Reforma w aptece

Reforma w aptece

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kto zapłaci za kosztowne leczenie przewlekle chorych?


Polscy pacjenci - wbrew wskazaniom medycznym - zmuszeni są znacznie ograniczać, a nawet zaprzestać zażywania niektórych leków ordynowanych przez specjalistów. Powodem jest zbyt wysoka dla przeciętnego mieszkańca naszego kraju cena farmaceutyków. Przyzwyczajeni do szerokich osłon socjalnych, oczekiwaliśmy, że refundacja leków pozwoli nam korzystać z najnowocześniejszych procedur medycznych. Tymczasem - jak uważają przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej - żadne państwo nie partycypuje we wszystkich kosztach leczenia swoich obywateli, zapewniając im wyłącznie leki podstawowe w terapii poszczególnych chorób.


W opracowanym pod koniec ubiegłego roku przez Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej wykazie chorób oraz stosowanych w ich terapii leków i preparatów diagnostycznych, które mogą być przepisywane bezpłatnie, za opłatą ryczałtową lub częściową, pominięto około dwustu schorzeń. Nie znalazły się tam między innymi stwardnienie rozsiane, zapalenie i marskość wątroby oraz pewne schorzenia onkologiczne. Na liście wskazano natomiast 31 procedur specjalistycznych - na tyle bowiem starczyło przeznaczonych na nie pieniędzy. Minister zdrowia otrzymał na ten cel 679 mln zł, co stanowi 2,5 proc. wszystkich dochodów przeznaczonych na ochronę zdrowia w Polsce. Zdaniem Michała Sobolewskiego, wicedyrektora Departamentu Świadczeń Zdrowotnych MZiOS, komisja decydująca, jakie terapie dofinansować w pierwszej kolejności, wybierała te, które ratują i przedłużają życie. Brano też pod uwagę skuteczność leczenia, częstotliwość zachorowań oraz ceny. W ten sposób na liście refundacyjnej uwzględniono drogie operacje serca, farmaceutyki stosowane w chorobie Gauchera (koszt rocznej terapii pacjenta sięga miliona złotych), bez których chorym (32 osobom) grozi śmierć. - System przyznawania refundacji nie jest doskonały i wdrażany był pośpiesznie, ale będzie ulepszany, a niektóre leki z obecnie pominiętych mogą trafić na listy bezpłatnych farmaceutyków - komentuje wicedyrektor Sobolewski.
Innego zdania są pacjenci. Uważają oni, że pominięcie pewnych procedur leczniczych było co najmniej nieuzasadnione. Zarzucają ministrowi zdrowia między innymi zbytnie ograniczenie asortymentu leków refundowanych w leczeniu chorób wskazanych w indeksie oraz nieuwzględnienie skutecznych farmaceutyków nowej generacji. Tymczasem lekarze zajmujący się terapią pominiętych schorzeń chcieliby poznać kryteria, którymi kierowano się przy sporządzaniu wykazu chorób, ustalaniu listy leków niezbędnych w walce z danymi schorzeniami i określaniu, ile zapłaci za nie ubezpieczony. Pretensje te pojawiają się w listach kierowanych do prof. Adama Zielińskiego, rzecznika praw obywatelskich.
- W nieuleczalnej chorobie SLA, objawiającej się zanikiem mięśni, najlepsze efekty daje stosowanie rilutexu - twierdzi prof. Hubert Kwieciński, krajowy konsultant ds. neurologii. Terapia przy użyciu tego specyfiku może przedłużyć życie chorego o mniej więcej dwa lata. Zażywanie leku trzeba jednak rozpocząć odpowiednio wcześnie. W późniejszych stadiach choroby leczenie za pomocą rilu- texu nie przynosi już efektów. Obecnie do takiej terapii kwalifikuje się w Polsce kilkuset pacjentów. Za lek muszą jednak płacić 30 proc. jego wartości. Wielu na to nie stać - mimo refundacji miesięczne leczenie kosztuje ok. 600 zł.
Dla porównania - za roczną kurację betainterferonem (jedyny farmaceutyk przynoszący poprawę w walce ze stwardnieniem rozsianym) trzeba zapłacić 40 tys. USD. Leczenie tym specyfikiem nie jest objęte zniżkami. Do terapii betainterferonem kwalifikuje się ok. 2 tys. pacjentów. Preparat przynosi częściową poprawę, wydłuża okresy między tzw. rzutami choroby. W tej sytuacji cierpiący na SM (60 tys. osób w kraju) czują się obywatelami drugiej kategorii. Nie tylko zostali wyłączeni z aktywnego życia, skazani na paraliż, ale ich schorzenie nie znalazło się na liście chorób przewlekłych. Nie mogą więc korzystać z wielu ulg na leki i środki higieniczne. Zmniejszono też o połowę liczbę pieluch jednorazowych, które można było nabywać z pięćdziesięcioprocentową zniżką.
Lekarze uważają, że nie wszyscy mają taki sam dostęp do bezpłatnego leczenia. W gorszej sytuacji znajdują się osoby dotknięte nietypowymi schorzeniami, często przewlekłymi, lub źle reagujące na leki najczęściej stosowane. Pracownicy Poradni Konsultacyjnej Instytutu Reumatologii w Warszawie twierdzą, że ok. 20-30 proc. pacjentów odmawia wykupienia pełnopłatnych recept. Tymczasem reumatoidalne zapalenie stawów (najczęstsze schorzenie reumatyczne) zaczyna się między 30. a 50. rokiem życia i dotyczy 500 tys. Polaków. Nie leczone bądź leczone źle prowadzi do całkowitego unieruchomienia stawów, a nawet przedwczesnej śmierci. - Stosowana od kilkunastu lat i najlepiej powstrzymująca destrukcję stawów sulfasalazyna nie znalazła się na liście leków refundowanych dla reumatyków. Na miesięczną kurację - którą trzeba prowadzić przez 5-10 lat - potrzebne są trzy opakowania. Lekarze, chcąc umożliwić podopiecznym dostęp do nowoczesnego i w miarę taniego leczenia, często na recepcie podają nazwę innego schorzenia, na które ten lek jest refundowany - mówi prof. Jacek Szechiński, krajowy specjalista ds. reumatologii.
