Drużyna Prodiego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy nowa Komisja Europejska stanie się de facto ponadnarodowym rządem?
I znowu było tak samo! Powołanie Komisji Europejskiej, najwyższego organu wykonawczego piętnastki, dowodzi, jak dalece przewidywalna jest polityka europejska na przełomie XX i XXI w. Srodze zawiedli się ci, którzy liczyli, że skład nowego zespołu Romano Prodiego będzie oznaczał prawdziwy przełom w życiu publicznym europejskiej wspólnoty.

Nowością jest niewątpliwie aktywniejsza niż dotychczas rola przewodniczącego komisji. Prodi chciałby, żeby jego zespół kierował się "europejskim instynktem" (a nie narodowymi interesami), by w przyszłości stać się de facto ponadnarodowym rządem. Siebie widzi w roli superpremiera. Chce być inny niż jego poprzednik Jacques Santer, który do historii przejdzie jako bierny urzędnik i posłuszny wykonawca poleceń przywódców piętnastki. Włoch zapewnił sobie słowo każdego komisarza, że zrezygnuje, gdy przewodniczący będzie miał do niego zastrzeżenia. W przyszłości możemy więc mieć do czynienia ze zjawiskiem bez precedensu w historii unii - podczas kadencji komisji może dojść do zmian na poszczególnych fotelach. Tak jak wygląda to w życiu politycznym każdego z państw członkowskich.
Z dokumentu określającego zasady funkcjonowania kolegium kandydaci dowiedzieli się, że są zobowiązani do obecności na każdym posiedzeniu komisji. Chyba że otrzymają zwolnienie bezpośrednio od Prodiego. Włoch zobowiązał także komisarzy do ograniczenia liczby ich rodaków zatrudnianych w gabinetach. Sam dał dobry przykład, gdy tuż po nominacji na czele swojego gabinetu postawił Irlandczyka Davida O?Sullivana. Ten 46-letni absolwent Kolegium Europejskiego w Brugii, który całą swoją karierę zawodową związał z Komisją Europejską, będzie szarą eminencją w ekipie Prodiego.
Nowy przewodniczący inaczej podzielił kompetencje poszczególnych komisarzy, uwzględniając najważniejsze wyzwania, jakie w najbliższych latach czekają Unię Europejską. I tak zastępca Prodiego - Neil Kinnock, były przywódca brytyjskich laburzystów, jeden z czterech członków poprzedniej komisji, który desygnowany został do pracy na kolejną kadencję - ma czuwać nad przebiegiem reformy instytucjonalnej UE. Prace nad nią powinny się rozpocząć jeszcze w tym półroczu, co pozwoli przygotować unijne instytucje do rozszerzenia o kraje Europy Środkowej i Wschodniej oraz Cypr. Wśród najpilniejszych zadań znajduje się ustalenie liczby komisarzy, zmiana podziału głosów w Radzie Unii Europejskiej i powiększenie listy spraw, w których decyzje podejmowano by większością głosów. Drugim zastępcą Prodiego została Hiszpanka Loyola de Palacio, odpowiedzialna za kontakty z Parlamentem Europejskim.
Zadaniem niedoszłego ministra spraw zagranicznych RFN Güntera Verheugena będzie przygotowanie UE do rozszerzenia o państwa Europy Środkowej i Wschodniej oraz Cypr. Verheugen przejmie Dyrekcję Generalną IA, w której pracują eksperci zajmujący się poszczególnymi krajami, a także specjalny zespół negocjatorów, kierowany do tej pory przez Klausa van der Pasa. Po ostatnich zmianach przyszłość tego urzędnika stanęła pod znakiem zapytania. Według dotychczasowej zasady podziału stanowisk w komisji między największe kraje członkowskie, mianowanie Niemca Güntera Verheugena komisarzem ds. rozszerzenia powoduje, że Francuzi uzyskaliby prawo do obsadzenia stanowiska szefa specjalnej grupy negocjatorów. Przy tej okazji na scenie pojawiła się znów kandydatura "wiecznego przegranego" Fran˜ois Lamoureux, wicedyrektora ds. stosunków zewnętrznych (to on w ubiegłym roku zadecydował o obcięciu Polsce 34 mln ECU z funduszu PHARE), który już kilkakrotnie bezskutecznie starał się o różne funkcje związane z negocjacjami członkowskimi. Decyzja Prodiego w tej sprawie będzie więc testem jego determinacji, zwłaszcza że odwołanie van der Pasa otworzy drogę do dalszych roszad personalnych. Niemcy będą się zapewne zastanawiać, czy w sytuacji, gdy Lamoureux kieruje całym zespołem, negocjatorką z Polską powinna być również Francuzka - Fran˜oise Gaudenzi-Aubier.
Polityką zagraniczną komisji będzie się zajmować Brytyjczyk Chris Patten, ostatni gubernator Hongkongu, konserwatysta pozytywnie nastawiony do integracji europejskiej. Patten będzie współpracować z Javierem Solaną, który jesienią obejmie stanowisko wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.
