Polowanie na siostry

Polowanie na siostry

Dodano:   /  Zmieniono: 
W Stanach Zjednoczonych zawód pielęgniarki obok profesji lekarza i adwokata należy do najbardziej dochodowych
Cieszy się on również ogromnym uznaniem w społeczeństwie. Mimo to z roku na rok maleje liczba osób, które wybierają ten zawód. W specjalistycznych medycznych periodykach w dziale ogłoszeń dominują oferty pracy adresowane do pielęgniarek.
Coraz częściej mówi się w USA o deficycie pielęgniarek. Szpitale prześcigają się w najbardziej wymyślnych propozycjach, które mają je zwabić do pracy. Chętnie korzystają też z usług pośredników. Na przykład chicagowski szpital St. Francis osobie, która przyprowadzi gotową do podjęcia pracy pielęgniarkę, płaci 2 tys. dolarów. Taką samą praktykę stosują inni, angażując swój personel do poszukiwania wykwalifikowanych kadr. Cheryl Peterson, przedstawicielka American Nurses Association (ANA), stowarzyszenia reprezentującego interesy amerykańskich pielęgniarek, twierdzi, że tego typu werbunek jest tylko doraźną próbą rozwiązania coraz bardziej nabrzmiałego problemu. Według przewidywań ANA, prawdziwy kryzys zacznie się po roku 2010.
W Stanach Zjednoczonych zarejestrowanych jest dziś 2,6 mln registered nurses (RN), czyli licencjonowanych pielęgniarek, które bez względu na to, czy skończyły dwuletni college, czy czteroletnie studia, muszą zdać stanowy egzamin, by móc wykonywać zawód. Tylko 60 proc. ze wspomnianej liczby pracuje w szpitalach. Wiele znajduje zatrudnienie także poza nimi. Wiedza pielęgniarek wykorzystywana jest w wielu dziedzinach. Pełnią one funkcje doradców, sprawują stanowiska administracyjne, są instruktorami i sprzedawcami sprzętu medycznego. Pracują w przychodniach, domach starców, hospicjach, szkołach, serwisach rehabilitacyjnych lub bezpośrednio w domach pacjentów. Największe zapotrzebowanie jest na critical care registered nurses (CCRN), siostry opiekujące się pacjentami na oddziałach intensywnej terapii. Lidia Węcławska zawód ten wybrała jeszcze w Polsce. Skończyła szkołę pielęgniarską w Kielcach, a następnie przez trzy lata pracowała w Wojewódzkim Szpitalu w Zielonej Górze. Po przyjeździe w 1980 r. do Stanów Zjednoczonych potrzebowała jednak trzech lat na nostryfikowanie dyplomu i podjęcie pracy w swoim zawodzie. Nie na wiele zdała się teoretyczna wiedza zdobyta w czasie pięcioletniej nauki w kraju, gdyż tę trzeba było raz jeszcze posiąść, tym razem po angielsku. Ponowny start w zawodzie w USA uświadomił jej, jak dalece inna jest tutaj jej pozycja zawodowa. Węcławska, która rozpoczęła pracę w 1983 r. w chicagowskim szpitalu St. Mary of Nazareth, bardzo szybko zrozumiała, że zdobywanie kolejnych stopni specjalizacji może wprowadzić ją do elity tej profesji. To właśnie dzięki wysokim kwalifikacjom od ośmiu lat pracuje na oddziałach intensywnej opieki medycznej w dwóch najlepszych szpitalach w Chicago: Northwestern Memorial i Loyola. - Niewiele pielęgniarek decyduje się na ten rodzaj specjalizacji, wymaga ona bowiem zdania dodatkowego trudnego egzaminu, który trzeba powtarzać co trzy lata. Stąd zaledwie 50 tys. registered nurses ma tytuł CCRN. Niejednokrotnie na pielęgniarce opiekującej się pacjentem po operacji serca lub transplantacji spoczywa większa odpowiedzialność niż na lekarzu, ponieważ to od niej zależy życie chorego - dodaje Węcławska. W wielu szpitalach siostra w ciągu dziesięcio- lub dwunastogodzinnego dyżuru nie może opuścić sali pacjenta. W dużych ośrodkach, takich jak Loyola Medical Center w Chicago, gdzie dziennie przeprowadza się nawet dziesięć operacji serca, pielęgniarka ma pod opieką dwóch chorych.


Pielęgniarka z Polski zatrudniona w chicagowskim szpitalu zarabia sto tysięcy dolarów rocznie

Amerykanie mają spore uznanie dla tej profesji. - W świadomości społecznej zawód ten uznawany jest za równorzędny z profesją lekarza. Pielęgniarki są adwokatami pacjenta, stają się pomostem pomiędzy nim i lekarzem, a dzięki bliskiemu wielogodzinnemu kontaktowi ze swoimi podopiecznymi są w stanie bardziej otwarcie niż lekarz wyjść naprzeciw potrzebom chorych - mówi Węcławska. Status społeczny zawodu znajduje odzwierciedlenie w zarobkach. Większość renomowanych uniwersyteckich szpitali proponuje z reguły niższe stawki, wychodząc z założenia, że zaszczytem dla pielęgniarki jest zatrudnienie w ich placówce. Średnia płaca RN zatrudnionej na pełnym etacie (40 godzin tygodniowo) wynosi 43 dolary za godzinę. Rozpoczynającym pracę proponuje się 16-20 dolarów. Niemal wszystkie szpitale honorują także zasadę trzyprocentowego rocznego wzrostu pensji. W tym zawodzie, tak jak w wielu innych w Stanach Zjednoczonych, najbardziej cenione jest doświadczenie. Za to właśnie ośrodki medyczne są gotowe płacić spore pieniądze. Dużo większe wynagrodzenie otrzymują pielęgniarki, które nie należą do etatowych pracowników szpitala, a które podpisały z nim kontrakt. Coraz częściej zresztą robią to w ich imieniu agencje pielęgniarskie, negocjując warunki. Z pośrednictwa jednej z nich korzysta właśnie Lidia Węcławska. - Mimo że agencja zabiera sporą część z tego, co płaci szpital, nie mogę narzekać. Jako CCRN dostaję za godzinę dyżuru 46 dolarów. Jeśli w grę wchodzą dni weekendowe, stawka wzrasta do 50 dolarów. Mogę też dowolnie ustalać grafik pracy. Tylko ode mnie zależy, czy zarobię rocznie 100 tys. dolarów, czy więcej - wyjaśnia Węcławska.
Według badań Health Resources and Services Administration, lukratywne zarobki nie rekompensują obaw potencjalnych studentów szkół pielęgniarskich przed wielogodzinnymi dyżurami, odpowiedzialnością, a także koniecznością ciągłej nauki (w ramach programów dokształcania pielęgniarki są zobowiązane do zaliczania 20 godzin rocznie, a w wypadku CCRN - 50 godzin). Szpitalom pozostaje więc prześciganie się w wysokości nagród pieniężnych oferowanych przedstawicielkom jednego z najbardziej poszukiwanych w USA zawodów.


Więcej możesz przeczytać w 39/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0