Wolna Białoruś

Wolna Białoruś

Dodano:   /  Zmieniono: 
13 sierpnia w Białymstoku doszło do spotkania "na szczycie" dwóch najbardziej znanych białoruskich dysydentów:
Zianona Paźniaka, przebywającego w Polsce uchodźcy politycznego, lidera opozycyjnego Białoruskiego Frontu Narodowego, oraz Siamiona Szareckiego, szefa rozwiązanego przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę parlamentu XIII kadencji, który po ucieczce do Wilna ogłosił się głową białoruskiego państwa. Do spotkania opozycjonistów doszło w siedzibie wydawanego w Białymstoku (w języku białoruskim) tygodnika "Niwa". Spotkanie odbywało się za zamkniętymi drzwiami, pod opieką policji i funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, którzy chronili zarówno miejsce "szczytu", jak i najbliższą okolicę. Wprawdzie obaj politycy oficjalnie dementowali informacje, jakoby spotkanie miało dotyczyć utworzenia w Polsce białoruskiego rządu na wychodźstwie, wcześniej zwrócili się jednak do polskiego MSZ z prośbą o poparcie takiej inicjatywy.
Spotkanie Zianona Paźniaka i Siamiona Szareckiego w Białymstoku było przygotowywane w tajemnicy. Nie wiedział o nim nawet lider Związku Białorusinów w Polsce Eugeniusz Wappa, który tego dnia wyjechał z Białegostoku do Warszawy. - O Białorusi można decydować tylko na Białorusi. Wszyscy zdają sobie sprawę, że aby realnie zmieniać coś na Białorusi, trzeba to robić tylko tam - podsumowuje dziś to spotkanie Wappa. - Chodziło o prywatne spotkanie, o wymianę zdań między politykami. - To spotkanie trzeba traktować wyłącznie w kategoriach gestów politycznych, a nie realnej gry politycznej - wtóruje mu Artur Smółko, polityk Unii Wolności, doradca premiera Jerzego Buzka, były poseł z Białegostoku.


Zianon Paźniak urodził się w 1944 r. Jest historykiem. To on odkrył masowe groby ofiar bolszewickich egzekucji w Kuropatach koło Mińska. Przewodził frakcji opozycji w Radzie Najwyższej Białorusi przedostatniej kadencji. Jest przewodniczącym Białoruskiego Frontu Narodowego, najliczniejszej białoruskiej organizacji opozycyjnej. 26 kwietnia 1996 r. uciekł z Białorusi do USA, gdyż grożono mu procesem za organizację masowych demonstracji. W USA otrzymał azyl polityczny. Obecnie przebywa w Warszawie.


Siamion Szarecki urodził się w 1936 r. Ukończył Białoruską Akademię Rolniczą oraz mińską Wyższą Szkołę Partyjną. Jest szefem Białoruskiej Partii Agrarnej. Był przewodniczącym rozwiązanego w 1996 r. przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę parlamentu - Rady Najwyższej XIII kadencji. Opozycja, powołując się na zapisy konstytucji z 1994 r. (później zmienionej), uznaje go obecnie za "pełniącego obowiązki prezydenta". W lipcu tego roku Szarecki uciekł z Białorusi na Litwę.


