Strategia nowych szans

Strategia nowych szans

Rozmowa z LESZKIEM BALCEROWICZEM, wicepremierem i ministrem finansów
"Wprost": - Panie premierze, początek roku zdaje się wskazywać, że rząd jest zaskakiwany rozwojem wydarzeń. Czy rzeczywiście nie można było przewidzieć, iż część lekarzy i pielęgniarki potraktują reformę służby zdrowia jako okazję do przetargu płacowego, a kryzys w Rosji oraz spadek cen w rolnictwie wymuszą głębszą interwencję na rynku rolnym?
Leszek Balcerowicz: - Z faktu, że pewne zachowanie da się przewidzieć, nie wynika, że każde z nich można zaakceptować. Zbyt wysoka byłaby cena moralna i społeczna, aby uginać się przed każdym naciskiem dobrze zorganizowanej grupy zawodowej, a to, czy prawo obowiązuje, traktować jako przedmiot negocjacji. Dotyczy to z pewnością zachowań Związku Zawodowego Anestezjologów. Nic nie usprawiedliwia narażania życia i zdrowia pacjentów, nawet to, że anestezjolodzy mogli być w pewnym stopniu sprowokowani nieodpowiedzialnym rozdawaniem wśród nich budżetowych pieniędzy w IV kwartale ubiegłego roku. To było główną przyczyną dymisji wiceministra zdrowia Jacka Wutzowa. Problem wsi i rolnictwa wykracza zdecydowanie poza doraźne interwencje. Uważam, że główną przyczyną problemów wsi jest zbyt wolne tworzenie nowych szans poprzez poprawę oświaty wiejskiej, rozwój infrastruktury i pozarolniczych miejsc pracy, zmiany w jakości, strukturze i efektywności produkcji rolnej, szybsze grupowanie się rolników w spółki i spółdzielnie, aby uzyskać korzystne warunki handlowe od otoczenia rolnictwa. Ważne jest też przyspieszenie prywatyzacji i restrukturyzacji przedsiębiorstw, które sprzedają swoje produkty rolnikom albo od nich kupują; dzięki temu będą mogły oferować rolnikom korzystniejsze warunki. Wolne tworzenie na wsi nowych szans prowadzi do tego, że dochody rolników są zbyt silnie uzależnione od sprzedaży tradycyjnych produktów, na które popyt spada (np. wieprzowiny), a przeciętne rozmiary gospodarstwa są małe. W takiej sytuacji interwencje mogą tylko chwilowo rozładować problemy, ale nie są w stanie trwale poprawić sytuacji na wsi. Powolne zmiany strukturalne przy rosnących interwencjach są niezawodną receptą na podważenie rozwoju całej gospodarki, czyli zaszkodzenie wszystkim - zarówno ludziom na wsi, jak i w mieście.
- Czy jednak skala protestów nie zaskoczyła rządu?
- Jednych może zaskoczyła, a innych nie. Nie to jest jednak najważniejsze. Istotą sprawy jest - moim zdaniem - to, aby nie traktować każdego nacisku jako z góry uzasadnionego. Dobro wspólne - albo inaczej: interes społeczny - wymaga, aby władza publiczna opierała się silnym naciskom grup interesów. W przeciwnym wypadku pozwala na podważenie tego, co jest bardzo ważne dla ludzi: prawa i rozwoju gospodarki. Dobre rządzenie wymaga podejmowania trudnych decyzji i - rzecz jasna - elementarnej sprawności. Silny i kompetentny rząd potrzebny jest wszystkim, a szczególnie rolnikom, bo oni najbardziej potrzebują rozwoju kraju.
- Sygnały, że reforma służby zdrowia nie jest najlepiej przygotowana, pojawiły się jednak już w zeszłym roku.
- Jestem tu w trudnej sytuacji, bo sam to sygnalizowałem. Ważne jest, aby pamiętać, że reforma to stworzenie lepszego, a nie gorszego systemu w określonej dziedzinie życia społecznego. W myśl tej definicji reformą służby zdrowia są dla mnie wszystkie działania, które będą tam eliminować szarą strefę i złe traktowanie pacjentów oraz pozwolą na lepsze wydatkowanie ogromnych podatkowych pieniędzy. Tu mieści się lekarz rodzinny, szczelny system refundacji leków, samodzielność (ale i odpowiedzialność) jednostek służby zdrowia, właściwie skonstruowane kontrakty, elementy rozumnego współpłacenia itp.
- W 1989 r. dokonaliśmy wyboru, odrzucając PRL-owską stagnację na rzecz wolnego rynku i demokracji. Teraz znów stoimy na rozstaju: kontynuować marsz w stronę zachodnich rozwiązań gospodarczych czy zawrócić w kierunku Rosji i Białorusi? Z badań Pentora, przeprowadzonych w styczniu dla "Wprost", wynika, że znaczna część Polaków domaga się od rządu finansowania - nawet kosztem innych grup społecznych - rolników, bezrobotnych, górników i hutników. Czy zatem Polski nie czeka, niestety, reorientacja i odwrót?
- Gdyby w owym badaniu wskazano, które podatki należałoby podwyższyć, aby sfinansować te działania - na przykład VAT na artykuły budowlane lub stawki podatku dochodowego - odpowiedzi byłyby inne. Ludzie powinni znać wszystkie konsekwencje swoich decyzji. Poza tym nawet jeśli część społeczeństwa tak uważa, nie oznacza to, że politycy nie mają obowiązku przywództwa, formułowania długofalowych celów i wyjaśniania sposobów ich osiągania. Rządzenie na zasadzie "od sondażu do sondażu" albo "od nacisku do nacisku" daje złe wyniki dla ludzi.

