Złoty strzał

Złoty strzał

Kto zlecił Siergiejowi S. zabójstwo Marka Papały?
Rok po zamordowaniu gen. Marka Papały (25 czerwca 1998 r.), byłego komendanta głównego policji, ustalono już bardzo prawdopodobny motyw zabójstwa, a przebywający w warszawskim areszcie Siergiej S. prawie na pewno był egzekutorem. Wiadomo też właściwie, w jakim kręgu osób podjęto decyzję o zaangażowaniu płatnego mordercy. Przynajmniej od kilku miesięcy ludzie ci są inwigilowani przez policję. W każdej chwili mogą zostać aresztowani. Udało nam się ustalić, że przed śmiercią Marek Papała wysłał list do ministra spraw wewnętrznych i administracji, w którym opisał działania poważnej grupy przestępczej. List miał być zalakowany, opatrzony adnotacjami "ściśle tajne" i "do rąk własnych". Pismo to nigdy nie dotarło do ministra, gdyż po drodze zostało zniszczone. Wiadomo, kto jest odpowiedzialny za zniszczenie przesyłki - osobę tę przesłuchano. Nie znamy motywu jej działania.

Marek Papała opisywał m.in. interesy braci D. Jeden z nich, mieszkaniec Warszawy, przez wiele lat pracował w centralach handlu zagranicznego, a potem w jednym z urzędów centralnych. Bracia D. współpracowali m.in. z Andrzejem Stuglikiem, byłym oficerem kontrwywiadu PRL, potem głównym specjalistą ds. rozliczeń dewizowych w Ministerstwie Finansów, a wreszcie doradcą finansowym Marka P. w Towarzystwie Handlu Międzynarodowego DAL SA, sprzedającym m.in. broń. Andrzeja Stuglika zastrzelono przed domem w 1991 r. Z firmą DAL związany był Wojciech D. Marek Papała poznał go kilka lat temu. Nazwisko Wojciecha D. pojawiło się wiosną tego roku w związku ze sprawą przemytu do Polski tureckiej heroiny i finansowania - dzięki zdobytym w ten sposób środkom - kurdyjskiej partyzantki. Był on znajomym Ayhana Findika, Turka organizującego przerzut pieniędzy z przemytu heroiny i prawdopodobnie kupującego w Polsce broń dla Kurdów. Findik zginął w Turcji w grudniu 1997 r.
Dowiedzieliśmy się, że sprawa braci D. wiąże się z jednym z trzech najbardziej obiecujących wątków śledztwa. Chodzi o interesy na wielką skalę, prowadzone z przestępcami przez znanych biznesmenów. - Nie ulega wątpliwości, że na temat takich spraw komendant Papała miał rozległą wiedzę, gdyż grupy przestępcze próbujące legalizować swoje interesy są monitorowane przez specjalistyczne służby policji. Może to nie była wiedza dająca się wykorzystać procesowo, lecz dotyczyła pewnych przyjaźni, znajomości, które mogły się komendantowi wydawać podejrzane. Nie działamy po omacku. Obecnie sprawdzamy konkretne osoby - mówi nadzorujący śledztwo Zbigniew Goszczyński, zastępca prokuratora okręgowego w Warszawie. - Chodziło o wielki jednorazowy interes o wartości setek milionów złotych. Ta transakcja miała "ustawić" obserwowaną grupę ludzi na wiele lat. To miał być "złoty strzał", po którym nie warto byłoby się zajmować nie tylko przestępczą "drobnicą", ale nawet handlem narkotykami i bronią - opowiada policjant uczestniczący w śledztwie.
Nieoficjalnie mówi się, że chodziło o wielki państwowy kontrakt bądź intratną koncesję (na przykład na obrót paliwami czy budowę autostrad). Prawdopodobnie Marek Papała zginął, gdyż obawiano się, że może przeszkodzić w tym przedsięwzięciu. Wiele wskazuje na to, że kogoś zaalarmowały słowa nieopatrznie wypowiedziane przez generała podczas rozmowy telefonicznej lub w trakcie towarzyskiego spotkania. Uznano, że jeśli nawet jeszcze nie skojarzył różnych informacji, wkrótce może się tak stać. Decyzja o zleceniu zabójstwa mogła być podjęta praktycznie w ostatniej chwili - kilka dni przed egzekucją. Wybór zabójcy był już tylko kwestią techniczną: najlepsze notowania miał Siergiej S.
