Światowa WOJNA czeboli

Światowa WOJNA czeboli

Dodano:   /  Zmieniono: 
Formułowane od niedawna optymistyczne prognozy rozwojowe dla Korei Południowej nie do końca zdołały przekonać sceptyków
Nie brakuje ich w środowiskach lokalnego i międzynarodowego biznesu. Wątpliwości ma również rząd w Seulu. Obawiając się załamania finansów państwa, ma on wkrótce utworzyć fundusz gromadzący prawie 17 mld USD. Ta specjalna rezerwa ma uspokoić ludzi zaniepokojonych kłopotami koncernu Daewoo. Koreański gabinet chce zapewnić pieniądze na zakup papierów wartościowych, w popłochu wyprzedawanych przez inwestorów. Zaczęli się oni ich wyzbywać w lipcu, gdy
gruchnęła sensacyjna wieść o głębokim kryzysie Daewoo.



Na pierwszy ogień poszły obligacje tego czebola. Wkrótce w popłochu zaczęto wyprzedawać walory innych firm. Doradcy prezydenta Kim Dae Junga uważają, że powstanie funduszu zapobiegnie panice mogącej zniweczyć efekty niemal dwuletniej terapii ekonomicznej. Była ona możliwa głównie dzięki kredytom w wysokości 60 mld USD, których udzieliły Korei Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Recepty dołączone do pakietu pomocy nie zawsze budziły entuzjazm wśród pacjentów. Po pewnym czasie Koreańczycy doszli jednak do wniosku, że bez zaciskania pasa i ograniczenia zatrudnienia nie wyjdą z recesji. Liczba bezrobotnych ciągle sięga 6 proc. wszystkich zdolnych do pracy. Tragiczne trzęsienie ziemi na Tajwanie i permanentne umacnianie się japońskiego jena są korzystne dla gospodarki Korei Południowej, przeżywającej załamanie od grudnia 1997 r. Gdy na giełdę w Seulu dotarły wieści o tajwańskim kataklizmie, natychmiast w górę poszły notowania koreańskich firm elektronicznych. Powód? Zniszczone wstrząsami sejsmicznymi liczące się na świecie zakłady elektroniczne zostaną na dłuższy czas wyeliminowane z gry. To zaś oznacza większe zyski dla innych potentatów w tej dziedzinie, głównie zaś dla Koreańczyków. LG, Hyundai i Daewoo mogą się spodziewać większych profitów, bo wypadnięcie wyspiarskich rywali z wyścigu o zagranicznych odbiorców doprowadzi również do wywindowania cen. Zakłady z południa Półwyspu Koreańskiego mają bowiem duże, nie zagospodarowane moce wytwórcze w branży elektronicznej. Jest pewne, że korzystając z koniunktury, do maksimum rozkręcą produkcję (m.in. cieszących się dobrą marką półprzewodników i monitorów). Po jakimś czasie zalanie światowych rynków tymi produktami powinno znowu doprowadzić do ustabilizowania się cen. Koreańczycy liczą na to, że nowi klienci długo pozostaną odbiorcami ich towarów. Zapowiada to miliardy dolarów dochodów z eksportu - dziś i w przyszłości. Zanosi się na to, że spłacająca olbrzymie długi Korea Południowa na dłużej rozstanie się z widmem bankructwa. Zmora plajty dziesiątego mocarstwa gospodarczego globu do dziś spędza sen z powiek rządom i władzom Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Następną okolicznością sprzyjającą poprawie sytuacji ekonomicznej w Korei jest stały wzrost wartości waluty Japonii, głównego konkurenta gospodarczego Seulu, nie tylko w Azji Wschodniej. Wiele wskazuje na to, że już niedługo dolar może kosztować ok. 100 jenów, tymczasem jeszcze pół roku temu trzeba było za niego płacić 130. Drożenie pieniądza nie pomoże japońskim eksporterom. Za to waloryzację jena postarają się zdyskontować Koreańczycy - dysponujący podobną jakościowo ofertą - odbierając konkurentom importerów. Przewidywane koreańskie sukcesy z pewnością podsycą zadawnione animozje między tymi dwoma ambitnymi narodami. Od wieków utrzymuje się między nimi stan niechęci, niekiedy tylko przeplatanej przejawami sympatii. Kluczem do trwałego ożywienia koniunktury w Korei jest jednak powodzenie Daewoo. Przedstawiciele grupy zadziwiającej do niedawna świat skalą globalnej ekspansji wierzą w to, że prezes Kim Woo Choong dokona kolejnego cudu. Swą wiarę opierają też na roli, jaką macierzysty konglomerat odgrywa w krajowej gospodarce, wytwarzając 11 proc. produkcji przemysłowej. W najbliższym czasie w o wiele większym stopniu powinny także owocować wielomiliardowe zagraniczne inwestycje, poczynione w latach 1993-1996. Może w tym dopomóc stopniowa normalizacja sytuacji w pozostałych krajach azjatyckich, które przed dwoma laty powalił kryzys. Daewoo ulokowało w nich potężne nakłady finansowe, które powinny się teraz zacząć szybciej zwracać. Powodem do optymizmu jest też wzrost popytu wewnętrznego, wynikający z ogólnego ożywienia gospodarczego w Korei. Dzięki ponownie