Partia Wałęsy

Partia Wałęsy

Dodano:   /  Zmieniono: 
- Ja nie przegrałem. Wygrałem, i to podwójnie - mówi były prezydent
- Czeka w gdańskim "Sulejówku" na swój czas - przekonują z nadzieją jedni. - Na szczęście zniknął - komentują z ulgą drudzy. - Jeżdżę po kraju i zakładam swoją partię - kwituje Wałęsa. Czy uda mu się powrót do polityki? Pierwszy raz od osiemnastu lat znalazł się poza jej głównym nurtem. I okazało się, że bez Wałęsy można żyć.

- W tej chwili jest jedynie legendą. Wyobrażam sobie, jak siedzi w fotelu i słucha o niegdysiejszym wodzu Wałęsie, jakby mówiono o zupełnie nie znanej mu osobie. Jestem przekonany, że legenda mu nie wystarczy - przekonuje wicemarszałek Senatu Donald Tusk. - Jego rola jest skończona. Nie powinien wracać do polityki, choć jedno z pierwszych zdań, jakie usłyszałem od niego w Belwederze, brzmiało: "To co, zostajemy tu do emerytury?" - mówi Jarosław Kaczyński, niegdyś bliski współpracownik Wałęsy. Jego Sulejówek jest inny niż Piłsudskiego. Na Polanki nikt nie przyjeżdża konsultować ważnych decyzji politycznych. Do zwycięstwa w grze o drugą kadencję brakowało Wałęsie kilkuset tysięcy głosów. Niedawne badania "Wprost" wykazały, że gdyby o prezydenturę walczył dzisiaj, poparłoby go tylko 4 proc. wyborców. - Ja nie przegrałem. Wygrałem, i to podwójnie - broni się teraz Lech Wałęsa. - Proszę sobie wyobrazić, że to ja podpisuję konkordat czy wejście Polski do NATO. Jak ocenia to historia za 30 lat? Wierny syn Kościoła i "agent" Zachodu. A jak wygląda Kwaśniewski, wróg Kościoła i sługa Układu Warszawskiego, który w demokracji musi się nawrócić, podpisać konkordat i NATO? Po pierwsze - komuniści "przerżnęli" system, po dru- gie - zmusiłem ich do działania według mojego planu: złam się i wykonaj! Siedzę sobie i śmieję się. Sytuacja wymknęła się Wałęsie spod kontroli przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Marian Krzaklewski pogodził to, co było nie do pogodzenia: zlepił sporą część prawicy w Akcję Wyborczą Solidarność. - Krzaklewski okazał się zręcznym graczem i politykiem o dużych ambicjach - ocenia Jarosław Kaczyński. - Dzisiejszą nieobecność Wałęsy można widzieć jako pomysł, który nie wypalił: przygotowywał się do prezydentury w roku 2000. Ponieważ było zbyt wcześnie na wystawienie siebie, wystawił Krzaklewskiego. Liczył, że mu się podporządkuje. Zadowoleni z nieobecności Wałęsy posłowie AWS podkreślają, że były prezydent nie dzieli klubu, choć ma swoich "programowych" przeciwników, na przykład w Porozumieniu Centrum.
- W tej chwili jest jedynie legendą. Wyobrażam sobie, jak siedzi w fotelu i słucha o niegdysiejszym wodzu Wałęsie, jakby mówiono o zupełnie nie znanej mu osobie. Jestem przekonany, że legenda mu nie wystarczy - przekonuje wicemarszałek Senatu Donald Tusk. - Jego rola jest skończona. Nie powinien wracać do polityki, choć jedno z pierwszych zdań, jakie usłyszałem od niego w Belwederze, brzmiało: "To co, zostajemy tu do emerytury?" - mówi Jarosław Kaczyński, niegdyś bliski współpracownik Wałęsy. Jego Sulejówek jest inny niż Piłsudskiego. Na Polanki nikt nie przyjeżdża konsultować ważnych decyzji politycznych. Do zwycięstwa w grze o drugą kadencję brakowało Wałęsie kilkuset tysięcy głosów. Niedawne badania "Wprost" wykazały, że gdyby o prezydenturę walczył dzisiaj, poparłoby go tylko 4 proc. wyborców. - Ja nie przegrałem. Wygrałem, i to podwójnie - broni się teraz Lech Wałęsa. - Proszę sobie wyobrazić, że to ja podpisuję konkordat czy wejście Polski do NATO. Jak ocenia to historia za 30 lat? Wierny syn Kościoła i "agent" Zachodu. A jak wygląda Kwaśniewski, wróg Kościoła i sługa Układu Warszawskiego, który w demokracji musi się nawrócić, podpisać konkordat i NATO? Po pierwsze - komuniści "przerżnęli" system, po dru- gie - zmusiłem ich do działania według mojego planu: złam się i wykonaj! Siedzę sobie i śmieję się. Sytuacja wymknęła się Wałęsie spod kontroli przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Marian Krzaklewski pogodził to, co było nie do pogodzenia: zlepił sporą część prawicy w Akcję Wyborczą Solidarność. - Krzaklewski okazał się zręcznym graczem i politykiem o dużych ambicjach - ocenia Jarosław Kaczyński. - Dzisiejszą nieobecność Wałęsy można widzieć jako pomysł, który nie wypalił: przygotowywał się do prezydentury w roku 2000. Ponieważ było zbyt wcześnie na wystawienie siebie, wystawił Krzaklewskiego. Liczył, że mu się podporządkuje. Zadowoleni z nieobecności Wałęsy posłowie AWS podkreślają, że były prezydent nie dzieli klubu, choć ma swoich "programowych" przeciwników, na przykład w Porozumieniu Centrum.