Silny i kompetentny rząd potrzebny jest wszystkim, a szczególnie rolnikom, bo oni najbardziej potrzebują rozwoju kraju

- Wygląda na to, że niektórzy politycy nie są w stanie sprostać temu zadaniu. Ponoszą porażkę za porażką, nie potrafiąc przekonać różnych grup społecznych do najbardziej racjonalnych dla wszystkich rozwiązań.
- Nie każdego da się przekonać, a dialog społeczny nie polega na ustępstwach, za które płacą inni, a najbardziej - słabi. Nie można też ulegać przekonaniu, że najlepszym sposobem zablokowania fali roszczeń są zawsze ustępstwa na początku. W praktyce może to bowiem przypominać gaszenie niewielkiego - początkowo - pożaru za pomocą benzyny.
- Łatwo jednak zidentyfikować grupy społeczne, które tylko w niewielkim stopniu skorzystały na zmianie systemu gospodarczego i politycznego albo na razie nie skorzystały na niej w ogóle. To górnicy, rolnicy...
- Na pewno istnieją grupy, które w porównaniu z innymi straciły. Górnicy w czasach PRL mieli wysoką pozycję dochodową dlatego, że marnotrawna gospodarka potrzebowała coraz więcej energii. Wraz z przekształceniami sytuacja się zmieniła - produkujemy oszczędniej. Pozycja górników obniżyła się w stosunku do innych grup, na przykład komputerowców czy księgowych. Każda udana reforma pociąga za sobą nieuchronnie tego rodzaju przetasowania. Trzeba jednak pamiętać, że ci sami górnicy bez powodzenia przeprowadzonych w Polsce reform znaleźliby się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znajdują się górnicy w Rumunii. Dotyczy to również rolników. Ich perspektywy zależą obecnie w ogromnym stopniu właśnie od prowadzenia przez rząd dobrej polityki gospodarczej. Czy mają oni bowiem szansę na lepsze życie, jeśli ich dochód uzależniony będzie od sprzedaży produktów, na które obniża się popyt? Ceny wieprzowiny nie będą trwale rosnąć - wynika to z prawa popytu i podaży. Właściwą odpowiedzią na to nie jest więc nieustanne pompowanie w nie reformujące się rolnictwo i wieś pieniędzy, lecz tworzenie nowych szans, a o tym już mówiłem.
- Te działania mogą przynieść rezultaty w stosunkowo odległej przyszłości, a tymczasem "Lepper ante portas" - Lepper, który buduje front skupiający wszystkich niezadowolonych. Na tle jego zdecydowanych działań gabinet Jerzego Buzka wypada blado i niekonsekwentnie. Czy jest to efekt nieporozumień między koalicjantami, czy raczej braku koordynacji działań w rządzie?
- Nie chcę tego komentować. Mogę tylko powiedzieć, że zawsze uważałem i uważam, że dobre dla ludzi rządzenie wymaga stanowczej obrony prawa i fundamentów rozwoju. Można negocjować ceny interwencyjnego skupu żywca, ale nie to, czy prawo będzie stosowane.
- Do tych obowiązków należy także egzekwowanie przestrzegania prawa. Tymczasem w ostatnich dniach prawo było systematycznie i bezkarnie łamane przez blokujących drogi rolników.
