Cena nostalgii

Cena nostalgii

Dodano:   /  Zmieniono: 
Niespotykany dotychczas wysyp serii płytowych z muzyką pop lat 60. i 70. stał się wyjątkowym wydarzeniem wynikającym zarówno z rodzimej wersji prawa autorskiego, jak i sentymentów końca wieku
Obowiązujące dziś w Polsce prawo chroni własność intelektualną tylko do 25 lat wstecz, podczas gdy na Zachodzie okres ten jest dwukrotnie dłuższy. Pozwala to rodzimym wydawcom produkować płyty z repertuarem opublikowanym przed połową lat 70. bez pytania o zgodę i wypłacania tantiem artystom. Od roku 2000 nasze prawo będzie się musiało pod tym względem dostosować do ustawodawstwa zachodnioeuropejskiego. Koniec tego roku stwarza więc ostatnią szansę zarobienia na muzycznych sentymentach. Jednym z chlubnych wyjątków edytorskich na tle wielu publikacji płytowych, które wykorzystują specyfikę polskich uwarunkowań prawnych, jest ,,Złota kolekcja", wydana przez Pomaton EMI. Wytwórnia postanowiła całkowicie respektować prawa twórców, ale też przygotowała płyty profesjonalnie, jeśli chodzi o jakość dźwiękową prezentowanego materiału muzycznego.
Kosze polskich supermarketów wypełnione są tymczasem płytami-składankami. Ich wydawcy poszli po linii najmniejszego oporu, tworząc zestawy największych przebojów, przegrywając piosenki wprost z płyt analogowych z wyraźnie słyszanymi trzaskami i szumami. Cena krążka nie przekracza 10 zł, jest więc on nieznacznie droższy od czystego CD. Edycja i tak się opłaci, ponieważ fani chętnie kupią za grosze takie zestawy nagrań. Wybór ballad zespołu Pink Floyd czy najlepsze przeboje Beatlesów bądź Boba Dylana można nabyć za śmiesznie niską cenę. Spora część tego nakładu płytowego sprzedawana jest za granicę poprzez transfery indywidualne. Zachodni turyści wychodzą z naszych sklepów, niosąc torby i plecaki pełne płyt, na które we własnym kraju nie byłoby ich stać. Wydawcy takich serii płytowych korzystają także z tego, że nie muszą inwestować w reklamę, ponieważ słuchacze doskonale znają wykonawców i ich repertuar. W dodatku zagorzali wielbiciele tej muzyki wchodzą właśnie w ten etap dorabiania się, kiedy kupno aparatury muzycznej wysokiej klasy nie jest już tak znacznym obciążeniem budżetu. - Pop się starzeje, dlatego nie wracam do utworów z tamtych lat. To swoista podróż sentymentalna dla ludzi, których młodość przypadała na lata 70. - twierdzi Maryla Rodowicz. Według Łucji Prus, artyście, który potrafił w okresie swojej największej popularności zgromadzić wokół siebie grono wiernych fanów, towarzyszą mu oni przez wiele lat. Dodaje również, że ,,Złota kolekcja" to bardzo dobry pomysł. - Ukazanie się mojej płyty w tejże kolekcji nie zrobiło na mnie specjalnego wrażenia, gdyż wcześniej pojawiły się dwa podobne albumy z wyborem moich piosenek. Ponadto nie czuję potrzeby bycia dopieszczaną, z usposobienia czuję się bowiem antyromantyczką - mówi Urszula Sipińska. - Moja muzyka cieszy się ciągle tak dużym zainteresowaniem, że zamierzam wydać niebawem osobną płytę z moim dawnym repertuarem - zapowiada Krzysztof Krawczyk. - Proszę pamiętać, że piosenki ze ,,Złotej kolekcji" nie są wylansowanymi przebojami jednego sezonu. W czasach, kiedy je nagrywaliśmy, również trzeba było mieć sporą siłę przebicia, by się utrzymać na rynku - mówi Zbigniew Wodecki. Płyty ze starymi przebojami dostarczają też wiele satysfakcji artystom mającym za sobą dni swojej największej sławy. - Teraz twórca postrzegany jest jako kumpel, którego swobodnie można poklepać po ramieniu - ubolewa Irena Santor.


