Mocarstwo KIMÓW

Mocarstwo KIMÓW

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gdy szalała jeszcze wojna w Kosowie, północnokoreańskie państwowe radio nadawało w głównych serwisach informacyjnych kilkunastominutowe audycje o koszach pełnych kwiatów
Nie pomijając żadnych szczegółów, spiker rozwodził się nad pięknymi bukietami, a także telegramami i kartkami z urodzinowymi życzeniami, jakie "wielki wódz" dostałby z całego świata. "Wódz" nie żyje jednak od 1994 r. O tym, że w byłej Jugosławii panuje wojna i NATO bombarduje serbskie miasta, też wiedziano. Wiadomo było, dlaczego sojusz zrzuca bomby na Kosowo: "w celach treningowych, zgodnie z planem operacyjnym nr 5027". Zdaniem koreańskich komentatorów, NATO ćwiczy w Kosowie przed prawdziwą rozgrywką z Koreą Północną. Kosowo jest bowiem topograficznie podobne. Stany Zjednoczone, w północnokoreańskim słownictwie nazywane "agresorem", tylko czyhają na okazję, aby zniszczyć Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną.

Dla reszty świata za agresora wciąż jednak uchodzi Korea Północna. W połowie czerwca doszło na wewnątrzkoreańskiej granicy do najpoważniejszego incydentu od czasu zakończenia wojny domowej w 1953 r. Na Morzu Żółtym, sto kilometrów od Seulu, flotylla z północy otworzyła ogień w stronę południowokoreańskich okrętów. W walkach na morzu zginęło trzydziestu żołnierzy, a siły południowokoreańskie zatopiły torpedowiec z północy. Takim potrząsaniem szabelką reżim w Phenianie stara się nie od dziś wyłudzić pieniądze od rządu w Seulu. Jednocześnie izoluje się od świata. Wprawdzie klika przywódców jest ponoć wyposażona w najnowocześniejsze środki komunikowania się, ale społeczeństwo nadal nie wie, co to telefon komórkowy lub Internet. Nie ma też możliwości zaczerpnięcia informacji z innego źródła niż oficjalne media; zagraniczne stacje radiowe są systematycznie zagłuszane. Poza północno- koreańskimi nie ma też innych gazet, nawet w hotelach czy sklepach dla dyplomatów. "Pyongyang Times" informuje tymczasem o spotkaniach komunistycznych kółek studenckich, odsłanianiu pomników czy o "wielkim wodzu" i jego światłych ideach. Kim Ir Sen rządził Koreą Północną przez 46 lat . Jego syn Kim Dzong Il, nazywany przez propagandę "ukochanym wodzem", de facto jest jego następcą. W 1991 r. został głównym dowódcą sił zbrojnych, w 1997 r. - sekretarzem generalnym partii komunistycznej. Obywatele znają jednak tylko oficjalne dane. Żaden z północnych Koreańczyków nie dowiedział się do tej pory, gdzie ponadpięćdziesięcioletni "ukochany wódz" pracuje albo mieszka, czy ma żonę i dzieci lub czy mu coś nie dolega. Według pogłosek, ostatnio zajmowali się nim szwajcarscy lekarze, ale nikt tego oficjalnie nie potwierdza. Względy bezpieczeństwa wymagają bowiem dyskrecji.


Półwysep niezgody

Półwysep Koreański po II wojnie światowej został podzielony wzdłuż 38. równoleżnika na strefy wpływów zwycięskich mocarstw. Po serii obustronnych prowokacji doszło w 1950 r. do wybuchu wojny koreańskiej. Zginęło w niej ponoć 4 mln osób. Pod flagą ONZ w konflikt zaangażowanych było szesnaście państw, w tym Stany Zjednoczone. Po stronie północnej walczyli chińscy "ochotnicy". Wojna zakończyła się rozejmem w 1953 r. Traktatu pokojowego nie podpisano jednak do dziś. W 1994 r. Korea Północna zawarła z USA układ, w którym zobowiązała się do rezygnacji z dalszego rozwoju programu nuklearnego. W zamian Phenian uzyskał miliony dolarów i dostawy żywności. Wątpliwości wszakże pozostały, zwłaszcza że w ubiegłym roku amerykański satelita szpiegowski sfotografował dziwne urządzenia w tunelu Kumchang-Ri. Po wielomiesięcznych negocjacjach amerykańscy eksperci w maju tego roku mogli się naocznie przekonać, co tam jest; nie znaleźli niczego podejrzanego.

