy dźwiękach patriotycznej muzyki. Mieszkańcy Łomży utworzyli zaś Grupę Założycielską Społecznego Uhonorowania Edwarda Gierka. Zdaniem działaczy grupy, I sekretarz zasłużył się dla kraju tak samo jak Kazimierz Wielki: zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Gdyby ten pomysł zrealizowano, Edward Gierek byłby obok Jana Pawła II drugą żyjącą postacią postawioną w Polsce na cokole. Odsłonięciu pomnika nadal towarzyszy pompatyczna uroczystość z drętwymi przemówieniami, przerywanymi dźwiękami patriotycznych lub religijnych pieśni. A co się później dzieje z monumentami? We Wrocławiu okradanie pomników stało się społeczną plagą. Z monumentu hrabiego Aleksandra Fredry dwukrotnie zniknęło pióro, które trzyma w ręku, a także literki "hr" oraz "o". Trzynaście razy nieznani sprawcy zabierali szpadę z posągu Szermierza. Okradziono nawet zrekonstruowaną zaledwie przed rokiem fontannę-niedźwiadka. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, dlaczego tak się dzieje. Czyżby bohaterowie spoglądający z wysokości swoich cokołów wyzwalali poczucie niższości u widzów? - Zgodnie z tym, że w moim teatrze burzę istniejące normy, postanowiłem nie tylko odejść od oficjalnego celebrowania okrągłych rocznic, ale także "zburzyć" samą ideę cokołu. Bez niego pomnik staje się bliższy człowiekowi, a ponadto może zyskać funkcję użytkową. Dlatego narodził się pomysł Ławeczki Tuwima - mówi Marcel Szytenchelm, aktor i reżyser, dyrektor artystyczny Studia Teatralnego Słup w Łodzi. Ławeczka Tuwima stanęła w kwietniu tego roku przy ul. Piotrkowskiej 104 przed pałacem Heinzla. Nieopodal tego miejsca autor "Kwiatów polskich" mieszkał w dzieciństwie. Uroczystości nie towarzyszyła podniosła celebra, lecz happening "Bal nieomal w operze". Marcel Szytenchelm nawiązał w nim do poetyki wykorzystanej już w 1982 r., kiedy - jeszcze jako uczeń, ale już twórca Słupa - odsłaniał popiersie Gabriela Narutowicza, patrona II LO w Łodzi. Nie miał wpływu na jego kształt, więc zajął się wyłącznie formą uroczystości. Po raz pierwszy w historii szkoły uczniowie nie jedli kanapek podczas oficjalnej akademii. Liceum zamieniło się w wypełnioną widzami warszawską Zachętę - na ścianach zawisły wypożyczone obrazy. Punktualnie o dwunastej - jak kilkadziesiąt lat wcześniej - pod Zachętę zajechał samochód i wysiadł z niego prezydent Gabriel Narutowicz. Po chwili Eligiusz Niewiadomski oddał śmiertelny strzał. Polała się filmowa krew. Ktoś zemdlał. Lekarz stwierdził zgon prezydenta. Ceremonia zakończyła się przeniesieniem białego płótna przykrywającego dotychczas popiersie pierwszego prezydenta II RP na bezwładne ciało leżące na dywanie. - Pragnę pielęgnować pamięć o twórcach kultury. Oni bowiem w przeciwieństwie do różnych polityków, którzy mają swoich kontynuatorów w postaci działaczy partyjnych, często nie istnieją w narodowej świadomości - mówi Marcel Szytenchelm. Jego najnowszym pomysłem jest Fortepian Rubinsteina. Klapa instrumentu ma przypominać ptasie skrzydło i sugerować, że fortepian unosi się do nieba. Wirtuoz będzie siedzieć za klawiaturą, a dla zwiedzających przeznaczono dwa miejsca obok. Pomnik ma być także rodzajem szafy grającej. Po wrzuceniu monety będzie można posłuchać muzyki Czajkowskiego albo Szymanowskiego w wykonaniu mistrza. Fortepian zapewne w przyszłym roku stanie przy Piotrkowskiej 78, czyli w miejscu, gdzie mieszkał pianista. Idea znalazła już poparcie łódzkich władz miejskich, a na sponsoring zgodzą się zapewne producenci fortepianów. W przyszłości cała ulica Piotrkowska zapełni się podobnymi pomnikami - na każdym z nich turysta będzie mógł usiąść, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i zabrać ze sobą do domu kawałek Łodzi. Rzeźby przedstawiające m.in. Władysława Reymonta, Kazimierza Dejmka czy Jerzego Kosińskiego staną się częścią ulicy-kolekcji, ulicy-muzeum. - Chciałbym, by powstała pierwsza na świecie promenada dzieł sztuki wtapiających się w uliczny tłum - marzy Szytenchelm. Być może polskie miasta zaczną się zapełniać pomnikami przyjaznymi ludziom. Będzie można przy nich usiąść, posłuchać muzyki i napić się wody mineralnej, a na znużonych rodaków nie będą już z wysokości cokołów patrzyli wielcy. Nie jest wykluczone, że zostanie nawet zrealizowana idea Stanisława Jerzego Leca, który napisał: "Wznosiłbym pieskom pomniki. By miały gdzie podnosić nóżki".

Więcej możesz przeczytać w 31/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0