.- Przyjazna grupa zaś to ci, którzy nie lubią, kiedy o Wałęsie mówi się źle - opisuje sytuację Ryszard Czarnecki. - Jeśli AWS będzie kulała, chętnie przejdą pod jego skrzydła. Ostatnio kilkunastu posłów akcji utworzyło zespół poselski Chrześcijańskiej Demokracji. Wśród założycieli znaleźli się Jerzy Gwiżdż, Konstanty Miodowicz, Stanisław Iwanicki. Partia przymierza się do koalicji z AWS w wyborach samorządowych. - Wodzowie nie lubią innych wodzów - usprawiedliwia Wałęsa swoje nie najlepsze stosunki z Krzaklewskim. - Żebym był dobrze zrozumiany: nie mam pretensji do Krzaklewskiego i będę mu pomagał. Nie zgadzam się jednak z jego koncepcją sprawowania władzy. Jest niebezpieczna i jeśli w porę się z niej nie wycofamy, to zniszczymy "Solidarność" do końca, w dodatku scena polityczna będzie podzielona. Jak tylko powstała AWS, powiedziałem: panowie, związek wykorzystajcie do władzy ustawodawczej, nie bierzcie władzy wykonawczej. Kiedy już wiadomo było, że wezmą, mówiłem: zróbcie to inaczej, trenowaliśmy pięć rządów, to skompletujmy z tych pięciu jeden. Chodziło o to, by nowi liderzy mieli pół roku na przygotowanie się. Teraz widać nieprzygotowanie i błędy. Związek musiał pomóc w tych wyborach, bo w przeciwnym razie groziła nam postkomuna, ale pomóc to nie znaczy zastąpić. W moim wydaniu wszystko byłoby inaczej. Postanowił zbudować partię, by "nie dopuścić SdRP do władzy przez następne 20 lat".
Wierzy, że na niechęci do byłych komunistów ciągle można budować społeczne poparcie. Jego zdaniem, politycy SdRP sami wzięli odpowiedzialność za zbrodnie komunizmu, przejmując majątek po PZPR. - Niedobrze się stało, że Kwaśniewski został prezydentem - nie ma wątpliwości Wałęsa. - Nie może być wobec Zachodu twardy, bo ma kompromitującą przeszłość. Ja nie musiałbym płacić, tak jak on, za wstąpienie do NATO. Jakbym im policzył, ile wygrali na upadku komunizmu, toby im w pięty poszło. Kwaśniewski nie ma takiego atutu. Chrześcijańska Demokracja III Rzeczypospolitej wystąpiła o rejestrację tuż po wygraniu przez AWS wyborów parlamentarnych. - Wałęsa wie jedno: kiedy sytuacja jest trudna, trzeba zrobić jakiś ruch. Zamieszać i poczekać, co z tego wyniknie. Był ze dwadzieścia razy w takim położeniu. Teraz jeździ i zakłada partię - tłumaczy Donald Tusk. - Jesteśmy drugą linią okopów. Możemy udzielać wsparcia, przejąć niektóre ciężary walki, w ostateczności stać się główną linią obrony - twierdzi eksprezydent. - Partię buduje się po to, by wziąć władzę, a nie pomagać innej partii - ripostują niechętni mu politycy AWS. Partia liczy na labilną część elektoratu i "prywatny" elektorat Wałęsy. Szeregi ugrupowania powinni zasilić młodzi i "ludzie Sierpnia", którym nie udało się do tej pory zaistnieć w polityce. - To oczywiście przyciąga wielu frustratów i nieudaczników - komentują po cichu nawet sympatycy ruchu. Po ostatnich porażkach koalicji rządowej Wałęsa z pewnością chętnie przyjmie również znanych polityków. Tymczasem w kolejnych miastach wojewódzkich otwiera oddziały partii. We Wrocławiu zgromadził 150 osób, w Krakowie - 120, w Gdańsku - ok. 250. Docelowo liczy na 10-15 tys. - To dobry pomysł na partię kadrową, ale spóźniony - ocenia Jarosław Kaczyński. - Wałęsa powinien powołać ją na początku swojej prezydentury. Szefem zarządu krajowego jest Marek Gumowski, jednocześnie prezes Instytutu Lecha Wałęsy; funkcję sekretarza pełni Marek Karpiński, niegdysiejszy prezydencki rzecznik. Przewodniczącym - do czasu krajowego zjazdu - został Lech Wałęsa. - Jak się znam na polityce - spekuluje były prezydent - będę musiał stać na czele partii do wyborów parlamentarnych. Moje odejście stanie się logiczne po wyborach. Wtedy powinienem zostać honorowym przewodniczącym. Deklarowany cel partii: wygranie wyborów za cztery lata. Dla polityków jedno jest pewne: kłopoty AWS są szansą Wałęsy. - On nie może liczyć na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Liczy więc na sukces w wyborach parlamentarnych - przekonuje Czarnecki.
