Wieś z przyszłością

Wieś z przyszłością

Dodano:   /  Zmieniono: 
Z faktami nie można dyskutować
W drugiej połowie lat 90. środki kierowane na skup interwencyjny wzrastają w rekordowym tempie. Paradoks polega na tym, że w jeszcze większym stopniu rośnie niezadowolenie rolników i żądania objęcia ochroną kolejnych produktów.
Prawda jest jednak inna: problemów rolnictwa nie da się rozwiązać przez regulacje rynków, windowanie cen, zamykanie granic. I chociaż hasło: "Zacznijmy od uporządkowania rynku" jest nośne, gospodarka rynkowa nie uszczęśliwi 2 mln gospodarstw, jeśli uporządkowanie rynku ma się ograniczyć do skupu interwencyjnego, bez wprowadzenia mechanizmów uczestnictwa na rynku. Na razie każda decyzja dotycząca interwencyjnego skupu dotyka w konsekwencji samych rolników. Tym boleśniej, im bardziej błędne są decyzje, których podjęcia domagają się oni od państwa.
Zmienia się Polska i jej gospodarka oraz społeczeństwo. Nie zmienia się jedno: od początku transformacji (co wykazały już w 1992 r. badania CBOS) rolnicy oczekują decydującego udziału państwa w regulowaniu cen produktów rolnych (czytaj: żądają cen wyższych niż rynkowe), zapewnieni im oczekiwanych dochodów, preferencji rynkowych (zakaz importu, wysokie cła, preferencyjne kredyty na skup). Niestety, winę za utrwalanie takich poglądów ponoszą politycy, kolejne rządy, parlament. Świadomość, że o rozwoju wsi decyduje nie tylko polityka rolna, ale także przemysłowa, oświatowa, handlowa, transportowa, zatrudnienia itp., rośnie wolno. Nie może zdobyć uznania przekonanie, że na politykę rolną składa się polityka ochrony i pielęgnacji środowiska, strukturalna, socjalna i inne szczegółowe, a wreszcie polityka rynkowa, która - obok cenowej - usprawnia struktury podaży.
Niezadowolenie rolników przekracza obecnie społecznie dopuszczalne granice. Nieskuteczność uruchomionej za pieniądze podatników interwencji jest niedopuszczalna. Mnożą się oficjalne dokumenty, strategie, pakty i porozumienia, które są zręcznym lawirowaniem pomiędzy słusznymi, uzasadnionymi i koniecznymi do przeprowadzenia posunięciami a przemożną wolą dawania z publicznej kasy po równo wszystkim, byle tylko nie wzbogacili się najwięksi, ci, co i tak już mają. Ţadne ekonomiczne powody nie usprawiedliwiają obrony takiego poglądu. Taka jest polityka i praktyka obrony filozofii "trwania na ojcowiźnie".
Walka z nią wymaga partnerskiego podejścia: rozłożenia odpowiedzialności między dwie strony - państwo, które powołane jest do uruchamiania instrumentów interwencji, i rolników, podejmujących decyzje stosownie do szans, jakie stwarza im rynek i sama interwencja. To właśnie wola i wybory rolników, a nie "pakty dla wsi", zdecydują, czy wieś i rolnictwo staną się w najbliższym dziesięcioleciu częścią nowoczesnej gospodarki, handlowym partnerem dla Wschodu i Zachodu, czy też na własne życzenie trwać będą w zaklętym kręgu ubóstwa.
Na czym polega koncepcja zharmonizowanej polityki, która uruchamia mechanizm (z naciskiem na słowo "mechanizm") przemian na wsi i w rolnictwie? Opiera się ona na dwóch filarach, dzielących między siebie odpowiedzialność - państwie, odpowiedzialnym za politykę rolną, i rolnikach. Rolnicy bowiem, znając ofertę interwencyjną państwa i warunki skorzystania z niej, sami musieliby zdecydować, jakie chcą mieć gospodarstwa. Z tego wynikną określone konsekwencje.
W polityce rolnej trzeba stworzyć formalnie kategorię i kryteria gospodarstw rolnych rozwojowych, włączonych w system stosunków finansowych, korzystających z pomocy państwa (na przykład preferencyjne kredyty, ulgi w cenach paliwa rolniczego, interwencyjne ceny skupu, odliczanie VAT, ale pod rygorem zawierania umów o zbycie produktów rolnych, członkostwa w grupie producenckiej, bezwzględnego przestrzegania norm jakościowych, prowadzenia rachunkowości rolnej, płacenia podatków, także dochodowego, obowiązkowych ubezpieczeń społecznych i majątkowych itp.). W tym wypadku przywilej korzystania z pomocy państwa związany byłby więc z ryzykiem spełnienia wymogów zawężających listę uprawnionych, ale gwarantujących podniesienie konkurencyjności gospodarstw dobrych i najlepszych.
Z sytuacji polskiego rolnictwa wynika, że są gospodarstwa, które odpowiadałyby takim kryteriom, i takie, które by im nie sprostały. Coraz silniejsza staje się zatem potrzeba "wyciągania" ludzi z rolnictwa. Drugą grupę w krajobrazie wsi polskiej - dość znaczną i rosnącą - stanowiłyby tzw. gospodarstwa zarobkujące, o mieszanych dochodach. Pomoc państwa polegałaby na udzielaniu różnych form wsparcia, umożliwiającego tworzenie i wyposażanie miejsc pracy poza rolnictwem (kredyty, pożyczki preferencyjne, doradztwo), przekwalifikowanie się, przyuczenie do zawodu pozarolniczego, podnoszenie kwalifikacji lub znajdowanie alternatywnych źródeł zarobkowania. Trzecią, najliczniejszą grupą byłyby gospodarstwa socjalne, produkujące na własne potrzeby. Ponieważ nie rozwijają one żadnej produkcji komercyjnej (ze względu na jej skalę, brak standardów jakościowych, brak umów o zbycie surowca), nie byłyby uprawnione do korzystania z preferencyjnej pomocy państwa. Jeśli ich właściciele nie byliby w stanie korzystać z pomocy na tworzenie nowych miejsc pracy i alternatywnych źródeł zarobkowania, otrzymywaliby pomoc socjalną.


