Muzyka na koniec wieku

Muzyka na koniec wieku

Wratislavia Cantans '99
Dzięki swej wyjątkowej formule Wratislavia Cantans, festiwal przede wszystkim twórczości oratoryjno-kantatowej, może być jedną z najbardziej interesujących ofert muzycznych w Europie. To również jedyna polska impreza należąca do prestiżowego Europejskiego Stowarzyszenia Festiwali Muzycznych obok takich legend, jak festiwal w Salzburgu, Promsy w Londynie czy wagnerowskie święto w Bayreuth.
- Wratislavia ma znakomitą reputację nie tylko w Polsce - powiedział John Macgregor, ambasador Wielkiej Brytanii, po zamykającym festiwal występie Royal Philharmonic Orchestra pod batutą Daniele?a Gattiego. W historii festiwalu ten koncert był pierwszym, nad którym osobisty honorowy patronat objęła królowa Elżbieta II, a poświęcono go pamięci zmarłego w marcu lorda Yehudiego Menuhina, skrzypka, dyrygenta, wielkiego przyjaciela Polski.
Organizatorzy przebyli długą drogę, zanim namówili koronowane głowy, by sprawowały nad występami patronat. Festiwal wymyślił i zainaugurował ponad trzydzieści lat temu Andrzej Markowski, znany, nieżyjący już dyrygent. Wykorzystał fakt, że we Wrocławiu jest dużo pięknych wnętrz kościelnych, choć nie ma sali koncertowej z prawdziwego zdarzenia. Repertuar narzucał się więc sam: wielkie dzieła prezentowało wielu wykonawców - dla licznej publiczności. Tworzący to audytorium, dobrze już "dokształceni", wciąż entuzjastycznie i tłumnie się pojawiający, chętnie poznają nowe oratoria oraz kantaty, a jeszcze chętniej przychodzą podziwiać dzieła znane i lubiane, na przykład pasje Bacha, "Mesjasza" Haendla czy IX symfonię Beethovena.
W pierwszych dniach września trwa więc we Wrocławiu prawdziwe święto muzyki. Zaledwie parodniowa początkowo impreza z czasem - za kadencji Tadeusza Strugały, kolejnego wieloletniego dyrektora, również dyrygenta - wydłużyła się do kilkunastu dni. Imprezom muzycznym zaczęły towarzyszyć liczne wystawy plastyczne, a wielkim koncertom oratoryjnym - kameralne. Festiwal stał się przeglądem "muzyki i sztuk pięknych". Ostatnio wystaw jest mniej, są one za to cenniejsze i dobierane ze smakiem.
Impreza przez lata była w pewien sposób uprzywilejowana: miejscowe władze patrzyły na nią więcej niż łaskawym okiem. Kiedyś to - i dotacje centralne - wystarczało. Obecnie ten wielki międzynarodowy festiwal podlega sejmikowi dolnośląskiemu, a w 60 proc. finansują go prywatni sponsorzy z kraju i zagranicy (na liście tegorocznych pojawiło się aż 80 instytucji, ze szwajcarską Vontobel Stiftung na czele). Pozyskiwanie ich jest ciężką pracą, ponieważ trzeba zdobyć pieniądze na występ ok. 2 tys. wykonawców różnej rangi, od członków orkiestr po wybitnych solistów (w tym roku Barbary Hendricks czy Cypriena Katsarisa). Tę pracę znakomicie wykonuje dyrektor organizacyjny imprezy Lidia Geringer d?Oedenberg. Uczestnicząc w pracach zarządu Europejskiego Stowarzyszenia Festiwali Muzycznych (w ubiegłym roku została wybrana po raz drugi), zdołała nawet zdobyć dotację z funduszów Unii Europejskiej.