Albumy składankowe z muzyką lat 60. i 70. biją dziś rekordy popularności

Pomysł reedycji starych przebojów przychylnie, ale z dystansem przyjęli muzycy młodszych generacji. - Te kompozycje miały znacznie większą moc oddziaływania w swoich czasach niż współczesne piosenki - twierdzi Grzegorz Markowski z Perfectu. - Życie było wtedy po prostu znacznie skromniejsze, wiele dóbr było niedostępnych, uciekano więc chętnie w muzykę - dodaje. - ,,Złota kolekcja" to bardzo dobry pomysł, ponieważ ówcześni artyści są teraz wyparci z komercyjnych stacji radiowych, a przecież miło od czasu do czasu wrócić do muzyki, na której się wychowało - mówi Edyta Bartosiewicz. Zygmunt Staszczyk tak wysoko ceni Krzysztofa Krawczyka, że planuje w duecie z nim nagrać piosenkę. - Cieszę się, że będę mógł znowu posłuchać piosenek Grażyny Łobaszewskiej, Ewy Bem, Andrzeja Zauchy, bo oni ,,otworzyli mi oczy" - twierdzi Mieczysław Szcześniak.
Krytycy muzyczni podkreślają, że dawne przeboje ciągle doskonale radzą sobie na rynku, na którym brakuje chwytliwych melodii. Monika Markowska z Programu III PR twierdzi nawet, iż stare piosenki są dziś chętniej słuchane niż w czasach PRL. - Moc danego utworu zależy od tego, jak bardzo jego wykonawca potrafił swoją osobowością artystyczną wbić się w powszechną pamięć - twierdzi Marek Niedźwiecki. Jego zdaniem, niektóre dawne hity są tak świetnie napisane, że mogą się okazać interesujące także dla nowych pokoleń.
Takie zestawy, jak ,,Złota kolekcja", pokazują ponadto, że w polskiej muzyce rozrywkowej pojawiło się wiele zjawisk oryginalnych i wartych zapamiętania. Wolnej Grupie Bukowinie udawało się lansować utwory z pogranicza repertuaru rajdowego i poetyckiego. Krzysztof Krawczyk stał się dostawcą miłej muzyki dla osób w wieku średnim, podobnie jak Irena Jarocka (wokalistka wyśpiewała wiele melodii idealnych do nucenia i pamiętanych przez słuchaczy lata). Z kolei Ewa Bem z sukcesem uprzystępniała w piosence rytmy swingowe, których sporo było wcześniej w kompozycjach formacji Bemibek. Ten zestaw - a można go przecież znacznie rozbudować - przekonuje o nieprzemijającej atrakcyjności tej muzyki.
Płyty z serii ,,The Best of..." przypominają także artystów od wielu lat występujących już w innych rolach. Na przykład Irena Santor od 1994 r. jest przewodniczącą Stowarzyszenia Polskich Artystów Wykonawców Muzyki Rozrywkowej, czemu poświęca się bardziej niż muzykowaniu. Urszula Sipińska pod koniec lat 80. wycofała się z estrady i powróciła do wyuczonego zawodu. Prowadzone przez nią Studio Projektów U.S. Style przygotowało między innymi projekt wnętrz Europejskiego Uniwersytetu Viadrina i filii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Słubicach. Krzysztof Krawczyk wciąż koncertuje, ale też sponsoruje różnorodne akcje charytatywne i wspomaga bezrobotnych artystów. ,,Napędzam koniunkturę" - jak sam mówi. Wokalista planuje wybudować stałą estradę koncertową, która mogłaby się stać miejscem pracy dla bezrobotnych twórców.

Więcej możesz przeczytać w 41/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0