System idiotele

System idiotele

Dodano:   /  Zmieniono: 
Guzik
Płeć jak telewizor, telewizor jak płeć. Można nie używać, ale trzeba mieć" - pisał Marian Załucki. Skoro trzeba, to trudno - świetnie, mają wszyscy, Niestety, lubią także użyć. I sprawdza się porzekadło "Użyć jak pies w studni". Tymczasem w krajach bardziej niż nasz cywilizowanych wśród kulturalnych elit panuje obecnie moda na ostentacyjne nieposiadanie telewizora. A że nie chodzi tu o Amerykę, do nas więc moda ta dotrze nieprędko. Zatem w oczekiwaniu na ten błogi stan zgodziłem się pisać o telewizji. No bo wiadomo - autor zawsze z narodem. A naród nie zna innej rzeczywistości niż telewizyjna.
Zanim będę jednak recenzował programy (informacyjne!), opowiem wam bajkę. Bo ja sam jestem z tej bajki.
Był sobie kiedyś pewien telewizor. Jedyny w okolicy. Mieszkał na zacnym warszawskim przedmieściu - Henrykowie. Jego posiadacze byli ludźmi gościnnymi, chodziła więc do nich cała okolica "na telewizję". Owo "na telewizję" nie oznaczało wszakże dzisiejszego bezmyślnego gapienia się w ekran, cokolwiek by się na nim działo, bez przerywania rozmowy czy konsumpcji. Odezwać się podczas oglądania? Po prostu nie wypadało. Bo programy wybierało się świadomie.
I tamten właśnie, czarno-biały telewizor był ostatnim znanym mi przedstawicielem swojego gatunku, który łączył ludzi. Bo nic tak nie łączy jak wspólne wzruszenia czy emocje.
Koniec bajki. Dziś telewizorów jest u nas więcej niż rodzin. Czyli w przeciętnej rodzinie jest więcej niż jeden.
Był sobie kiedyś młody telewizor, znający swoje miejsce i przyjazny ludziom. Jak to ze zdolnymi dziećmi bywa, wyrósł na dorosłego tyrana. On dobrze wie, że to, czego nie ma w telewizji, nie istnieje w ogóle. Czyli ma władzę. I to nie żadną czwartą, a jak najbardziej pierwszą. W dodatku - o co zresztą u nas nietrudno - znacznie sprawniejszą od pozostałych. Tylko patrzeć, jak zacznie się włączać wtedy, kiedy sam zechce. I sprawdzać obecność przed ekranem.
Było sobie kiedyś radio Luksemburg. Dawało się je złapać na przeciętnym polskim odbiorniku, ale nie było to łatwe. Pojawili się więc specjaliści, którzy za niewielką opłatą wyszukiwali ludziom Luksemburg. Czasem marzę, że zostanę specjalistą od wyszukiwania ludziom na ich własnych telewizorach zapomnianych guzików służących do wyłączenia urządzenia.
Kochani! To się naprawdę da wyłączyć. Bardzo łatwo - pstryk i... no właśnie. Światło zaczyna się chyba tam, gdzie gaśnie telewizor. Niech się więc stanie światłość.

Więcej możesz przeczytać w 38/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0