Niegdyś festiwal Wratislavia Cantans był muzycznym świętem. Dziś jest również przeglądem sztuk pięknych

Mottem tegorocznego festiwalu był koniec wieku - nie tylko tego. Organizatorzy i wykonawcy próbowali ustalić, czy muzyka findesieclowa różni się od tworzonej w innych latach. Czy niesie jakieś szczególne napięcie, elementy katastrofizmu, lęk przed przyszłością? Czy wręcz przeciwnie: jest triumfalistyczna i przepełniona optymizmem? Czy w każdym stuleciu wygląda to inaczej i czy zależy od aktualnej sytuacji? Prawda leży pośrodku. Pod koniec wieku XVIII powstało radosne, afirmacyjne "Stworzenie świata" Józefa Haydna oraz niesłychanie dramatyczne i posępne, choć zakończone happy endem oratorium "Hiob" Karla Dittersa von Dittersdorfa. Oba te dzieła wspaniale wykonano we Wrocławiu: pierwsze zaprezentowały zespół Les Solistes Europeens z Luksemburga i Tallis Chamber Choir z Wielkiej Brytanii, drugie - niemieckie zespoły Rheinische Kantorei i Das Kleine Konzert.
Obecny fin de siŻcle reprezentowało "Credo" Krzysztofa Pendereckiego. Gdyby nastrój tego utworu miał określać dzisiejsze czasy, należałoby być raczej pesymistą. Zostało ono jednak gorąco przyjęte przez publiczność. Sam kompozytor wystąpił na festiwalu w roli dyrygenta - nie prowadził swego dzieła, lecz "Requiem" Antonina Dworzaka.
Uczczono również ważne rocznice: 90-lecie urodzin i 30-lecie śmierci Grażyny Bacewicz - wykonaniem mało znanej, krótkiej kantaty "Akropolis", a Rok Chopinowski - prezentacją gigantycznej "Pasji" autorstwa Józefa Elsnera, nauczyciela Chopina (w czym uczestniczyli artyści związani z Warszawską Operą Kameralną), oraz recitalem Cypriena Katsarisa w przepięknej sali opactwa w Lubiążu. Francuski pianista, znany z wirtuozerii i precyzji wykonania, do kompozycji Chopina podszedł niezwykle osobiście, ale w sposób zbyt nonszalancki i "rozwichrzony".
Muzyka końca wieku stanowiła jednak niewielką część programu tegorocznej edycji festiwalu. Oferta repertuarowa była - jak co roku - bogata: obok kompozycji cerkiewnych (Moskiewski Męski Chór Kameralny) w programie znalazła się muzyka Żydów wrocławskich z ubiegłego stulecia (Chór Synagogi Pod Białym Bocianem), obok dzieł renesansu angielskiego (Tallis Chamber Choir) - barok niemiecki (kolońskie zespoły Musica Fiata i La Capella Ducale). Wystąpił zarówno słynny tenor Ryszard Karczykowski w romantycznych ariach operowych, jak i włoski sopranista Angelo Manzotti z orkiestrą barokową Accademia di San Rocco w repertuarze, który był domeną legendarnego kastrata Farinelliego. Ten eklektyzm jest uważany za cechę stałą festiwalu Wratislavia Cantans i oceniany pozytywnie: każdy znajdzie tu coś dla siebie. Tym bardziej że nie jest to festiwal, na którym szczególnie ceniłoby się gwiazdorstwo. W tym roku zresztą gwiazdy raczej rozczarowywały - choćby Katsaris czy Barbara Hendricks (na koncercie poświęconym Mozartowi śpiewała niewiele i wystąpiła z miernym zespołem, szumnie zwanym Virtuosi do Praga).
Wratislavia Cantans nie jest więc fajerwerkiem, lecz festiwalem, gdzie liczy się przede wszystkim przeżycie duchowe. - Przekonaliśmy się, że pod koniec XX wieku zwyciężają emocje, uczucia, wrażliwość - powiedziała Ewa Michnik, dyrektor festiwalu podczas jego zamknięcia.

Okładka tygodnika WPROST: 39/1999
Więcej możesz przeczytać w 39/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0