Życie jego ojca, Kim Ir Sena, jest lepiej znane. Obywatele "z radością" raz w roku pielgrzymują do miejsca jego narodzin. Samochodami zawożeni są do Mangyongdae. Tam żołnierki z megafonami kierują tłumem ludzi. Przed prostą chatą nawołują do zachowania spokoju. To w niej Kim Ir Sen przyszedł na świat. Kiedy? Odpowiedź jest jasna, wszak czas w Korei Północnej płynie od dnia narodzin "wielkiego wodza". Dzisiaj mamy więc 88. rok dżucze - to stworzona przez Kim Ir Sena ideologia, patetyczna mieszanka marksizmu, leninizmu i własnych pomysłów. W stolicy kraju, Phenianie, zobaczyć można społeczny i gospodarczy spadek "wielkiego wodza": w Pałacu Dzieci, elitarnej szkole, reżim szkoli wybrańców w sportach walki, kaligrafii i grze na gitarze. W klasach wiszą wycinki z prasy, przedstawiające żebraków i bezdomnych w Ameryce i Korei Południowej. Puste regały sklepowe we własnym kraju "Pyongyang Times" tłumaczy strategią USA i południowego sąsiada, mającą na celu zniszczenie północy. Akceptacja tych głodowych warunków urosła do rangi patriotyzmu, nawet jeśli kosztuje życie setek tysięcy ludzi. W 1993 r. rząd po raz pierwszy przyznał, że nie wykonał planu siedmioletniego. Od wielkiej powodzi w 1995 r. co jakiś czas świat obiegają informacje o śmiertelnych ofiarach głodu. Liczby wahają się od kilkuset tysięcy do trzech milionów. Pomocy humanitarnej udzielają głównie Korea Południowa, Japonia i Stany Zjednoczone. W Korei Północnej obowiązuje ustawiczny stan wyjątkowy. Służba wojskowa obejmuje zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Od lat uczestniczą oni w ćwiczeniach na wypadek inwazji z południa. Propaganda usiłuje dowieść, że Korea Północna - "supermocarstwo" - byłaby w stanie pokonać cały świat zachodni. W stolicy kraju wiszą plakaty, na których koreański żołnierz miażdży głowę amerykańskiego "żołdaka". Na lewo i prawo od autostrady prowadzącej ze stolicy do linii demarkacyjnej stacjonują setki czołgów. Stoją pod prowizorycznymi dachami - z lufami wymierzonymi na południe. Wzdłuż drogi, która może też spełniać funkcję pasa startowego dla samolotów, rozciągają się stanowiska strzelnicze. Co trzy, cztery kilometry na poboczu widać betonowe bloki, którymi w razie konieczności będzie można zatarasować nieprzyjacielowi drogę. Obywatele nie mogą wjeżdżać na ten teren, w ogóle nie mogą się oddalać od miejsca zamieszkania bez odpowiedniego zaświadczenia. W Muzeum Wojny Ojczyźnianej młode żołnierki opowiadają, jak doszło do wybuchu walk w latach 50.: "Amerykańscy imperialiści sprowokowali zbrojną inwazję, zmobilizowali piętnaście państw satelickich, aby zdobyć naszą młodą republikę. Jednak nasza partia i naród, skupione wokół Wielkiego Wodza Kim Ir Sena, twórcy dżucze i zawsze zwycięskich strategii, walczyły w bohaterskich bitwach aż do upadku amerykańskich imperialistów, którzy utrzymywali, że są najpotężniejsi na świecie. W ten sposób Kim Ir Sen uratował wolność i niezależność ojczyzny". Przywódcy w Phenianie często odwołują się do własnej interpretacji historii, aby utrzymać patriotyczne nastroje w narodzie. Gdyby ich zabrakło, jest jeszcze armia.

Więcej możesz przeczytać w 34/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0