Domniemany zabójca gen. Papały nie ma jeszcze 30 lat. Do Polski przyjechał z Ukrainy otoczony sławą skutecznego, wyrachowanego killera. Wcześniej spędził cztery lata w jednostkach specjalnych. - Dwukrotnie chciano go wyrzucić ze służby z powodu podejrzeń o skłonności psychopatyczne i sadyzm - mówi policjant, który sprawdzał przeszłość Siergieja S. Był on nie tylko strzelcem wyborowym, ale i pirotechnikiem, świetnie posługiwał się nożem. Gdy pojawił się w naszym kraju, polski Interpol otrzymał stosowne ostrzeżenie, lecz nie wiadomo było, jak wygląda i jakim posługuje się nazwiskiem. To sprawiło, że choć został zatrzymany w Lublinie w związku z kradzieżami samochodów, policja nie podejrzewała go o znacznie poważniejsze przestępstwa.
A Siergiej S. był przede wszystkim płatnym zabójcą. Za "otwarcie zlecenia" na Nikodema S. (ps. Nikoś), szefa trójmiejskiego świata przestępczego, miał otrzymać 50 tys. USD, drugie tyle zainkasował ponoć po zabójstwie. Nikosia zabito 24 kwietnia ubiegłego roku w gdańskim klubie Las Vegas. Zamaskowany zabójca, najprawdopodobniej właśnie Siergiej S., wszedł do lokalu, powiedział "dzień dobry" i sześciokrotnie nacisnął spust. Rozejrzał się, czy ktoś nie sięga po broń i spokojnie wyszedł. Siergiejowi S., miano też zlecić zadanie "postraszenia" Macieja N., biznesmena, za co zapłacono mu 40 tys. DM: zamach miał wyglądać na próbę zabójstwa, lecz ofiara powinna przeżyć. Próby zamachów na Macieja N. podejmowano zresztą kilkakrotnie, lecz wykonawcą nie był już Ukrainiec. To on miał natomiast "postraszyć" dwóch prokuratorów i sędzię oraz zorganizować zabójstwo biznesmena, Piotra S., którego zwęglone zwłoki znaleziono przed rokiem w Borach Tucholskich pod Bydgoszczą. Nie jest też wykluczone, że Siergiej S. zastrzelił także (5 maja 1997 r.) Wiesława K. (ps. Szwarceneger), jednego z najważniejszych gdańskich mafiosów. Dziesięć strzałów z broni krótkiej padło z samochodu z obcą rejestracją. Najważniejszym kontraktem Siergieja S. było jednak zabójstwo gen. Marka Papały, za co otrzymał prawdopodobnie 100 tys. USD.
Mimo licznych "osiągnięć", Siergiej S. był przez wiele miesięcy nieuchwytny: zmieniał wygląd, miejsca pobytu, tożsamość, metody działania, w tym sposoby zabijania. Raz strzelał z jadącego samochodu, innym razem z karabinka snajperskiego. Jeśli używał pistoletu, strzelał kilka razy z odległości paru metrów bądź raz lub dwa - w głowę. Podkładał też ładunki wybuchowe odpalane drogą radiową. Siergieja S. zatrzymano jesienią ubiegłego roku w północnej Polsce. W akcji brały udział dwa oddziały antyterrorystyczne. Przestępcę najpierw przewieziono do aresztu w Gdańsku, potem przetransportowano do Warszawy. - Był groźny, ponieważ zabijał. Najważniejsze jest jednak to, kto zlecał zabójstwa. Jest rzeczą zrozumiałą, że ujawnienie jakichkolwiek szczegółów dotyczących tej sprawy dałoby zleceniodawcom wiedzę o postępach śledztwa. A na to nie możemy sobie pozwolić - mówi Jacek Szpyt, zastępca prokuratora okręgowego w Gdańsku, nadzorujący śledztwo w sprawie Siergieja S. Obecnie trwa poszukiwanie pasera, który sprzedał Siergiejowi S. broń. Czy będzie to tetetka, z której zastrzelono generała?


