Twierdza Hradczany

Twierdza Hradczany

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy zdobywający popularność komuniści pogodzą skłóconą czeską lewicę i prawicę?
Wybory uzupełniające do Senatu, które odbyły się w Pradze w ostatni sierpniowy weekend, skończyły się kompromitującą klęską zarówno kandydata rządzących socjal- demokratów, jak i reprezentanta opozycyjnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej Vaclava Klausa. Prezydent Havel zapowiedział możliwość podania się do dymisji. Jednocześnie wszystkie badania opinii publicznej pokazują olbrzymi wzrost popularności partii komunistycznej. Co się dzieje w państwie czeskim?
O ile Praga jest uważana za twierdzę prawicy w Czechach, o tyle jej pierwszy obwód można potraktować jak wysoki zamek. "Tutaj wygrałaby nawet rakieta tenisowa Klausa, gdyby startowała" - tak premier Zeman miał zwyczaj tłumaczyć kiepskie wyniki wyborcze Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CSSD), osiągane wcześniej w pierwszym praskim obwodzie, a jego słowa potwierdzali komentatorzy polityczni z lewa i prawa. Dlatego sensację wywołały wyniki wyborów uzupełniających do Senatu, rozpisanych na miejsce po zmarłym Vaclavie Bendzie, byłym rzeczniku Karty 77. Kandydatka Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), popularna czeska aktorka Jirina Jiraskova, tym razem zdobyła w sercu Pragi jedynie dwunastoprocentowe poparcie. Triumfował kandydat niezależny - Vaclav Fischer, właściciel biura podróży. Nie tylko rozstrzygnął on wybory na swoją korzyść już w pierwszej turze, ale pod względem liczby uzyskanych głosów (71 proc.) pobił zarazem nieformalny rekord w dziejach czeskiej demokracji. Wynik wszech czasów osiągnął też kandydat rządzącej partii socjaldemokratycznej Karel Srpa. Liczba zdobytych przez niego głosów była mniejsza od liczby członków jego partii mieszkających w pierwszym obwodzie praskim.
Zaskakującego wyniku ostatnich wyborów uzupełniających do Senatu nie da się zinterpretować inaczej niż jako wotum nieufności w sprawie tzw. umowy o stworzeniu stabilnej przestrzeni politycznej w Republice Czeskiej, a ściślej - dla jej protagonistów: ODS i CSSD. Podpisane latem zeszłego roku przez dwie największe czeskie partie porozumienie umożliwiło powstanie mniejszościowego rządu socjaldemokratów jako praktycznie jedynego rozsądnego rozwiązania w sytuacji, gdy czeska prawica jest mocno skłócona. Najwyraźniej z upływem czasu motywy jej podpisania są jednak coraz gorzej rozumiane przez elektorat obu partii.
Socjaldemokraci przed rokiem podkreślali, że chcą władzy, ba - muszą ją mieć, aby zapobiec dalszemu niewłaściwemu rozwojowi wypadków w gospodarce, a przede wszystkim żeby uruchomić antykorupcyjną akcję "czyste ręce". Tymczasem czeska gospodarka weszła w okres recesji, deficyt budżetowy rośnie szybciej niż za rządów prawicy, podobnie jak bezrobocie - osób bez pracy jest już niemal dwa razy więcej niż przed rokiem. O akcji "czyste ręce" też jest coraz ciszej. Działająca przy urzędzie premiera specjalna komisja pod przewodnictwem ministra Jaroslava Basty wciąż nie natrafiła na wyraźniejszy ślad korupcji w środowisku czeskich polityków. Mnożą się za to niepokojące doniesienia o liderach partii socjaldemokratycznej. Na przykład minister finansów Ivo Svoboda musiał się na początku lata podać do dymisji w związku ze sformułowanym pod jego adresem przez policję oskarżeniem o niszczenie dokumentów, machinacje finansowe i utrudnianie śledztwa w sprawie fabryki wózków dziecięcych Liberta, która zbankrutowała.