- Żadne, nawet najsłuszniejsze poczucie krzywdy nie uprawnia nikogo do bezprawia - blokowania dróg czy używania przemocy. Rząd zaś, jeśli jest odpowiedzialny, a nie koniunkturalny, odpowiada za obronę fundamentów rozwoju, również przed grupami nacisku. Dzieje się to także w interesie tych ludzi, którzy pod wpływem zręcznych demagogów prowadzą swoim postępowaniem do zacierania różnic między Polską a na przykład Rumunią, Ukrainą czy Rosją.
- W poufnym memorandum ostrzegawczym, które przedostało się niedawno do prasy, wskazuje pan na poważne zakłócenia w funkcjonowaniu gospodarki i państwa: kulejącą prywatyzację, rosnące długi nie zreformowanych przedsiębiorstw, marnowanie pieniędzy podatników. Czy z tej diagnozy wynika jednak długofalowy program przeciwdziałania owym zagrożeniom?
- Prognozy ostrzegawcze pisze się po to, aby sygnalizować zagrożenia i na czas podejmować środki zaradcze. Dotyczy to każdej z wymienionych tu dziedzin. Jeśli więc dostrzegamy to, że prywatyzacja przebiega zbyt wolno, wysokie ubiegłoroczne wpływy pochodzą z kilku zaledwie "wielkich" transakcji, wniosek jest oczywisty - prywatyzację trzeba przyspieszyć, do czego potrzebni są kompetentni ludzie, m.in. na stanowiskach wiceministrów. Istnieje wiele zaniedbań - na przykład trudno mówić o dobrym przygotowaniu do prywatyzacji Polmosów. Uderza to nie tylko w zatrudnionych tam ludzi, ale także w polskich rolników, pogarszając możliwości sprzedaży surowca dla upadającego przemysłu spirytusowego. Narastają w dużym tempie długi przedsiębiorstw państwowych. Uzdrowienie górnictwa będzie ciężką batalią. Nie udało się nam również zablokować złego wykorzystywania pieniędzy podatników. Na przykład to, że oficjalne płace personelu lekarskiego są rzeczywiście niskie, bierze się w dużym stopniu stąd, że setki milionów złotych marnuje się na nieuzasadnioną refundację drogich, zagranicznych leków, z czego korzystają głównie zachodnie koncerny.
- Czy koalicja ma wspólną, jasną koncepcję, jak te wszystkie sprawy załatwić?
- Spór dotyczy tego, aby zadeklarowana strategia dobrego wspólnego rządzenia nie pozostawała na papierze, a była faktycznie realizowana. Chodzi więc o sprawy zasadnicze dla ludzi: o sposób traktowania prawa, o reakcję na naciski rozmaitych grup, o kompetencję i sprawność w wykonywaniu podstawowych zadań. Za poszczególne zadania odpowiadają konkretni ludzie i trzeba je od nich egzekwować. Za racjonalne wydawanie pieniędzy podatników nie może odpowiadać tylko Ministerstwo Finansów. Nie można też w żaden sposób zgodzić się z wygodnym dla niektórych podziałem ról: na tych, którzy obiecują - najczęściej nieodpowiedzialnie - różnym grupom społecznym przywileje, oraz na tych, którzy bronią rozwoju i odpowiadają za stan publicznej kasy, więc muszą mówić: na to nie starczy pieniędzy.


Okładka tygodnika WPROST: 7/1999
Więcej możesz przeczytać w 7/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0