Wprost od czytelników

Wprost od czytelników

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Scenariusz barceloński
Jerzy Michalik krytycznie odnosi się ("Poczta", nr 34) do sytuacji społeczno-językowej nakreślonej w "Scenariuszu barcelońskim" (nr 29) i uważa, że skoro większość mieszkańców Katalonii mówi po hiszpańsku, trzeba ten język forsować. Za czasów generała Franco kataloński był językiem zabronionym, nikt nie miał prawa posługiwać się nim poza domem. Francja również blokowała regionalne języki. Część z nich wymarła, część, jak bretoński, ma się bardzo źle. Na dwóch trzecich terytorium Ukrainy mówi się wyłącznie po rosyjsku. I dobrze wiemy dlaczego. Kultura światowa ubożeje o każdy umierający język. Uczmy się ważnych języków "komunikacji światowej", ale jednocześnie pielęgnujmy język naszej ziemi, naszych przodków.

ANTONI NEUSSER Genewa


Duma Roma
Zastanawiam się, dlaczego polskie media są skłonne przyznać prawo do dumy wszystkim narodom, z wyjątkiem jednego ("Duma Roma", nr 34)? Jestem "połową" mieszanego polsko-rumuńskiego małżeństwa, mamy nastoletnie dzieci noszące rumuńskie nazwisko i uważam, że one też mają powody do dumy, z obu narodów zresztą. Mąż mieszka w Polsce od 25 lat i przez pierwszych 15 lat nie mieliśmy z powodu jego pochodzenia i nazwiska najmniejszych problemów. Wręcz przeciwnie, wszędzie był traktowany z sympatią. Od kiedy powstał problem żebrzących na ulicach rumuńskich Cyganów, media przybiły Rumunom hańbiącą pieczątkę - narodu żebraków. Moja rodzina zaczęła odczuwać specyficzną atmosferę wokół siebie. Syn został kilkakrotnie pobity "za nazwisko". To zjawisko nie dotyczy tylko nas. Pani o polskim nazwisku, urodzonej w Rumunii, wychowanej w Polsce, pewna urzędniczka powiedziała niedawno: "Tylu was, Rumunów, pcha się do Polski". Rzeczywiście "przypchało się" mrowie: według bardzo wiarygodnych danych - najwyżej 400 osób. Konsul Rumunii ma na liście 211 Rumunów i osób pochodzenia rumuńskiego mieszkających w Polsce. Maciej Kuczyński, dyrektor Biura ds. Migracji i Uchodźców MSWiA, podał w marcu w radiowej Trójce liczbę "stu osób narodowości wołosko-mołdawskiej (tzn. rumuńskiej) na kartach czasowego i stałego pobytu w Polsce". O tym, że najbardziej nielubianą nacją w Polsce są Romowie i że "opinię zszargali im Cyganie z Rumunii, którzy na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęli żebrać na polskich ulicach", dowiadujemy się z artykułu Anity Szarlik. Tymczasem w Rumunii Romowie są mniejszością stanowiącą 2-3 proc. ludności, a przecież narodowość nie jest tożsama z obywatelstwem. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego określenie "żebrzący Rumuni" nie jest przejawem ksenofobii czy rasizmu, zaś "żebrzący Romowie" czy też "Cyganie rumuńscy" - jest. Niestety, nie istnieje pismo ani nie działa żadne stowarzyszenie, które broniłoby dobrego imienia tej garstki Rumunów w Polsce. Może wypadałoby sobie uświadomić, że w Europie żyje spory naród o znacznie starszej niż nasza kulturze i historii, naród, który nie zasługuje na nasze pagardliwe określenia. Naród, któremu żebractwo jest tak samo obce jak nam. Naród gościnny, tolerancyjny, któremu zresztą możemy co nieco zawdzięczać - polskim uchodźcom nie raz udzielał schronienia, na przykład po powstaniu styczniowym czy we wrześniu 1939 r.


ABARBARA TEODORESCU Nadarzyn
Więcej możesz przeczytać w 38/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 3