Nie mniej rozczarowani mogą się czuć także wyborcy ODS. Partia, z którą sympatyzują, prezentuje się jako "jedyna prawdziwa tama" dla idei lewicowych, ale swoimi głosami w parlamencie gwarantuje jednocześnie przetrwanie rządu Zemana. Tę schizofreniczną postawę liderzy ODS tłumaczą potrzebą przeprowadzenia takich zmian ordynacji wyborczej, które poprzez znaczną mandatową premię dla zwycięzcy mają na przyszłość ograniczyć do minimum konieczność powoływania do życia w Czechach mniejszościowych gabinetów. Do przeforsowania w parlamencie takich zmian zobowiązali się także socjaldemokraci.
Sęk w tym, że przewidziana w umowie ODS-CSSD zmiana systemu przeliczania głosów (a także związane z nią korekty konstytucji) miała zostać przygotowana najpóźniej do czerwca tego roku. Tymczasem lato dobiega końca, a nowej ordynacji nie ma. Gotowe za to są - jak niespodziewanie wyszło na jaw - inne projekty poprawek w konstytucji, zmierzające do ograniczenia kompetencji prezydenta. Planowane zmiany - pachnące odrobinę osobistymi porachunkami MiloŠsa Zemana i Vaclava Klausa z nie lubianym przez nich (i vice versa) Vaclavem Havlem - to między innymi odebranie prawa łaski, prawa mianowania wyższych oficerów czy wyboru prezesa banku narodowego. W przyszłości parlament miałby decydować też o tym, czy prezydent jest chory, czy zdrowy, a w ślad za tym uzyskałby możliwość odwołania głowy państwa.
Natychmiast po pierwszych przeciekach prasowych dotyczących tych planów Vaclav Havel zapowiedział, że "nie będzie prezydentem na niby" i że w wypadku ograniczenia jego kompetencji poda się do dymisji. Zwycięstwo Fischera, czyli kandydata niezależnego, pozbawiło ewentualną koalicję ODS-CSSD większości 3/5 głosów, potrzebnej do przeprowadzenia przez Senat zmian w konstytucji. Nie należy jednak zapominać, że w izbie wyższej zasiadają też komuniści, tradycyjnie niechętnie ustosunkowani do Havla i z tego chociażby powodu gotowi poprzeć projekt ograniczenia kompetencji prezydenta. Tym bardziej że jedna z proponowanych zmian mówiła o konieczności desygnowania przez prezydenta szefa zwycięskiej partii na stanowisko premiera. A komuniści w Czechach coraz bardziej ostatnio czują wiatr w żaglach...
Jeszcze do niedawna wydawało się, że Komunistyczna Partia Czech i Moraw, jedyna spośród byłych partii rządzących w Europie Środkowej, która nie odżegnała się od marksizmu-leninizmu, jest skazana na powolne wymarcie. W kolejnych wyborach po 1989 r. zyskiwała wprawdzie niemało, bo ok. 10 proc. głosów, ale przeciętny wiek jej sympatyków nieustannie się zwiększał - 56 lat w 1997 r. Przed rokiem proces ten jednak się odwrócił. Statystyczny sympatyk komunistów ma dzisiaj bowiem ok. 54 lat. W grupie tej wzrasta także udział osób, które mają przynajmniej średnie wykształcenie. Komuniści prezentują się jako "jedyna prawdziwa opozycja", zarówno w stosunku do rządzącej wcześniej prawicy, jak i sprawującej dziś władzę lewicy. W sierpniu odsetek ich potencjalnych wyborców przekroczył 20 proc., co oznacza, że po ODS (24-26 proc.) komuniści są dzisiaj w Czechach drugą najpopularniejszą siłą polityczną. Jeśli tendencja ta nie zmieni się (a na razie nic na to nie wskazuje, zważywszy, że niezadowolenie Czechów z sytuacji politycznej i gospodarczej ich kraju jeszcze nigdy nie było tak wyraźne) już za kilka miesięcy Komunistyczna Partia Czech i Moraw mogłaby się wysunąć na pierwsze miejsce w rankingach popularności. Byłby to szczególny żart historii - równolegle zbliżają się huczne obchody dziesiątej rocznicy tzw. aksamitnej rewolucji. 


Więcej możesz przeczytać w 38/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0