Poczta

Poczta

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szlakiem eksponatów
Rozumiem, że intencją artykułu "Szlakiem eksponatów" (nr 26) było przede wszystkim wskazanie ważniejszych punktów na "literackiej mapie" naszego kraju i zachęta do ich odwiedzenia. Skoro jednak autorka zechciała poświęcić dość dużo miejsca muzeom związanym z pisarzami i poetami okresu Młodej Polski, to zabrakło mi w tekście choćby wzmianki o takiej właśnie placówce w Zakopanem: o domu, w którym spędził ostatnie lata twórczego życia Jan Kasprowicz. Muzeum jego imienia na Harendzie powstało po śmierci poety (1926 r.) głównie dzięki jego żonie Marii Kasprowiczowej. Prowadziła je aż do śmierci w 1968 r. Pamiątki po wielkim poecie i tłumaczu literatury obcej są troskliwie pielęgnowane m.in. dzięki staraniom Stowarzyszenia Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza. Na miejscu można skorzystać ze szczegółowego przewodnika bądź zasięgnąć informacji u pracowników muzeum. Interesująca jest również galeria obrazów zięcia poety, Władysława Jarockiego. Muzeum mieści się zaledwie kilka kroków od mauzoleum kryjącego prochy autora "Księgi ubogich" i jego ostatniej żony. Ilekroć odwiedzam to miejsce - obok książek, obrazów, sprzętów, fotografii i innych związanych z Kasprowiczem pamiątek - najbardziej wzruszającym dowodem łączności tych dwóch osób są dla mnie kwiaty: zasuszone i opisane przez panią Kasprowiczową, a zerwane przez nią w dniu śmierci "Janka" - 1 sierpnia 1926 r. W dobie deprecjacji uczuć i zastępowania ich innymi wartościami wydaje się to szczególnie godne wskazania. Po informacje o wielkim poecie Młodej Polski w ramach zalecanej w artykule "turystyki literackiej" oraz może po takie właśnie wzruszenie warto się udać do domu i mauzoleum państwa Kasprowiczów. Sugerowałbym zatem wyruszającym w nasze Tatry, aby wypoczynek połączyli ze wzbogaceniem ducha, nawiedzając zakopiańskie muzeum na Harendzie, ważny obiekt na pouczającym "szlaku eksponatów" naszej literatury.

JANUSZ SZWEDO radca Ambasady RP w Rabacie

Uczniowie Che Guevary
Przewodniczący Organizacji Młodzieżowej PPS Młodzi Socjaliści Maciej Rembarz napisał zdumiewające "sprostowanie" (nr 27) dotyczące mojego artykułu "Uczniowie Che Guevary" (nr 20). Wymowa jego listu jest następująca: PPS to partia europejskiej lewicy (równie dobra jak socjaldemokracja niemiecka czy hiszpańska), nie mająca nic wspólnego z jakimkolwiek antykapitalistycznym lewactwem. Tymczasem wszystkie treści dotyczące pepeesowskiej młodzieżówki, które zawarłam w moim artykule, są prawdziwe i sprawdzalne. Rembarz w swoim liście w ogóle nie odnosi się do opisanych przeze mnie lewackich elementów działalności PPS: współpracy z trockistami, świętowania rocznicy rewolucji październikowej, wznoszenia skrajnie lewicowych okrzyków na demonstracjach (na przykład nawoływania do robotniczej rewolty i rozprawy z klerem i burżuazją) czy - w publicystyce - entuzjastycznego popierania reżimu Fidela Castro. Zdaniem Rembarza, nic nie różni pepeesowców od takich socjaldemokratów europejskich, jak Blair, Gonzalez, D?Alema czy Schröder. Nic mi jednak nie wiadomo, by wyżej wspomniani zajmowali się propagowaniem kultu Che Guevary, nie mówiąc już o wspieraniu reżimu Fidela Castro, a w skali globalnej - nawoływaniu do zniesienia społeczeństwa burżuazyjnego jako takiego! ("Che", nr 3/98). Jedynym faktem z mojego artykułu, do którego nawiązuje Rembarz, są wiszące w siedzibie młodzieżówki portrety Ulryki Meinhoff i Feliksa Dzierżyńskiego. Prawda jest taka, że po ukazaniu się mojego artykułu zostały one zdjęte. Przewodniczący OM PPS wie, co robi, "zapominając" się ustosunkować do podanych w artykule faktów. Są one po prostu niepodważalne. Bezsilny wobec nich Rembarz usiłuje się więc bronić w sposób najbardziej prymitywny: oskarżając mnie o... członkostwo w Nurcie Lewicy Rewolucyjnej. Cóż, tak to już bywa, że badacze masonerii uparcie oskarżani są o przynależność do wolnomularstwa, historykom skrajnej prawicy zarzuca się kryptofaszyzm, a co do specjalistów od antysemityzmu, to... Nieuchronnie rodzi się jednak pytanie: dlaczego Rembarz wstydzi się czerwonej twarzy PPS? To proste. Receptą tej partii na sukces wśród młodzieży jest prezentowanie jej swego radykalniejszego oblicza. Wobec mediów jednak aparatczykom parlamentarnego bądź co bądź PPS wygodniej jest uchodzić za przewidywalnych socjaldemokratów, bo to ułatwia im funkcjonowanie w "poważnej" polityce.

URSZULA ŁUGOWSKA Warszawa


Zsyłka w niepamięć
Jan Fenc, prezes oddziału Związku Sybiraków we Wrocławiu i członek sądu koleżeńskiego, w liście "Zsyłka w niepamięć" (nr 29) podaje, że deportacje objęły "nie mniej niż 400 tys. osób". Ta wielkość jest bliska liczby podawanej przez historyków rosyjskich, którzy zaniżają skalę represji. W istocie zesłańców było prawie trzy razy więcej, czyli ponad milion osób, licząc całe rodziny.

HENRYK MILEWSKI prezes Związku Sybiraków Oddział w Łomży
Więcej możesz przeczytać w 32/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0