Przestrogi dobosza

Przestrogi dobosza

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nagroda Nobla dla Güntera Grassa
Decyzję Akademii Szwedzkiej przyjął jak wiele innych wiadomości południowego dziennika. ,,Cieszę się" - rzekł krótko do reporterów zebranych przed jego domem w Behlendorf, po czym ubrany jak zwykle w tweedową kurtkę i sztruksowe spodnie, z nieodłączną fajką w dłoni, usiadł obok żony w niebieskim volvo i pojechał do dentysty w Hamburgu. Günter Grass, autor ,,Blaszanego bębenka", wydanego w 4 mln egzemplarzy i przetłumaczonego na 27 języków, z chińskim włącznie, czekał na tę decyzję cztery dziesięciolecia. Wyróżnienie jego talentu literacką Nagrodą Nobla nie budzi żadnych wątpliwości, choć on sam jest w Niemczech jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci, bynajmniej nie tylko na polu literackim.
,,Kto pozwolił mu uwierzyć, że jest narodowym piewcą i następcą Thomasa Manna? Grass urodził martwe monstrum" - grzmiał dziennik ,,Frankfurter Allgemeine". ,,Wysłać tego kalającego własne gniazdo czerwonego dobosza na Kubę albo do Chin" - wyklinała ,,Bild- zeitung", a Marcel Reich-Ranicki, ,,car niemieckiej krytyki", na okładce ,,Spiegla" z furią darł książkę Grassa na strzępy. Nie po raz pierwszy. Tych samych razów co ,,Rozległemu polu" Reich-Ranicki nie szczędził też ,,Blaszanemu bębenkowi". Gdyby dzisiejszy noblista przejął się tymi radami, werdykt Akademii Szwedzkiej mógłby brzmieć: ,,Günterowi Grassowi, niemieckiemu pisarzowi na emigracji...". Günter Grass, 71-letni syn Polki i Niemca, urodzony na Kaszubach, nigdy nie pisał ,,pod czytelnika". Gdy w ,,Blaszanym bębenku" (1959 r.), posługując się postacią karła Oskara Matzeratha, podjął rozrachunek z niemiecką, wtedy jeszcze świeżą, przeszłością, burzył mit o rdzennej niemieckości swych rodzinnych stron, czym ściągnął na siebie zarzuty o brak ducha narodowego. W Polsce znów ,,Blaszany bębenek" uchodził za powieść podważającą ,,prawdy" o polskości tych ziem i dostępny był tylko w pozacenzorskim obiegu. Dziś Grass jest doktorem honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego i honorowym obywatelem tego miasta. Nie inaczej było w wypadku ,,Rozległego pola" (1995 r.); w książce tej Grass wydobył na światło dzienne to, czego nikt nie chciał dostrzec w ówczesnej euforii: zamiast tonów triumfalnych dał czytelnikowi epopeję o rozdarciu i historycznych doświadczeniach, bynajmniej nie kończącą się optymistyczną nutą.
Jeszcze przed wydaniem tej książki, pełnej alegorii i ucieleśnień wielu znanych postaci, Marcel Reich-Ranicki po odczytaniu jej fragmentów w Centrum Gminy Żydowskiej we Frankfurcie bił brawo na stojąco. Gdy po ukazaniu się dzieła okazało się, że obnaża ono bolesną prawdę o narodowym rozdarciu, Grass zapłacił za tę śmiałą prowokację chłostą ze strony niemieckiej krytyki. Czy jednak nie miał racji? Jest w ,,Rozległym polu" wymowna scena: córka Wuttkego wychodzi za mąż za Niemca z drugiej strony Łaby. Podczas wesela podpite towarzystwo intonuje piosenki z czasów pionierskiej młodości w FDJ. Wessis protestują. Obecny na weselu ksiądz rozporządza: żadnych śpiewów. Zalega milczenie obcych sobie ludzi... Jeśli posłużyć się wynikami badań Instytutu Forsa sprzed tygodnia, czyli dziesięć lat po zjednoczeniu, co ósmy Niemiec chce przywrócenia muru, tylko co dziesiąty uważa, że Ossis i Wessis są jednym narodem, a 57 proc. ocenia, że ich integracja wymaga jeszcze co najmniej dziesięciu lat... Umiejętności obserwacji, wyciągania wniosków, ich literackiego przekładu i odwagi cywilnej nie zabrakło Grassowi ani gdy pisał o czołgach na Potsdamer Platz podczas powstania z 17 czerwca 1953 r., ani gdy towarzyszył kanclerzowi Brandtowi w jego pamiętnej wizycie w Polsce, ani gdy wystąpił z Berlińskiej Akademii Sztuk w proteście przeciw odmowie udostępnienia pomieszczeń na imprezę solidarnościową z Salmanem Rushdiem. Nie brak mu też tych cech dzisiaj, gdy piętnuje ,,manchesterski kapitalizm" i ,,mentalność zachodnich rabusiów" na terenie byłej NRD. Już po komunikacie o przyznaniu literackiej Nagrody Nobla Günterowi Grassowi, autorowi szesnastu powieści, nowel, sztuk teatralnych i własnoręcznie ilustrowanych zbiorów poezji, szef niemieckiego Pen Clubu Christoph Hein powiedział: ,,Kraj może być z niego dumny".


Więcej możesz przeczytać w 41/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0