Criminal samba

Criminal samba

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rio de Janeiro to cidade maravilhosa, zdumiewające, cudowne, straszne miasto
Jest lepiej, bezpieczniej, a wkrótce będzie całkiem dobrze. Tak regularnie obwieszczają rzecznicy władz i policji w Rio de Janeiro. Na niedawnej międzynarodowej konwencji turystycznej tamże optymizmem promienieli gubernator stanu, burmistrz i inni lokalni dygnitarze. Media światowe - stwierdzali zgodnie - demonizują zagrożenie bezpieczeństwa w miastach brazylijskich, podczas gdy - jak wykazują statystyki - przestępczość maleje, a patrole policji wyłapują członków gangów na ulicach i plażach Copacabany, Ipanemy, Leblon.
Wyszedłem po zamknięciu konwencji z amerykańskim kolegą na spacer po przepięknej Avenida Atlantica i kwadrans później on nie miał już kamery. Nawet nie bardzo wiadomo, jak zniknęła. Co tam błahe straty - aparat był byle jaki. Przechadzka po mozaikowym chodniku bulwaru warta jest zaś stracenia wszystkich pieniędzy. Przysiedliśmy na krzesełkach przed plażową kafejką. Obok, na piasku, bosonodzy chłopcy kopali piłkę, a dwaj inni blisko nas brzdąkali na strunach gitar. Śliczna dziewczyna w skąpym kostiumie poruszała się w rytmie samby, zerkając w naszą stronę. Ciągnęliśmy kokosowe mleko, gapiliśmy się w wyszczerzone zęby chłopców i dziewczyn, a przecież obaj byliśmy już teraz napięci, czujnie trzymaliśmy się za kieszenie.
Za pobyt w najpiękniejszym mieście świata trzeba zapłacić jakąś cenę. Niekiedy bywa ona wysoka. Gazety, radio i telewizja stale donoszą o zbrodniach i zuchwałych rabunkach na całym obszarze Rio, szczególnie na plażach (86 km!), nadoceanicznych bulwarach i starym mieście. Większość informacyjnych programów telewizyjnych - tu i w Săo Paulo - to bogata kronika kryminalna.
Wszystko odbywa się w atmosferze pełnego luzu i radości, w cieniu góry Corcovado, gdzie rozkłada ramiona (bezradnie?) kamienny Chrystus. Tylko najbardziej opanowani turyści nie poddają się nastrojowi euforii. Reszta pieje z zachwytu - Rio de Janeiro, turystyczny lep na muchy!
Rytmy muzyki dochodzą ze wszystkich stron, z eleganckich barów, ale także od strony faweli na pobliskich wzgórzach. Bo Brazylia to muzyka, nie tylko w dniach osławionego karnawału. Cały kraj jest wielką symfonią, każda część rozległego państwa stanowi inną jej sekwencję. Odrębne fragmenty utworu mówią o dramatycznych problemach - nędzy, zbrodni i dewastacji przyrody. Wypowiadają też miłość, zazdrość, tęsknotę, nie omijają tematu śmierci. Potężną symfonię przenika irracjonalna radość życia! Zabawa trwa w święta i w dni powszednie, w dzień i w nocy. Nikt nie zliczy wszystkich tych karnawałów, zabaw, wieczornych potańcówek na plażach, w gafieiras, dancingach dla ubogich, kręceń tyłkami, samb, frevu, forro. Nie milknie nigdy dudnienie bębnów, łkanie saksofonów, śmiech efektownych, kolorowo ubranych (rozebranych) dziewcząt z Ipanemy w Rio czy Salvadoru w czarnej Bahii. Po głębokim interiorze wędrują do dziś śpiewający trubadurzy...
Mario Vargas Llosa tak pisze o muzyce latynoamerykańskiej: "Zapomnienie się, uniesienie, zagubienie w piosence, aż poczujesz, że już nią jesteś, że muzyka śpiewa ciebie, a nie ty ją (...). W ten sposób wychodzi się z niewoli ciała i wkracza w świat duchów. Śpiewem. Tańcem".
Podczas mojego pobytu w Rio de Janeiro uzupełniono nazwę portu lotniczego Geleao (jednego z największych w państwie) o imię i nazwisko Antonio Carlosa (Toma) Jobima, nieżyjącego kompozytora muzyki popularnej, twórcy sławnej piosenki o dziewczynie z Ipanemy. Przywykliśmy, że w nazwach międzynarodowych lotnisk pojawiają się nazwiska bohaterów narodowych i prezydentów. A teraz jest okazja, by wylądować na betonowym pasie portu poświęconego pamięci człowieka, który nie wygrał żadnej wojny i nie piastował wysokiego stanowiska; on po prostu sławił brazylijską muzykę i urodę dziewcząt tego ogromnego kraju. Może by tak Okęciu nadać imię Mieczysława Fogga lub Marii Koterbskiej...
Mówi się, że piosenka czy kompozycje ludowe odzwierciedlają wiele z rzeczywistości. Czy w muzyce brazylijskiej słychać takie tony? Czy odbijają się w niej echa puszczy amazońskiej, gdzie trwa karczowanie? Czy słychać o dramatycznych przemianach w wielomilionowych fawelach Rio, Săo Paulo i tuzinach innych brazylijskich miast, gdzie parterowe slumsy nabierają trwałości (deski, tektura i blacha zamieniają się w cegły i beton) i wyrastają do kilku pięter. Gwałt i bezprawie panują tam jednak niewzruszenie... Co z refleksją o gęstniejącej zbrodni, o eksterminacji Indian? O losie półniewolniczych poszukiwaczy złota i diamentów w strasznych garimpos, kopalniach w interiorze?
Wyprodukowano niedawno w Brazylii niezwykłą płytę "Echoes and reflections", określaną jako sinfonietta carioca. Wydano ją wraz z albumem na uniwersytecie w Espirito Santo. Utrwalono tysięczne tony, rytmy, melodie, ale można się też dosłuchać dźwięków wiatru i deszczu, śpiewu ptaków, odgłosów dżungli. Jest tam obecne Rio de Janeiro, perła w koronie miast świata. Słuchając "Echoes and reflections", widzi się piękno białych plaż, skały wyrastające wprost z oceanu. Niemal dostrzega się tłumy dziewcząt powoli przesuwających się w tanecznym rebolando!


