Lato z radiem

Lato z radiem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Każde radio w czymś się specjalizuje. Radio Maryja, ciągle oblężone przez wrogów, wybrało specjalizację w architekturze wojskowej: niedługo będzie już w stanie wznieść prawdziwą średniowieczną twierdzę
Na całej trasie przez Francję, Belgię i Niemcy człowiek spokojnie słucha radia i pilnie przygląda się sytuacji na szosie. Dopiero kiedy włącza radio po dopełnieniu formalności granicznych na przejściu w Świecku, zaczyna się szaleństwo: nagle wkracza w XXI wiek. Nam otworzyło się akurat na Radiu Zet, ale na ekraniku odbiornika pojawił się nagle napis "Czerwony Telefon". Zrazu myślałem, iż to Borys Jelcyn chce się ze mną połączyć, żeby uprzedzić o kolejnej zmianie premiera, ale zaraz się okazało, że to ja mam dzwonić, bo na ekraniku ukazał się z kolei numer tego telefonu. Ponieważ jednak nie nosiłem się akurat z zamiarem zmiany ani premiera, ani choćby ministrów - nie mówiąc już o przygotowaniach do wywołania jakiegoś kryzysu międzynarodowego - przeto nie zatelefonowałem. Byłem natomiast bliski wywołania kryzysu drogowego. Wpatrywałem się w ekranik jak sroka w gnat. Co mi tam jakieś koleiny czy stare BMW wyprzedzające na trzeciego, żeby pokazać cudzoziemcowi, iż wcale nie jest taki szybki, jak mu się zdaje. Wydawało się, że z ekranika można się dowiedzieć wszystkiego. We Francji, Belgii i Niemczech dowiadywałem się z niego tylko, na jakiej częstotliwości nadaje stacja i - dość często, choć nie zawsze - jaka jest jej nazwa. A w Polsce - feeria informacji. "Zetka" podaje nie tylko nazwę, częstotliwość i telefon, ale także wykonawcę aktualnie nadawanej piosenki, a czasami nazwę audycji. Prawie każda stacja ma jakiś swój zestaw informacji do przekazania. W pewnym momencie byliśmy wszyscy tak oszołomieni lekturą ekraniku, iż przestaliśmy szukać dalej, przekonani, że jak tak dalej pójdzie, to za chwilę to cwane radio pokaże nam numery lotto, jakie zostaną wylosowane w przyszłym tygodniu we Francji. I byłoby przykro, bo w Polsce nie moglibyśmy wypełnić kuponu. Czy radiostacje we Francji, Belgii i Niemczech nie mają wystarczająco nowoczesnego sprzętu, żeby za pośrednictwem systemu RDS umieszczać tekstowe wiadomości na ekranach odbiorników samochodowych? Jest prawdą, że wiele nowych polskich radiostacji po 1989 r. od razu w okresie tworzenia "wskoczyło" na najwyższy światowy poziom wyposażenia w sprzęt techniczny, podczas gdy liczne stacje zachodnie cierpliwie amortyzują dawniejsze zakupy, a w nowy sprzęt wyposażają się stopniowo i stosunkowo powoli. Jednakże przynajmniej niektóre z nich na pewno dorównują już możliwościami stacjom polskim. Dlaczego więc aż tak bardzo widać - przez kontrast z Polską - że tych możliwości nie wykorzystują? Nie chcą odwracać uwagi kierowców? Myślę, że wątpię. Nieśmiało podejrzewam, że być może w Polsce jest więcej młodych, pomysłowych ludzi, którym się chce to robić i których to naprawdę bawi. Przez tyle lat to przy przejeździe z Polski na Zachód odnosiło się wrażenie, że wkracza się w świat, gdzie jest nowocześnie i ludziom się chce coś robić. Wrażenie to znikło całkowicie, ale miło pomyśleć, że pojawiają się już dziedziny, w których odnosi się je przy przejeździe w przeciwnym kierunku. Generalnie jednak atmosfera w kraju wydała mi się tym razem mało zabawowa, a i pomysły na przyszłość nie za bardzo rzucają się w oczy. Wisi w powietrzu taka jakaś dziwna rezygnacja. Skądinąd mądrzy ludzie mówią, że z rozpaczy chyba zagłosują na SLD. Boże, jakie to smutne. A propos Boga - w pewnej chwili ucieszyliśmy się, że trafiliśmy na Radio Maryja, bo z głośników płynęła piosenka, w której położono nacisk na frazę o treści: "Chodź, zabiorę cię do siebie, będzie jak w niebie", a wykonawca zadawał sobie także pytanie: "O Boże, co mam zrobić teraz?". Ucieszyliśmy się, bo we Francji brakuje nam Radia Maryja prawie tak jak kabanosów, tylko że kabanosy traktujemy serio. Nasza radość była jednak przedwczesna. To było inne radio. Kiedy zaś wreszcie udało się znaleźć tę właściwą, jedynie słuszną radiostację, potwierdziło się mniemanie, że jest ona jedną z nielicznych oaz niewzruszonej stałości wśród huraganu zmian zachodzących w Polsce. Mianowicie Radio Maryja jest ciągle oblężone przez wrogów, którzy chcą je zniszczyć. Słuchaliśmy go podczas pobytu trzy lata temu i już rozpaczliwie broniło się przed tymi wrogami. Słuchaliśmy dwa lata temu i oblężenie trwało. Słuchaliśmy rok temu i nadal odnosiło się wrażenie, że istnienie stacji należy zawdzięczać jedynie cudom i bohaterstwu broniących jej rycerzy. Słuchaliśmy teraz i znowu usłyszeliśmy, że wobec wiszących nad nią zagrożeń prowadzona jest w całej Polsce akcja "SOS dla Radia Maryja". Pod tym hasłem odbywają się procesje wieńczone składaniem deklaracji i darów pieniężnych. Każde radio w czymś się specjalizuje. Radio Maryja wybrało specjalizację w architekturze wojskowej: niedługo będzie już w stanie wznieść prawdziwą średniowieczną twierdzę. Wiem nawet, gdzie może kupić pierwszą armatę. Przy drodze Świecko-Poznań wśród tłumu gipsowych krasnali, bocianów i Matek Boskich stoi duża, czarna, solidna armata. A co, jest wolność czy nie? To postrzelać sobie w ogródku nie można?

Więcej możesz przeczytać w 34/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0