Kolej na prywatyzację

Kolej na prywatyzację

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nadal utrzymuje się podział z okresu PRL, według którego "własność społeczna" była czymś bardziej wartościowym niż "prywaciarstwo"
Gdy ktoś nie oddaje należnych pieniędzy, poszkodowany może się odwołać do sądu. Gdy należnych pieniędzy w formie podatków i opłat nie oddaje przedsiębiorstwo, poszkodowanymi są wszyscy obywatele. W ich interesie przeciwko kierownictwu przedsiębiorstwa powinno wystąpić państwo. Aż dla czterech piątych obywateli jest to oczywiste. Ponad połowa Polaków ma też dość sytuacji, w której nie dość, że przedsiębiorstwo nie oddaje pieniędzy, to jeszcze, korzystając z siły, rabuje portfel podatnikom. Z reguły o sile tej decyduje wielkość przedsiębiorstwa, chęć jego pracowników do protestów (po cichu popieranych przez kierownictwo) i to, że jest ono państwowe. Bo jeśli chodzi o firmy prywatne, to są one przez fiskusa i wszelkie inne instytucje traktowane z całą surowością. Nadal utrzymuje się podział z PRL, według którego "własność społeczna" była czymś bardziej wartościowym niż "prywaciarstwo". Setki milionów złotych są obywatelom winne PKP, których kierownictwo zostało właśnie odwołane za nieudolność. Kolejne miliardy pochłaniają państwowe kopalnie, huty i mający duszę radzieckich kołchoźników rolnicy. Nie warto się jednak domagać od państwa, żeby traktowało jednakowo sektor prywatny i państwowy. "Państwowcy" zawsze będą mieli dość możliwości, aby żerować na budżecie obywateli, gdyż taka jest konsekwencja angażowania się państwa w działalność gospodarczą. Państwo powinno surowo traktować niesolidnych właścicieli przedsiębiorstw oraz dążyć do tego, aby samo nie było właścicielem. Większość wyborców oczekuje utworzenia Polskich Kolei Prywatnych.


Więcej możesz przeczytać w 32/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0