Gazety, radio i telewizja stale donoszą o zbrodniach i zuchwałych rabunkach
w Rio de Janeiro


Jerzy Milewski, polsko-brazylijski skrzypek, uczeń Eugenii Umińskiej, absolwent Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie, wykonawca utworów Szymanowskiego i Wieniawskiego, świetnie wyczuwa ducha muzyki brazylijskiej. W "Echach i refleksjach" gra dosłownie pierwsze skrzypce (sam instrument pochodzi ze szkoły Stradivariusa i wart jest majątek) i - jak się wydaje - bezbłędnie wychwytuje wszystkie dźwięki, szmery, odgłosy, zgrzyty kraju, który rozciąga się niemal na cały kontynent. Milewski, uważany za najwybitniejszego skrzypka Południowej Ameryki (jego żoną jest Brazylijka Aleida), kocha tych ludzi żyjących między Lagoa dos Patos i Iguazu a Rio Branco, opiewa cuda przyrody i kultury każdego z zakątków wielkiego państwa. - Wspaniali ludzie, przepiękny kraj, ale uważaj, gdy skręcasz za róg najbliższej ulicy - mówi półżartem.
Uważam! Wiem o przedziwnej tolerancji dla przestępców. Na starym mieście w Rio nadal dostatnio żyje bohater "napadu stulecia" z Wielkiej Brytanii. Wiem, że spokojną śmiercią zmarł pod Săo Paulo doktor Mengele, jeden z potworów XX stulecia. Właśnie podano, że szef banku centralnego ukradł miliony dolarów. Do Brazylii płynie nieustannie rzeka narkotyków z Boliwii i Kolumbii. W wielu miejscach łatwo stracić nie tylko portfel, ale i głowę. Jechałem wąskotorówką z Săo Paulo do Mato Grosso. Ostrzegano mnie, że ta ciuchcia, zwana pociągiem przemytników lub ekspresem bandytów, nie zawsze dojeżdża do celu, wykoleja się, a często jest celem napadów zbójów i rabusiów.
To dysonanse w brazylijskiej symfonii. Milewski z zespołem wyczarowuje swoim smyczkiem przepiękne tony muzyki Chico Buarque, Miltona Nascimento, Marcusa Viany, Toma Jobima, Gilsona, Gonzagi. Mistrzowskie wykonanie kompozycji brazylijskich urzeka, ale każe się również nieustannie dosłuchiwać dramatycznych tonów i melodii trudów życia. Niebezpieczna, brudna i brzydka rzeczywistość - często brutalna jak w powieściach Jorge Amado - wychyla się bowiem także tam, gdzie krajobraz domaga się wyłącznie hymnów i zachwytów. Wisi nad głową w postaci milionowych faweli, wylęgarni nędzy i zbrodni. W tym cudownym kraju pożądane jest trzecie oko z tyłu głowy. Brazylia ma najbogatszą w świecie ofertę piękna i atrakcji, ale jest niebezpieczna i szkoda, że kamuflują to przedstawiciele władz i biur podróży. W przewodniku "Lonely Planet" ostrzeżenia dla turystów brzmią: "Możesz nosić przy sobie wyłącznie przedmioty, na których utratę jesteś przygotowany. (...) Pamiętaj o kopiach dokumentów. (...) Ubezpieczenie jest niezbędne". Criminal samba!
Chciałoby się uczciwie dodać: większość dużych miast świata to groźne dżungle. Wiele z nich ma swoje criminal tango czy sambę. Kto zna okolice warszawskiego Dworca Centralnego, wie, że istnieje criminal disco polo...
Nad oceanem w Rio co krok stoją policyjne samochody, jak tygrysy gotowe do skoku. Ale od czasu kilku bitew policji, zwłaszcza rozstrzelania młodzieżowego gangu na progu kościoła Candelaria, gdzie zginęły dzieci, a ostatnio masakry w stanie Para, policjanci traktowani są z wrogą rezerwą. Raz po raz mówi się także o ich skorumpowaniu.
Gdyby tak Avenida Atlantica była brzydsza! Gdyby choć trochę racji miał Claude Lévi-Strauss, który przed laty zrzędził na Rio: "Głowa Cukru, Corcovado, wszystkie te wychwalane miejsca wydają się podróżnikowi wjeżdżającemu do zatoki pieńkami zagubionymi w kątach bezzębnych ust". Gdyby obowiązujący teraz zakaz kąpieli na Ipanemie i Copacabanie z powodu zanieczyszczeń ściekami przedłużono bezterminowo... Wtedy może nie byłoby o czym marzyć, do czego tęsknić, co opiewać w poematach, piosenkach, reportażach. A tak - cidade maravilhosa, zdumiewające, cudowne, straszne miasto!


Więcej możesz przeczytać w 39/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0