Miasto Agnellich

Miasto Agnellich

Dodano:   /  Zmieniono: 
Montaigne pisał, że Turyn jest niezbyt piękny, ale Monteskiusz się nim zachwycał
Casanova wychwalał uprawiane tam wyrafinowane uciechy cielesne, ale markiz de Sade pisał, że pod tym względem jest to najnudniejsze miasto we Włoszech. Gustaw Flaubert rozkoszował się tamtejszą kawą i czekoladkami, a Friedrich Nietzsche pisał, że tylko w Turynie czuje się dobrze. Jean Jacques Rousseau przeszedł tu na katolicyzm, a Stendhal zakochał się w osiemnastoletniej aktoreczce.
Turyn założyli w IV wieku p.n.e. Turyńczycy, bitne plemię celtycko-galijskie, stawiające czoło wszystkim kolejnym najeźdźcom - od Hannibala po Rzymian. Ci ostatni po ostatecznym zwycięstwie w I wieku n.e. założyli na miejscu dawnej osady swoje miasto, nazwane Julia Augusta Teurinensis. Od XIII stulecia Turyn był stolicą książęco-królewskiego rodu sabaudzkiego, zaznając imponującego rozwoju, zwłaszcza w XVIII i XIX wieku. Od stu lat jest natomiast stolicą rodu Agnellich, nie dorównujących jednak Sabaudczykom w dbałości o miasto.
Począwszy od XVIII wieku miejsce starorzymskich murów zajęły fabryki, otaczając ciasnym pierścieniem barokowe centrum. Dziś milionowy Turyn jest - obok odległego o 100 km Mediolanu - jedną ze stolic najbardziej uprzemysłowionego (po Osace w Japonii) regionu świata.
Przez stulecia miasto nie rosło spontanicznie, lecz na zlecenie kolejnych książąt sabaudzkich było "wymyślane" przez architektów, którymi Turyn się zachwyca, a którzy - obiektywnie mówiąc - w najlepszym wypadku zasługują na opinię zdolnych epigonów. Miasto ma jednak kilka miejsc niezwykłych: Piazza Castello z pałacem królewskim i Palazzo Madama, siedzibą pierwszego parlamentu zjednoczonych Włoch, Piazza Vittorio Veneto z widokiem na wybudowany na rozkaz Napoleona kamienny most Wiktora Emanuela i kościół rotundę.
Imponujący jest plac San Carlo z dwoma stojącymi obok siebie, pozornie bliźniaczymi kościołami. Do rzadkich przyjemności należą też przechadzki pod kilometrowymi podcieniami Via Roma czy Via Po. Kiedy filmowcy chcą kręcić sceny sklepowe lub kawiarniane z okresu fin de siŻcle?u, nie muszą rekonstruować ówczesnych lokali w studiu, wystarczy przyjechać do Turynu i ustawić kamerę.
Turyn jest wieloreligijny bardziej niż jakiekolwiek inne włoskie miasto. Najokazalszy budynek, Mole Antonelliana, z wysmukłą wieżą o wysokości 167 metrów, budowany był jako synagoga dla licznej miejscowej wspólnoty żydowskiej i dopiero później zmienił przeznaczenie. Turyn jest też jedną ze stolic waldensów, kościoła powstałego w XII wieku właśnie w tych okolicach. Tutaj również znajduje się święty dla katolików całun turyński, lniana tkanina o wymiarach 437 x 111 cm, na której - jak głosi legenda - odbity jest wizerunek zdjętego z krzyża Chrystusa.
Malutki i prowincjonalny Turyn gwałtownie rozwinął się 40 lat temu podczas pierwszego włoskiego "cudu gospodarczego". Z Sycylii, Kalabrii, Bazylikaty i Kampanii, z Apulii i Molise ciągnęły do Turynu nieprzebrane rzesze imigrantów z kartonowymi walizami. Na obrzeżach centrum rosły osiedla robotnicze, przygnębiające, niewygodne i bezduszne. Nie było tu ani Wernera von Siemensa ani Adriano Olivettiego, dbających o to, by ich robotnicy mieszkali w godnych warunkach.