Wkrótce można się spodziewać aresztowania sprawców śmierci Marka Papały

Prokuratura, policja i UOP szczegółowo sprawdzają okoliczności poszczególnych zabójstw na zlecenie. Okazuje się bowiem, że zleceniodawców sporo łączy, przede wszystkim wspólne interesy, w tym wspomniany już "złoty strzał". Zanim jednak zawężono śledztwo, należało sprawdzić praktycznie wszystkie kontakty Marka Papały w ostatnich latach: kilkuset znajomych, tysiące połączeń telefonicznych, kilkadziesiąt firm itp. Zebrano kilkadziesiąt tomów akt. Specjalna grupa dysponująca nadzwyczajnymi uprawnieniami i korzystająca z pomocy UOP i WSI prześwietliła niemal całe życie Marka Papały. Policjanci korzystali z programu komputerowego pomagającego w ustalaniu powiązań wewnątrz sprawdzanej grupy ludzi. W różnych okresach podsłuchiwano ok. 200 osób, ponad 60 obserwowano, wiele cennych informacji przekazali policji konfidenci ulokowani w gangach i firmach.
Rekonstruowane i poddawane analizie są wszystkie decyzje, jakie gen. Papała podjął jako komendant główny policji. Sprawdzane są dokumenty, które podpisał, odtwarza się jego wiedzę o przestępczości zorganizowanej w Polsce. - Komendant z racji swojej funkcji na pewno miał dostęp do spraw stanowiących najgłębsze tajemnice państwowe, docierały do niego informacje tajne, był powiadamiany o najpoważniejszych sprawach kryminalnych, dotyczących handlu bronią, narkotykami, grup przestępczych, przenikania się przestępczości zorganizowanej i świata dużego biznesu - mówi prokurator Goszczyński.
Ekipy policji i UOP zjawiły się na przykład w firmie Opoczno SA, z którą Papała utrzymywał kontakty jako zastępca komendanta głównego. Sprawdzano związki generała z Edwardem M., polsko-amerykańskim biznesmenem, udziałowcem spółki Bakoma. Analizowano też kontakty gen. Papały z Państwową Wytwórnią Papierów Wartościowych (miał być przesłuchany w sprawie ujawnionej tam niegospodarności), która sfinansowała jego wyjazd do Hongkongu. Policjantów interesowała sytuacja finansowa generała: zaciągnął przecież kredyt na kupno mieszkania i drugi - na budowę domu w Chotomowie (łącznie około 300 tys. zł).
Szczegółowo sprawdzano kulisy bliskiej znajomości Marka Papały z panią W., zajmującą wcześniej wysokie stanowisko w kierownictwie MSW, z którą spotkał się m.in. tuż przed śmiercią. Przyglądano się małżeństwu K., mającemu szerokie kontakty w sferach polskiej dyplomacji i polityki. Przyglądano się znajomościom Papały w kręgach byłych wysokich oficerów SB, badano charakter jego kontaktów z politykami. Zastanawiające było to, że bardzo często pozornie odległe wydarzenia działy się w tym samym kręgu towarzyskim, a szczególną rolę - łącznika między światami polityki i biznesu oraz gangami - odgrywał niejaki Z., były wysoki oficer SB, który w czasach PRL dysponował rozbudowaną siatką konfidentów (także znanych obecnie gangsterów), uważany za faktycznego przywódcę polskiego podziemia.
- Sprawca i sposób wykonania tego zabójstwa to dla nas jakby ostatnia faza jakichś wydarzeń. Ktoś nacisnął spust, być może w wyniku zlecenia, ale to zlecenie musiało powstać w czyjejś głowie i z jakichś powodów - mówi ostrożnie Zbigniew Goszczyński. - Rozpracowywane obecnie wątki nie stanowią dla nas zaskoczenia, a wręcz przeciwnie - stawialiśmy na to, że jedna z rozpatrywanych wersji może być jak najbardziej prawdopodobna. Istnieje więc realna szansa, że sprawa zostanie rozwiązana. Zabójstwo byłego komendanta głównego policji jest pewnego rodzaju policzkiem i wyzwaniem dla organów ścigania. To nie tylko tragedia człowieka, ale również uderzenie w struktury demokratycznego państwa.
Okładka tygodnika WPROST: 26/1999
Więcej możesz przeczytać w 26/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0