W niewiele lepszej sytuacji są pacjenci cierpiący na nowotwory. - Farmaceutyki powszechnie stosowane w onkologii, o potwierdzonej efektywności klinicznej, powinny być refundowane przez państwo. Nigdzie na świecie pacjentów nie stać na pokrycie kosztów leczenia onkologicznego - twierdzi prof. Cezary Szczylik, kierownik Klinicznego Oddziału Radioterapii Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie. Jeśli Polski nie stać jednak na powszechne wykorzystywanie nowych i drogich leków, państwo powinno zagwarantować możliwość podania tych specyfików pacjentom, których wyłącznie one mogą uratować.
Należy pamiętać, że ok. 70 proc. cierpiących wskutek chorób nowotworowych to emeryci i renciści, którzy nie są w stanie dopłacać do terapii. - Tymczasem lekarze, chcąc działać zgodnie z ustaleniami urzędników, będą postępować wbrew etyce zawodowej - nie będą leczyć według najlepszych standardów. Na przykład w walce z ziarnicą złośliwą stosuje się terapię wielolekową MOPB. Dzięki niej można wyleczyć 80 proc. pacjentów dotkniętych tym schorzeniem. W wypadku 20 proc. chorych na raka płuc istnieją wskazania do terapii między innymi gentacybiną, która w Polsce nie jest objęta refundacją. Bez tego leku skuteczność kuracji wielo- lekowej znacznie maleje. Nie ma także pieniędzy na wspomaganie immunoterapii cytokinami, jak interferony, interleukina II bądź erytropoetyna. W określonych odmianach niektórych nowotworów mają one decydujące znaczenie - tłumaczy prof. Szczylik.
W niewiele lepszej sytuacji są cierpiący na choroby odpornościowe. Nie są to rzadkie schorzenia, dotykają już co trzecią osobę na świecie. Tymczasem w Polsce pacjenci z nawracającymi infekcjami czy przewlekłym kaszlem przeważnie są nieprawidłowo leczeni. Odporność organizmu podnoszą podawane dożylnie immunoglobuliny oraz izoprynozyna. Prof. Andrzej Górski, krajowy konsultant medyczny w dziedzinie immunologii, uważa, że te leki powinny się znaleźć na listach farmaceutyków objętych refundacją.
Pogorszyć się może również sytuacja życiowa osób cierpiących na jaskrę. Choroba nie leczona lub leczona nieprawidłowo prowadzi do utraty wzroku. - Dużym utrudnieniem w terapii jaskry jest umieszczenie na liście leków refundowanych wyłącznie specyfików mało nowoczesnych, leczących nie wszystkie odmiany tej groźnej choroby. Farmaceutyki nowej generacji, nie mające odpowiedników w kraju, są dostępne w aptekach, ale bez żadnych zniżek. Tak jest z ostatnio zarejestrowanymi kroplami xalatan, których potrzebuje ok. 30 proc. chorych - opowiada prof. Krystyna Czechowicz-Janicka, krajowy koordynator Programu Profilaktyki Jaskry.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat o 20 proc. wzrósł odsetek cierpiących na choroby psychiczne, szczególnie zaburzenia depresyjne, schizofrenię i psychozy alkoholowe. Schizofrenię najlepiej leczy dostępna od dwóch lat w Polsce danzapina, nie wywołująca skutków ubocznych i pozwalająca pacjentom prowadzić aktywne życie, także zawodowe. Niestety, refundacja dotyczy wyłącznie osób nie tolerujących innych leków. Pozostali pacjenci "skazani" są na leki mniej nowoczesne, powodujące wiele efektów ubocznych, jak senność, osłabienie, trudności w koncentracji.
Nie najlepsza jest również sytuacja osób cierpiących na wole tarczycowe. Powszechny niedobór jodu w Polsce sprawia, że w niektórych regionach kraju schorzenie dotyka 30-40 proc. osób. Przeważnie leczy się je hormonami tarczycy, tymczasem są one objęte refundacją wyłącznie w wypadku osób z niedoczynnością tego gruczołu.
Takie traktowanie problemu schorzeń przewlekłych budzi oburzenie zarówno lekarzy, jak i pacjentów. - Ograniczenie dostępu biedniejszych obywateli do zalecanych im przez lekarzy medykamentów, powodowane względami finansowymi, narusza konstytucyjne prawo obywateli do równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej z publicznych środków - uważa prof. Adam Zieliński. Tymczasem przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej wprawdzie rozumieją problem tragedii osobistej, twierdzą jednak, że przy podejmowaniu decyzji dotyczących ochrony zdrowia nie należy zapominać o względach ekonomicznych. - Wraz z reformą ochrony zdrowia wprowadzono system, w którym po raz pierwszy uznano, że pacjent powinien współuczestniczyć w pokrywaniu kosztów terapii. Chociażby po to, by ograniczyć marnotrawstwo - komentuje Zbigniewa Nowodworska, rzecznik prasowy ministra zdrowia. Ciągle aktualne pozostaje pytanie, jak dalece państwo powinno gwarantować obywatelom bezpieczeństwo socjalne, także ochronę zdrowia. 
Więcej możesz przeczytać w 32/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0