Do członków komisji, którzy otrzymali najwięcej władzy, należą Mario Monti (w komisji Santera zajmował się rynkiem wewnętrznym), mianowany komisarzem ds. polityki konkurencji, i Pascal Lamy (francuski socjalista, szef gabinetu przewodniczącego Komisji Europejskiej w latach 1985-1995); będzie się on zajmować polityką handlową. Jego nominacja wzbudza kontrowersje. "Postawienie Francuza na czele departamentu nadzorującego przestrzeganie zasad wolnego handlu to tak jak mianowanie Karola Marksa szefem resortu prywatyzacji" - napisał tygodnik "The Economist". Okazuje się jednak, że Lamy należy do tych Francuzów, którym bliskie są zasady wolnego rynku. Na początku lat 90. jako członek ekipy Jacquesa Delorsa przyczynił się do pomyślnego zakończenia w 1993 r. Rundy Urugwajskiej - rokowań na temat światowego handlu. Lamy w przeciwieństwie do wielu francuskich polityków cieszy się sporym zaufaniem Amerykanów. Zdobył sympatię za oceanem swoim perfekcyjnym angielskim i... uczestnictwem w nowojorskim maratonie.
Wiele nadziei budzi plan reform, jakie chce przeprowadzić Prodi. Zdaniem jego współpracowników, będzie to najbardziej radykalna koncepcja w czterdziestoletniej historii tej instytucji. Do końca roku liczba departamentów w komisji ma zostać zmniejszona z 42 do 36, a urzędnicy przesunięci do tych działów, które najbardziej potrzebują wzmocnienia. Kluczem do sukcesu okaże się zapewne logistyka. Na przykład nowa Dyrekcja Generalna ds. Przemysłu i Technologii Informacyjnych, którą zarządzać ma Fin Erkki Liikanen, połączy starą DGIII (przemysł), znajdującą się przy rondzie Schumana w centrum Brukseli, oddaloną o kilometr DGXXIII (przedsiębiorstwa i małe firmy) oraz część czterdziestoosobowego zespołu z siedzibą w Luksemburgu, zajmującego się nowymi technologiami, do tej pory podporządkowanego DGXIII (telekomunikacja).
Urzędników tych nie można jednak od razu przenieść do Brukseli, gdyż jakiekolwiek przesunięcia personelu poza terytorium Wielkiego Księstwa wymagałyby poprawki do Traktatu o Unii, przegłosowanej jednomyślnie przez piętnaście państw. Są też inne problemy: budynek, w którym pod wodzą Antonio Vitorino ma pracować nowa, 150-osobowa Dyrekcja Generalna ds. Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, będzie gotowy najwcześniej w... styczniu.
Komisja jeszcze bardziej upodobni się do prawdziwego rządu, kiedy zostanie wcielony w życie kolejny pomysł nowego przewodniczącego: gabinety komisarzy przeniesione zostaną do budynków, gdzie mieszczą się dyrekcje generalne. Dotychczas komisarze i ich najbliżsi współpracownicy urzędowali we wspólnym biurowcu "Breydel" w centrum dzielnicy europejskiej w Brukseli, a reszta podlegających im urzędników pracowała w innych, często dość odległych punktach miasta. Z jednej strony, miało to ułatwić konsultacje przed posiedzeniami kolegium, a z drugiej - utrudnić naciski poszczególnych rządów na "swoich" komisarzy.
Zdaniem Prodiego, ostatnie afery dowiodły jednak, że członkowie Komisji Europejskiej powinni spędzać więcej czasu na merytorycznej pracy w podległych im działach, zamiast koncentrować się na "mikrozarządzaniu" przy pomocy najbliższych doradców. Teraz, po raz pierwszy w czterdziestoletniej historii UE, komisarze, niczym prawdziwi ministrowie, zajmować będą najokazalsze gabinety w swoich dyrekcjach generalnych. Przenosiny nie budzą entuzjazmu zwłaszcza wśród dyrektorów generalnych, którzy nie dość, że będą musieli zwolnić swe gabinety dla komisarzy, to na dodatek będą pod stałą obserwacją, co z pewnością utrudni im prowadzenie zakulisowych rozgrywek politycznych.