Problemów polskiego rolnictwa nie da się rozwiązać przez regulacje rynków, windowanie cen oraz zamykanie granic

Dla rolników, których gospodarstwa nie spełniają kryteriów gospodarstwa rozwojowego, przewiduje się uruchomienie programów związanych z wyłączaniem ziemi z rolniczego użytkowania (zalesianie, zakładanie parków, skansenów itp.) lub zachęt do sprzedaży ziemi (lepszej jakości) sąsiadom.
Te trzy grupy podmiotów i pakiety interwencyjnej pomocy dla każdej z nich byłyby ofertą państwa odpowiedzialnego za modernizację wsi i rolnictwa. Rolnicy musieliby zdecydować, w której grupie ma się znaleźć ich gospodarstwo. Wybór oznaczałby możliwość korzystania tylko z jednego programu pomocy. Ale w tym celu rolnicy musieliby wiedzieć, jakie są uprawnienia (nie przywileje!) i obowiązki gospodarstw rozwojowych, jakie są formy preferencyjnego wspierania osób odchodzących z rolnictwa, kto i na jakich warunkach ma prawo do korzystania z pomocy socjalnej, jakie są warunki i korzyści związane z wcześniejszym przechodzeniem rolników na emeryturę, przekazywaniem gospodarstw następcom, zmniejszaniem powierzchni gospodarstw przeznaczonej na cele rolnicze itp.
Sami rolnicy poprzez decyzje dotyczące ich gospodarstw zaakceptują warunki, jakie muszą spełnić, aby skorzystać z odpowiedniego pakietu instrumentów. W ten sposób odpowiedzialność zostałaby podzielona: na państwie spoczywałby obowiązek określenia kryteriów korzystania z pomocy na warunkach wzajemnie się wykluczających: kto decyduje się na gospodarstwo rozwojowe i korzystanie z pomocy państwa, ten nie może korzystać z pomocy socjalnej finansowanej z publicznej kasy. Na rolnikach z kolei spoczywałaby odpowiedzialność wynikająca z wyboru wariantu gospodarowania i rygorystycznego przestrzegania warunków określonego pakietu.
Koncepcja zakłada synchronizację instrumentów ekonomicznych z socjalnymi, ścisłe kryteria wyboru każdego z nich, reformę wielu instytucji (w tym KRUS) oraz objęcie spójnymi instrumentami restrukturyzacji otoczenia rolnictwa, jego prywatyzacji, partnerstwa na rzecz usprawnienia funkcjonowania rynku rolnego, traktowania doradztwa rolniczego jako instrumentu interwencji państwa, aktywizacji zawodowych organizacji rolniczych. Szczególne znaczenie musi przypaść infrastrukturze, edukacji i kształceniu dorosłych, aby mogli podjąć pracę na lokalnych rynkach. Rolnicy kierujący gospodarstwami powinni mieć certyfikat i obowiązek podnoszenia kwalifikacji w zakresie zarządzania gospodarstwem rolnym. Młodzi rolnicy - poniżej 40 lat - mieliby obowiązek uczestniczenia w szkoleniach przyuczających do różnych zawodów, poszerzających szanse zatrudnienia. Takie są wymogi nowoczesnego gospodarowania i zasady korzystania z pomocy publicznej.
Prezentowana koncepcja proponuje mechanizm, który dzięki uruchomieniu zróżnicowanej pomocy państwa, adresowanej do ściśle określonych odbiorców, wymusza przemiany strukturalne aprobowane przez rolników. To oni, znając warunki polityki interwencyjnej określone przez państwo, dobrowolnie decydują się, z jakiego pakietu chcą korzystać. Takie rozwiązanie uruchamia aktywność społeczną, pobudza system instytucji samorządowych, ale przede wszystkim eliminuje ze sprzedaży słaby jakościowo, nie chciany produkt psujący rynek i to, co dziś określa się mianem nadwyżek, a co w istocie jest wytworem rąk tych, którzy nie mają z czego żyć. Gospodarstwom oferującym produkt dobrej jakości stwarza zaś szansę jego zbytu po adekwatnych cenach, poprawia konkurencyjność polskiego rolnictwa, nie powoduje przejadania publicznych pieniędzy za cenę świętego spokoju, a właściwie - niepokoju.
Rynek w łańcuchu produkcji żywności kończy dzieło. Praca rolnika, ziemia, środki produkcji są angażowane, aby wytworzyć surowce rolnicze: tylko tyle i tylko takie, jakie kupi klient. Nie jest to więc strategia odpowiadająca na pytanie, po ile kupić, ale jak wyprodukować najlepsze surowce i tylko tyle, ile potrzeba.
Obecny sposób finansowania wsi i rolnictwa wskazuje, że znaczne środki są już kierowane do tego sektora. Problem polega na zmianie celów i zasad finansowania, zwiększeniu skuteczności wydatkowanych środków przez harmonizację programów i warunków korzystania z pakietów interwencyjnych, a także synchronizację rozwiązań prawnych (w tym decyzji administracyjnych) z ekonomicznymi i socjalnymi.

Więcej możesz przeczytać w 42/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0