rozbudzonym apetytom konsumentów linie produkujące matizy pracują całą dobę. Na dwie zmiany przychodzą załogi obsługujące taśmy, z których zjeżdżają inne popularne auta - lanosy i nubiry. Kolejki ustawiają się również po luksusową leganzę. Nie brakuje chętnych na musso i korando - pojazdy Ssangyonga, przejętego w ubiegłym roku przez Daewoo. Firma była wtedy na skraju upadłości. Fabryki Ssangyonga wykorzystują dziś ponad 90 proc. swych mocy produkcyjnych (w 1998 r. - tylko 45 proc.). Należąca do Daewoo stocznia w Okpo jest drugim pod względem wielkości obiektem tego typu na świecie. Ma pełny portfel zamówień. Wchodzi w skład grupy Daewoo Heavy Industries, zajmującej się również produkcją zbrojeniową. Oddanie DHI w obce ręce nie jest zatem brane pod uwagę. Daewoo Securities dzierży w Korei prym w dziedzinie papierów wartościowych, a Daewoo Corporation jest handlową spółką numer 1. Te odnogi koncernu wychodzą na prostą i już niedługo mają się samofinansować. Takie są oceny zagranicznych analityków. Pozostaje jednak zadłużenie sięgające 50 mld USD. Wierzyciele natarczywie domagają się jego spłaty. Grożą, że będą składać w sądach wnioski o upadłość. Adresatem żądań jest nie tylko Daewoo. Duże, wymagające renegocjacji zadłużenie ciąży na innych znanych konglomeratach - Hyundai, Samsung i Lucky Goldstar (LG). Na dodatek nie przejawiają one zapału do gruntownej restrukturyzacji, choć od dawna perswadują im to władze. Rozpieszczeni latami opieki ze strony państwa prezesi ociągają się z przebudową gigantycznych korporacji. Uszczuplenie majątku to przyznanie się do błędów i nadwątlenie prestiżu. To zaś prowadzi do utraty twarzy, a reputacja jest ważnym elementem etyki konfucjańskiego społeczeństwa koreańskiego. Rywalizacja czeboli o względy rządu, wierzycieli, a także o wpływy i zachowanie dobrego imienia toczy się nie tylko w kraju. Areną takich zmagań jest również zagranica. Walka gigantów przeniosła się ostatnio na teren Polski. Dzięki Daewoo nasz kraj postrzegany jest przez biznes koreański jako odskocznia do ekonomicznej ekspansji w Europie. Sprawcą zamieszania był Hyundai, najpotężniejsza firma w Korei Południowej. Jego reprezentant stwierdził na łamach jednej z największych polskich gazet, że koncern przymierza się do zakupu zakładów motoryzacyjnych Daewoo w Polsce. Ta sensacyjna wypowiedę wywołała protest i wzburzenie konkurencji. Szef Daewoo Corporation Poland Byeong Eal Jeon uznał ją za absurdalną, nie mającą jakichkolwiek realistycznych przesłanek. Twierdzi on, że rozpuszczając takie nieodpowiedzialne pogłoski nad Wisłą, Hyundai usiłuje odwrócić uwagę od własnych problemów. Jego zagraniczni wierzyciele nie kryją bowiem, że chcieliby odzyskać swoje niemałe pieniądze. Hyundai jest dziś na ustach wszystkich Koreańczyków. Dzieje się tak nie tylko z powodu tarapatów finansowych tego koncernu. Szefostwo firmy zostało ostatnio oskarżone o kolosalne manipulacje giełdowe. Sprawą zajęła się prokuratura. Byeong Eal Jeon twierdzi, że chcąc przekazać swe szokujące informacje, nie zidentyfikowany przedstawiciel Hyundaia z własnej inicjatywy zadzwonił do redakcji polskiej gazety. Poprosił o połączenie z kompetentną osobą. Póęniej, podczas bezpośredniej rozmowy, próbował prezentować odmienną wersję wydarzeń. Wmawiał jej uczestnikom, że to dziennikarz poszukiwał z nim kontaktu. Gdy prawda wyszła na jaw, sprawca zamętu zaczerwienił się i niczemu nie zaprzeczał. W opinii bossa Daewoo Corporation Poland, posunięcie Hyundaia zmierzało zarówno do zamaskowania własnych niepowodzeń, jak i podkopania pozycji Daewoo w Polsce. - Było nikczemną zagrywką, mającą wykazać, że jesteśmy w beznadziejnej sytuacji i że tylko oni mogą nas uratować. Tymczasem sukcesów w Polsce może nam pozazdrościć nie tylko Hyundai. Ujawnione, paskudne praktyki biznesowe są na poziomie przedszkola, nie przystoją dorosłym ludziom oraz firmom mieniącym się renomowanymi. Jesteśmy zdegustowani takim postępowaniem. Rozważymy, co dalej z tym począć - dodał poruszony Jeon. Poczynania koreańskiej firmy w Polsce wywołały także zaskoczenie w zuryskiej siedzibie General Motors Europe. GM nie przerwał bowiem pertraktacji na temat przyszłej współpracy z Daewoo. Nieoficjalnie wiadomo, że może mieć ona bardzo wszechstronny charakter. Wynika to m.in. z dużego zaufania, jakimi darzą się partnerzy, kiedyś już związani ścisłym węzłem wspólnych, udanych interesów. 


Więcej możesz przeczytać w 40/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0