Co więcej, wygląda na to, że na troskę o gabinety nie pozostanie zbyt wiele czasu, gdyż Prodi zamierza także skończyć z posadami "na całe życie". Przewodniczący zapowiada, że okresy próbne zostaną wprowadzone przy zatrudnianiu nawet na najwyższe stanowiska w komisji, czyli właśnie dyrektorów generalnych. "Na niektórych z tych stanowisk są teraz ludzie, którzy wcale nie demonstrują cech osobowych koniecznych do sprawowania funkcji menedżerskich. Nie można ich jednak zwolnić, gdyż spełniają merytoryczne kryteria wymagane na danym stanowisku" - mówi jeden ze współpracowników Prodiego, wskazując, że dyrektorzy generalni i ich zastępcy nie są poddani żadnej kontroli, natomiast na niższych szczeblach dziewięć miesięcy po przeniesieniu lub awansowaniu pracownika przeprowadza się egzamin sprawdzający, czy jest on w stanie podołać powierzonym mu obowiązkom. Takie zmiany będą miały daleko idące konsekwencje, a Prodi zdążył już uzyskać dla nich poparcie związków zawodowych, którym obiecał, że na reformie nie ucierpią wynagrodzenia urzędników.
Nową komisję musi zaakceptować jeszcze Parlament Europejski. Posłowie odgrażają się, że podczas przesłuchań będą "przypiekać" kandydatów, a jeśli nie zdadzą oni egzaminu, będą wnioskować do Prodiego o zmiany personalne. Kandydaci otrzymali już od szefów komisji parlamentarnych szczegółowe kwestionariusze, które muszą złożyć do 15 sierpnia. Na ich podstawie 30 sierpnia rozpoczną się przesłuchania. Już dziś wiadomo, że najtrudniejszą przeprawę w parlamencie będą mieli Pascal Lamy (w opinii wielu obserwatorów, jego dawne decyzje spowodowały dzisiejszy bałagan w komisji), Antonio Vitorino (dwa lata temu zrezygnował ze stanowiska portugalskiego ministra obrony wobec podejrzeń o kombinacje podatkowe) i Philippe Busquin (przewodził walońskim socjalistom w okresie największych skandali korupcyjnych w Belgii).
Eksperci zauważyli, że skład poprzedniej, skompromitowanej komisji, w której znaleźli się premier, dwóch ministrów spraw zagranicznych, trzech przywódców partyjnych, a także doświadczeni urzędnicy publiczni i eksperci, był znacznie bardziej prominentny i miał na starcie dużo większy potencjał działania. Nowa komisja, złożona głównie z polityków z "drugiej linii" (jest w niej tylko dwóch ministrów), skazana jest więc na grę zespołową i akceptację silnej pozycji przewodniczącego, o co prawdopodobnie - jak twierdzą niektórzy analitycy - od początku chodziło Prodiemu.



Komisarz wielkiej Europy

Po dwóch Holendrach - Fransie Andriessenie i Hansie van den Broeku - "naszym" człowiekiem w Komisji Europejskiej został Niemiec Günter Verheugen. W gabinecie Romano Prodiego to on będzie odpowiadał za rozszerzenie Unii Europejskiej o państwa Europy Środkowej i Wschodniej oraz Cypr.
55-letni Verheugen należy do najbliższego kręgu współpracowników kanclerza Gerharda Schrödera. Podczas ostatniej kampanii wyborczej był jego doradcą ds. polityki zagranicznej. W październiku 1998 r. został wiceministrem spraw zagranicznych odpowiadającym za sprawy integracji europejskiej. Wtajemniczeni twierdzą, że gdyby nie koalicja z Zielonymi, dziś Verheugen byłby szefem niemieckiego MSZ. Jako sekretarz stanu ds. europejskich odegrał kluczową rolę podczas niemieckiego przewodnictwa UE w pierwszym półroczu 1999 r.
Na początku lat 60. związał się z liberalną FDP. Szybko awansował w hierarchii partyjnej, obejmując w wieku 33 lat stanowisko sekretarza generalnego partii. Szkołę dyplomacji przeszedł u boku Hansa-Dietricha Genschera, długoletniego przywódcy liberałów i przez 18 lat ministra spraw zagranicznych RFN. Genscher z uznaniem mówi o Verheugenie. W niedawnym wywiadzie dla "Die Zeit" chwalił go za "niezwykłą inteligencję i uparte dążenie do celu".
Gdy na początku lat 80. pod wpływem pogarszającej się sytuacji ekonomicznej liberałowie zdecydowali się na opuszczenie koalicji z SDP, by związać się z chadekami Kohla, Verheugen oddał legitymację partyjną FDP. Zdolnego polityka przyjęli w swoje szeregi socjaldemokraci. Szybko zyskał zaufanie partyjnych bossów i już w 1983 r. zdobył mandat do Bundestagu. Kolejne awanse przychodziły szybko: w 1986 r. został szefem frakcji parlamentarnej SPD, a w 1993 r. objął stanowisko sekretarza generalnego.
Europą Środkową i Wschodnią zainteresował się dopiero na początku lat 90. Wcześniej budował podwaliny nowych kontaktów Niemiec z RPA (z tamtych czasów pochodzi jego imponująca kolekcja miniaturowych słoni). Po upadku muru berlińskiego często podróżował do Polski i innych państw regionu, dzięki czemu stał się czołowym niemieckim specjalistą od problematyki rozszerzenia UE na wschód.


Więcej możesz przeczytać w 32/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.