- Partia jest mu potrzebna wyłącznie do walki o prezydenturę. Chce władzy opartej na własnym autorytecie. Potem partia powinna się rozsypać, by nie zawracać mu głowy. Jest przy tym realistą. Wie, że nie wygra teraz z Kwaśniewskim. Przygotowuje się do prezydentury w 2005 r. - uważa Jacek Merkel, dawny wieloletni współpracownik Wałęsy.
- Zastanawiam się, czy Wałęsa specjalnie nie wymyślił tak trudnej do zapamiętania nazwy partii. Może powinna być kojarzona wyłącznie z jego osobą - dodaje Donald Tusk.
- Nie będę prezydentem, jeśli nie będzie wyższej konieczności - deklaruje tymczasem Wałęsa. To znaczy, że interesuje go ten urząd, ale pod warunkiem, że uda się w Polsce wprowadzić ustrój prezydencki. - Powinno być tak: prezydent zatrudnia dwustu najlepszych w kraju prawników i jeszcze kilku praktyków. Przygotowują dekrety, a Sejm ma 24 godziny na ich przyjęcie lub dziesięć dni na zgłoszenie własnej propozycji. Taki system będzie potrzebny Polsce przez dziesięć lat, nie dłużej.
- Myślę, że Wałęsa buduje partię, by wynagrodzić swojemu otoczeniu wierność. Nie ma w tym żadnej oryginalnej myśli politycznej, także rewolucyjnej. Nie widzę więc dla niego przyszłości, tym razem nie skupi wokół siebie lu- dzi - przekonuje poseł SLD Andrzej Urbańczyk. Otoczenie Wałęsy nie jest zbyt liczne. Czy jest ktoś, kogo nazwałby swoim przyjacielem? Jest tym pytaniem wyraźnie zaskoczony. - To miałbym go zabierać w podróże czy musiałby na mnie czekać cały tydzień? - pyta zdziwiony. Bo Wałęsa nie ma przyjaciół. Ma wokół siebie ludzi, którzy są mu potrzebni, którzy w niego wierzą, którzy go szanują. Ma wreszcie takich, którzy liczą, że u jego boku zrobią polityczną karierę. I być może właśnie niezrozumienie pojęcia "przyjaźń" jest powodem sprawiającym, że były prezydent tak łatwo "gra" ludźmi, czym zraził do siebie wielu politycznych sprzymierzeńców. - W rewolucji można wygrać w pojedynkę i ja wygrałem w rewolucji wszystko. Natomiast w demokracji nie miałem struktur, nie miałem ludzi do liczenia głosów... Przecież ja wiedziałem, że przegram - przyznaje się Wałęsa. Czy wierzy w swoją intuicję? - Oczywiście, ale tak naprawdę wierzę w Matkę Boską, wierzę, że jej zawdzięczam swoje szczęście.
- On jest obdarzony trudnym do zdefiniowania talentem politycznym. Nawet w 1983 r., kiedy był w największym "dołku", kiedy wyszedł z odosobnienia i chciał zostać elektrykiem w Watykanie, nie miał wątpliwości, że kiedyś będzie prezydentem - mówi Jarosław Kaczyński. - Wałęsa jest skazany na wieczne powroty i ciągłą aktywność - wyrokują ci, którzy znają go od lat. - Nie wróci już na scenę polityczną - przekonują jego przeciwnicy. - Już nieraz go grzebano i jeszcze nieraz wszystkich zaskoczy - odpowiadają zwolennicy. Działaczy gdańskich Wolnych Związków Zawodowych zaskoczył dwadzieścia lat temu. Pojawił się na spotkaniu z silnym przeświadczeniem, że oni wszystko robią źle, że głodówki protestacyjne nie mają sensu i trzeba palić komisariaty milicji. "Jak, skoro najczęściej siedzą tam nasi koledzy?" - pytali zaskoczeni działacze. "Z katapulty, by paliło się od dachu" - Wałęsa nie miał wątpliwości. Czy w przyszłości zdoła kogoś zaskoczyć jeszcze bardziej?

Więcej możesz przeczytać w 32/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0