Dla Siamiona Szareckiego pobyt w Polsce był pierwszą zagraniczną wizytą od czasu jego ucieczki z Białorusi na Litwę, dokąd zbiegł w obawie przed aresztowaniem. Zgodnie z białoruską konstytucją to właśnie Szarecki - jako przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi - powinien pełnić funkcję głowy państwa do czasu wyboru nowego prezydenta, bowiem 20 lipca wygasła pięcioletnia kadencja Aleksandra Łukaszenki. Jednak Łukaszenka - powołując się na wyniki kontrolowanego przez siebie referendum, nie uznawanego zarówno przez białoruski parlament, jak i większość organizacji międzynarodowych - przedłużył swoją kadencję o dwa lata i zdelegalizował Radę Najwyższą. Szarecki obawiał się, że podzieli los uwięzionego wcześniej premiera Michaiła Czyhira, dlatego przed miesiącem przedostał się na Litwę, gdzie otrzymał ochronę należną przewodniczącemu parlamentu.
W Polsce Szareckiemu towarzyszyli uzbrojeni funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, którzy dwoma czarnymi volvo eskortowali go od granicy. Wzbudziło to zaniepokojenie władz białoruskich, które wystąpiły do polskiego MSZ o stosowne wyjaśnienia. - Zwróciliśmy uwagę, że ochrona BOR może świadczyć o tym, iż Polska nadaje temu spotkaniu jakąś szczególną rangę - tłumaczy Aleksander Litowka, radca ambasady Białorusi w Polsce. - Usatysfakcjonowała nas odpowiedź, że Polska nie traktuje tego spotkania jako wizyty oficjalnej, lecz jako pobyt osoby prywatnej. - Przyjechałem za wiedzą i zgodą polskich władz - powiedział nam natomiast Szarecki.
Mimo starań Białorusinów, podczas ich pobytu w Białymstoku nie doszło do spotkania z wojewodą podlaskim Krystyną Łukaszuk, nie rozmawiał z nimi także prezydent miasta Ryszard Tuła. Przyjął ich tylko - po długim oczekiwaniu - Aleksander Usakiewicz, wicemarszałek sejmiku województwa podlaskiego. - Była to kurtuazyjna wizyta, podczas której omawiano sytuację społeczno-ekonomiczną na Białorusi oraz sytuację mniejszości białoruskiej w Polsce - mówi Tadeusz Arłukowicz, rzecznik urzędu marszałkowskiego. Pytany o to, w jakiej roli występował podczas tego spotkania Siamion Szarecki, rzecznik odpowiedział: "W roli przedstawiciela pewnej grupy społecznej na Białorusi". Paweł Dobrowolski, rzecznik polskiego MSZ, mówi, że Szareckiego potraktowano jako polityka. To wszystko.
- Sprawa jest delikatna, gdyż istotnie, zgodnie z literą prawa, prezydent Łukaszenka zakończył swoją kadencję i formalnie nie jest już szefem białoruskiego państwa. Faktycznie jednak to właśnie on sprawuje rzeczywistą władzę i - o czym nie wolno zapominać - cieszy się poparciem znacznej części społeczeństwa - tłumaczy skomplikowane stanowisko Polski wobec Białorusi Paweł Dobrowolski. - Te dwa fakty powodują, że w międzynarodowych relacjach między Polską i Białorusią data 21 lipca nie oznacza zerwania stosunków, nie oznacza też jakiegoś specjalnego, nowego podejścia do naszego sąsiada. Jest dziejowym paradoksem, że rzeczywista polityka i układ sił biorą górę nad regulacjami prawa międzynarodowego czy prawa wewnętrznego Białorusi. Można nad tym ubolewać, ale tak jest.
Podczas spotkania białoruskich opozycjonistów w Białymstoku pojawiały się głosy, że może ono ochłodzić atmosferę wzajemnych stosunków między Polską a Białorusią. - Być może ulegną one pogorszeniu, choć przyznaję, że nie są znowu takie dobre - komentuje to Paweł Dobrowolski. Polska postępuje w tej sprawie ostrożnie także dlatego, że do kontr- wywiadu UOP dotarły informacje, iż część białoruskiej opozycji może być wykorzystywana przez rosyjskie służby specjalne. Wcześniej ujawniono działania wywiadu Rosji wobec czeczeńskiego ośrodka w Krakowie.


W połowie sierpnia białoruscy opozycjoniści zamierzali powołać w Polsce rząd emigracyjny