Setki tysięcy imigrantów nie zmieniło jednak charakteru miasta. Cechy celtyckie turyńczyków okazały się na tyle silne, że w ciągu zaledwie jednego pokolenia narzucili oni przybyszom swój styl życia. Dziś są dla Włochów tym, czym poznaniacy dla Polaków: poważni, nieco pozbawieni fantazji, ale za to pracowici, umiejętnie administrujący bogactwem i doskonale zorganizowani. I to raczej zdolności organizacyjne mieszkańców, a nie - jak twierdzili pokonani konkurenci ze szwajcarskiego miasta Sion - wpływy FIAT-a i Agnellich przesądziły o przyznaniu Turynowi prawa do organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w 2006 r.; chociaż FIAT był obecny, a jakże.
"Na pewno ktoś pomyśli, że tak jak Coca-Cola załatwiła igrzyska w Atlancie, tak FIAT starał się narzucić Turyn" - powiedział w wywiadzie dla dziennika "La Repubblica" Umberto Agnelli, młodszy brat Gianniego. "Ale my wiemy, że tak nie jest - dodał - FIAT pozostał na zewnątrz". Nie może jednak umknąć uwagi fakt, że na czele (doskonale pracującego) komitetu organizacyjnego stała pani Evelina Christillin, która nie dość, że jest żoną prezesa zarządu kontrolujących włoski koncern spółek IFI i IFIL, należących do rodziny Agnellich, to jeszcze przez kilka lat praco- wała w biurze prasowym FIAT-a jako odpowiedzialna za obsługę dziennikarzy zagranicznych. Drugim prezesem jest Giorgetto Giugaro, najsłynniejszy na świecie konstruktor samochodów, twórca najpopularniejszych modeli FIAT-a, takich jak panda, uno czy punto.
Niezależnie od tego Turyn ma absolutnie wszystko, czego można by oczekiwać od miasta zimowych igrzysk olimpijskich. Poza jednym drobiazgiem - górami. Ale komitet organizacyjny potrafił przedstawić ten aspekt nie jako brak, lecz jako atut. W rzeczywistości do gór jest niedaleko. W pogodne dni otaczające Turyn Alpy widać jak na dłoni. Ekipy sportowe będą więc miały do wyboru trzy wioski olimpijskie: jedna powstanie z przekształcenia starej huty (10 minut piechotą do centrum miasta), a dwie inne - opodal tras narciarskich, w nadgranicznej Bardonecchii, oddalonej od Turynu o 80 km, ale połączonej z nim nowoczesną, trzy- pasmową autostradą.
Turyn jest ważnym ośrodkiem komunikacyjnym. Lotnisko Caselle zbudowane zostało "na zapas" i może obsłużyć odpowiednio dużą liczbę pasażerów, a gdyby nie podołało, to w odległości 60 km od niego znajduje się nowoczesne lotnisko mediolań- skie - Malpensa. Z Turynu we wszystkie strony świata rozchodzą się autostrady.
Po zawodach uczestnicy igrzysk będą więc mogli skorzystać z wielkiej rozmaitości rozrywek w Turynie albo koncentrować się przed sportowymi zmaganiami w samym sercu Alp. Jeśli chodzi o trasy, większość z nich została już wypróbowana w 1997 r. podczas mistrzostw świata w narciarstwie alpejskim, odbywających się w Sestriere. Kurort ten został założony w latach 30. przez Giovanniego Agnellego, dziadka Gianniego, obecnego prezesa FIAT-a. Były wiceprezes Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, 80-letni Marc Hodler, który pół roku temu spowodował prawdziwe trzęsienie ziemi, rzucając pod adresem swoich kolegów w MKOl oskarżenia o łapownictwo, twierdził, że, aby przekonać działaczy sportowych do przyznania Sestriere prawa do organizacji mistrzostw, FIAT rozdał kilkaset samochodów, ale oskarżenia te wywołały we Włoszech tylko oburzenie. Tym bardziej że na czele komitetu organizacyjnego mistrzostw z 1997 r. stał otoczony powszechną sympatią, nieżyjący już Giovanni Alberto Agnelli, desygnowany na następcę stryja Gianniego na stanowisku prezesa FIAT-a. W Seulu, już po eliminacji Sion, Hodler ponowił pod adresem włoskiego koncernu oskarżenia o "nieczystą grę". Zostały one z oburzeniem odrzucone przez Juana Antonia Samarancha, przewodniczącego MKOl.

Więcej możesz przeczytać w 27/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0