Do wszystkich mężów świata

Do wszystkich mężów świata

Społeczne i obyczajowe okoliczności nie sprzyjają utrzymywaniu małżeństwa za wszelką cenę. Dla większości niemieckich kobiet małżeństwo nie jest już warunkiem niezbędnym do przetrwania
Dziewiątego dnia, dziewiątego miesiąca, dziewięćdziesiątego dziewiątego roku młodzi ludzie w całej Europie rzucili się z większym niż zazwyczaj entuzjazmem do ślubnych ołtarzy. Wychodząc z założenia, że nie może być lepszej daty na wypowiedzenie sakramentalnego "tak" niż właśnie ten dzień. W czym miałby być on lepszy od innych ? W magicznej skuteczności. Data ta ma zapewnić miłości wieczne trwanie. Niestety, mało prawdopodobne, aby była tak skuteczna jak pigułka antykoncepcyjna chroniąca przed niepożądaną ciążą. Od dawna bowiem wiadomo, że żadna kabała, żadna data ani pięć dziewiątek razem wziętych nie zagwarantuje młodej parze małżeńskiej szczęśliwości .
Według Hansa Jürgensa, niemieckiego badacza zmian społecznych, już po sześciu latach od daty ślubu 20 proc. mężów nie poślubiłoby ponownie swoich żon. A z tych zaś aż 52 proc. odmówiłoby ponownego zamążpójścia temu samemu mężczyźnie. Tygodnik "Stern" przytacza arcyciekawe w tym względzie dane: rozwiązania małżeństwa nie przez śmierć jednego ze współmałżonków, lecz przez rozwód doświadczyło w latach 50. ok. 10 proc. par. W latach 90. aż 36 proc. Niemców zakończyło swoje małżeństwa w sądzie.
Jakie wnioski z tej porażki życiowej wyciągają byli małżonkowie? Nie do wiary... aż 75 proc. rozwodników żeni się ponownie, a dwie trzecie spośród nich już w ciągu trzech pierwszych lat. Czy postępują roztropnie? Beznamiętne cyfry zdają się temu przeczyć, bowiem właśnie w tej grupie współczynnik rozwodów jest wyższy niż wśród ludzi związanych węzłem małżeńskim po raz pierwszy. Generalnie społeczne i obyczajowe okoliczności nie sprzyjają dziś utrzymywaniu małżeństwa za wszelką cenę. "Stern" słusznie zauważa, że dla większości niemieckich kobiet małżeństwo nie jest już warunkiem niezbędnym do przetrwania. To właśnie ponad 60 proc. Niemek wnosi pozwy rozwodowe. Zdaniem dziennikarzy tygodnika, nie chcą one "latami wysłuchiwać od swoich mężów, że nie potrafią prowadzić samochodu, nie orientują się w planach miasta i że gust mają wypaczony przez opery mydlane".
Wassilios Ftkenakis, monachijski socjolog rodziny, uważa, że "małżeństwo ma dzisiaj przed sobą jeden cel: maksymalizację indywidualnego szczęścia". Jeśli nie zostanie on osiągnięty w stopniu satysfakcjonującym, pozostają dwie możliwości: rozwód albo trening. O tym pierwszym była już mowa, a jeśli chodzi o terapeutyczny trening, to jego przesłanie brzmi: kiedy nauczymy się akceptować odmienność partnera i mimo różnic funkcjonować u jego boku, to i nasz związek ma szanse na przetrwanie. Dowiedziono, że tylko 3 proc. par, które poddają się treningowi, rozwiodło się po pięciu latach od jego zakończenia. W grupie nie biorącej udziału w takiej terapii odsetek ten sięga 16 proc. Tak naprawdę zaskakujące jest przeświadczenie uczonych, że wykształcenie, zarobki i wiek partnerów nie odgrywają prawie żadnej roli w trwaniu w związku. Najważniejsze jest w nim to, w jaki sposób mężczyzna i kobieta się z sobą komunikują. Nie oceniam więc partnera, lecz informuję go o swoich odczuciach i własnym widzeniu świata. Na przykład zamiast po raz tysięczny pouczać żonę, że za szybko jeździ samochodem, lepiej od razu przyznać się, że pouczający, czyli mąż, boi się szybkiej jazdy. Zamiast pastwić się nad jej nieznajomością odczytywania planu miasta, lepiej od razu dodać, że on, czyli mąż, nigdy nie może nigdzie trafić. O tym, czego z kolei nie powinna czynić mężowi żona, będzie innym razem.
"Prawdziwego luksusu i wolności zaznajemy w życiu wówczas, gdy stać nas na powiedzenie "nie"" - konkluduje Marella Agnelli, żona włoskiego potentata samochodowego. Kiedy starszą już dziś panią pytają o to, jak udało się jej wytrwać w małżeństwie prawie pięćdziesiąt lat, ze stoickim spokojem odpowiada: "Czerpałam wiele z niespożytej energii męża, w zamian rewanżując się spokojem, jaki w sobie noszę. Stanowiliśmy dobrą kombinację. Co najmniej w 80 procentach". Jednak tajemnica ich małżeństwa - jak twierdzi pani Agnelli - polega na tym, że wywalczyła sobie prawo do robienia tego, na co miała ochotę. Do pasji doprowadzają ją ludzie, którzy uważają, że powinna być dozgonnie wdzięczna mężowi za to, że się z nią ożenił. "To bzdura, ponieważ wdzięczność jest grobem miłości i oboje z mężem ustrzegliśmy się przed tym". A tak na marginesie - pani Agnelli w przeciwieństwie do swego męża nigdy nie lubiła jazdy samochodem. W związku z tym uchroniła się przed uwagami zniecierpliwionego męża: uważaj, czemu tak szybko jedziesz!
Wielki poeta Goethe jako mąż zalecał: "Każde małżeństwo po pięciu latach trwania powinno zostać anulowane". To nie ja, to Goethe. Nie tylko do innych żon, ale i do wszystkich mężów świata.
Okładka tygodnika WPROST: 39/1999
Więcej możesz przeczytać w 39/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0