W Białymstoku działa tymczasem Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska-Białoruś oraz tworzone jest białoruskie radio Racja, któremu niedawno przyznano koncesję. Jerzy Giedroyc, redaktor "Kultury", uznał to za naganny akt polityczny. Eugeniusz Wappa, prezes nowego radia, które będzie odbierane na Białorusi, zaznacza, że nie stanie się ono niczyją tubą propagandową, a zajmie się głównie promocją kultury białoruskiej. Wkrótce Białorusini będą też mogli korzystać z pomocy fundacji Wolność, finansowanej z funduszy amerykańskich, która przygotowuje się do rozpoczęcia w Polsce działalności.
- Zgoda na spotkanie przedstawicieli białoruskiej opozycji w Polsce jest pewnego rodzaju deklaracją wsparcia - mówi Eugeniusz Wappa. - Część przeciwników Aleksandra Łukaszenki emigruje z konieczności, gdyż ci, którzy zostają, są wtrącani do więzień. Polska jest postrzegana przez białoruską opozycję jako "poduszka bezpieczeństwa" - przyznaje rzecznik naszego MSZ. - Polskie władze rozumieją sytuację białoruskiej opozycji i rozumieją jej potrzebę przebywania właśnie w Polsce, blisko własnego kraju - mówi Dobrowolski. Nasze władze pamiętają też o losie polskich emigrantów politycznych po wprowadzeniu stanu wojennego. Wiele krajów udzieliło im wówczas schronienia, a przecież nie zerwały stosunków z PRL. Analogii historycznych jest zresztą więcej: w czasach II RP w Polsce przebywała na przykład duża grupa emigrantów z bolszewickiej Rosji, podczas wojny i przez cały okres istnienia PRL działał polski rząd emigracyjny w Londynie itp.
Po białostockim "szczycie" białoruscy politycy mówili, że było to spotkanie robocze, poświęcone tylko omówieniu aktualnej sytuacji na Białorusi. I Szarecki, i Paźniak zdecydowanie zaprzeczali, że rozmawiali o tworzeniu rządu emigracyjnego czy choćby "gabinetu cieni". - To pogłoski, które wyszły od dziennikarzy - mówi Zianon Paźniak, ale dodaje, że taka ewentualność wciąż wchodzi w grę. - Otrzymaliśmy sygnały od białoruskiej opozycji, która chciała, żeby takie ciało zostało w jakiś sposób przez polskie MSZ uznane - przyznaje Paweł Dobrowolski. Wśród mniejszości białoruskiej i jej sympatyków nie ma jednak zdecydowanego poparcia dla takich działań. - Jest głęboka różnica między zasługami pana Szareckiego a uznaniem rządu, który on stworzy - mówi Artur Smółko. Zaznacza on, że członkowie białoruskiej opozycji zdają sobie sprawę z tego, iż polityk przebywający na emigracji skazuje się na polityczną marginalizację. - Rząd emigracyjny miałby kłopot, gdyż popierałaby go tylko cząstka żyjących w Polsce Białorusinów - konkluduje Smółko.
- Rozmów na temat utworzenia rządu tymczasowego nie było - twierdzi Zianon Paźniak. Być może dlatego, że wcześniej polskie MSZ odmówiło poparcia takiego projektu. - W myśl prawa międzynarodowego nie wchodzi to w rachubę. Nie możemy utrzymywać stosunków dyplomatycznych z dwoma różnymi rządami tego samego państwa - mówi rzecznik MSZ. - Mogę sobie wyobrazić scenariusz napisany przez prawnika: skoro 21 lipca wygasł mandat prezydenta Łukaszenki, może powstać inny rząd. Ale czy deklaracja kilku ludzi jest wystarczającym argumentem? Do tego potrzebny jest głos społeczeństwa, a zwłaszcza wybory, które są teraz niemożliwe.
Zdaniem Sokrata Janowicza, znanego białoruskiego pisarza mieszkającego w Polsce, dla polskiej racji stanu byłoby lepiej, gdyby siedzibą białoruskiego rządu na uchodźstwie było na przykład Wilno. Tymczasem władze Litwy również miały odmówić poparcia takiego projektu. Szarecki na razie urzęduje w Wilnie, lecz w bardzo skromnych warunkach: w pokoiku siedziby Litewskiego Towarzystwa Białorusinów. Ciągle towarzyszy mu ochrona. - Pan Szarecki jako obywatel Białorusi może wrócić do ojczyzny i wziąć udział w rozmowach na temat stabilizacji sytuacji. Nie widzę powodu, żeby o Białorusi rozmawiać poza jej terytorium. Trzeba wracać do Mińska - radzi Szareckiemu Aleksander Litowka, radca ambasady Białorusi w Polsce.
Więcej możesz przeczytać w 36/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0