Sieć pomocy

Sieć pomocy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Głównym bohaterem koncertu charytatywnego NetAid był Internet
NetAid to nowy typ społecznego działania - połączenie najnowszej technologii, talentów artystycznych i doświadczenia ekspertów" - twierdzi Don Listwin, jeden z szefów Cisco Systems Inc., współorganizatora największego w historii koncertu rockowego NetAid, który 9 października tego roku odbył się w Londynie, Nowym Jorku i Genewie. Dzięki Internetowi w przedsięwzięciu na rzecz uchodźców z Kosowa i głodujących w Afryce udział wzięło ponad miliard słuchaczy.
Kampania charytatywna wystartowała 8 września tego roku, kiedy Bill Clinton, Nelson Mandela i Tony Blair w swoich komputerach przecięli wirtualną wstęgę, inaugurując imprezę o zasięgu światowym. NetAid to nie tylko retransmitowany przez telewizje całego świata dziesięciogodzinny show dla publiczności spragnionej zabawy (zgromadzonej na londyńskim stadionie Wembley, nowojorskim stadionie Giants i w Palais de Nations w Genewie), ale także ogromne przedsięwzięcie, które zakończy się dopiero za dziesięć lat. Live Aid, poprzednik tegorocznej imprezy, dowiódł potęgi telewizji, natomiast koncertowi Net- Aid wyjątkową rangę nadało pierwsze na taką skalę wykorzystanie Internetu. Za pośrednictwem sieci sprzedawano na przykład bilety, które mimo stosunkowo wysokiej ceny (40-50 funtów) rozeszły się w Anglii błyskawicznie. W dniu koncertu strony NetAid (www.net- aid.org) były najczęściej odwiedzanym adresem w sieci. Nic dziwnego, gdyż można tam było śledzić wydarzenia rozgrywające się na scenie, zajrzeć za kulisy i posłuchać rozmów z gwiazdami. Pakiet informacyjny zawierał też teledyski, ciekawostki i plotki o wykonawcach. Internauci mogli również drogą elektroniczną przekazywać datki - z prędkością tysiąca operacji na sekundę. Półtora tysiąca serwerów w różnych miejscach świata zostało przygotowanych do tego, by zareagować na 60 mln wywołań na godzinę. Każdy, kto zalogował się na stronę NetAid, przekazywał tym samym dolara na cele kampanii. Wstępne szacunki dotyczące zebranej w ten sposób sumy mówią o 50 mln dolarów.
Do szczodrobliwości podczas konferencji transmitowanej w Internecie nakłaniał George Michael, jeden z inspiratorów akcji. "Roczny dochód na osobę w krajach Trzeciego Świata wynosi 300 dolarów" - przypominał piosenkarz - podczas gdy Europejczycy tylko na słodycze i lody wydają co roku 12 mld dolarów. Na podobnym poziomie jak najbiedniejsi mieszkańcy Afryki żyją często uchodźcy, których liczba wzrosła niedawno do 22 mln. Poprzez Internet zasygnalizowano inne paradoksy. Przeszło miliard ludzi utrzymuje się za mniej niż dolara dziennie. Edukację dzieci z krajów najbiedniejszych ułatwiłyby 3 mld dolarów. Dla porównania - mieszkańcy Europy i Stanów Zjednoczonych rocznie wydają sześć razy więcej na utrzymanie zwierząt domowych. Koszt wyprodukowania, wyposażenia i eksploatacji jednego bombowca biorącego udział w nalotach na Belgrad to 20 proc. zadłużenia krajów Trzeciego Świata u potentatów gospodarczych. Niektóre gwiazdy opowiadały w Internecie o swoich działaniach na rzecz społeczności i środowiska naturalnego. Na przykład Sting od dawna prowadzi kampanię o zachowanie lasów tropikalnych i "wyśpiewał" już na ten cel ponad 2 mln dolarów. "Zadaniem NetAid jest zmobilizowanie do ofiarności tych, którzy wcześniej nie byli zaangażowani w walkę z biedą" - zapewniał Mark Malloch Brown, przedstawiciel ONZ-owskiej organizacji Development Programme.
Październikowe koncerty od połowy września reklamowano w prasie brytyjskiej jako "dzień wielkich artystów oddanych wielkiej idei". Zagrały oczywiście megagwiazdy, a obok nich niemal debiutanci, jak dwudziestokilkuletni Robbie Williams. Obecni też byli stali uczestnicy imprez charytatywnych: David Bowie czy Jimmy Page, gitarzysta Led Zeppelin. NetAid było wydarzeniem przełomowym pod względem technologicznym i organizacyjnym, ale wyrasta z dość długiej tradycji charytatywnych koncertów rockowych. Artystycznymi szefami imprezy zostali m.in. Don Mischer, Ken Kragen i David Goldberg, którzy doświadczenie zdobywali podczas pamiętnego Live Aid w 1985 r., będącego kulminacją całego cyklu koncertów.
W 1971 r. z inicjatywy George?a Harrisona w Nowym Jorku zebrali się wykonawcy zdecydowani wspomóc dotknięty klęską powodzi Bangladesz. Stawił się mistrz gry na sitarze Ravi Shankar, Eric Clapton, który właśnie rozpoczął karierę solową, a także Bob Dylan i perkusista The Beatles Ringo Starr. Do występów przygotowywał się również John Lennon, usiłujący przeszczepiać w lata 70. ideę peace & love. Harrison nie dopuścił jednak do występów Yoko Ono - uważanej przez fanów zespołu za muzyczną amatorkę, a w dodatku intrygantkę, która uwodząc Johna, doprowadziła do rozpadu supergrupy - więc Lennon zły i upokorzony odleciał do Londynu. Pod koniec dekady pamiętne koncerty na rzecz Kampuczy dała grupa Wings, której liderem był inny eksbitels - Paul McCartney. Inicjatywy nie wykraczały jednak poza standardy imprez charytatywnych obowiązujące w kręgach rockowych.
Dopiero w połowie lat 80. zmieniła się ich skala - głównie za sprawą wizji i działań organizacyjnych Boba Geldofa. W 1984 r. za jego sugestią uformował się zespół The Band Aid, który w ramach pomocy głodującej Afryce nagrał płytę "Do They Know It?s Christmas". Rozeszła się ona w nakładzie 2,5 mln egzemplarzy. Nic dziwnego - można było na niej usłyszeć aż 36 artystów: od Phila Collinsa przez Stinga po George?a Michaela. W odpowiedzi Ameryka utworzyła w styczniu 1985 r. okazjonalną formację muzyczną USA for Africa pod kierownictwem mistrza aranżacji Quincy?ego Jonesa. Michael Jackson i Lionel Richie skomponowali song z chwytliwym refrenem "We Are The World, We Are The Children", wykonany przez tuzy muzyki amerykańskiej. Obok weteranów - Raya Charlesa, Boba Dylana czy Paula Simona - pojawiły się gwiazdy młodsze i mniejszego formatu, jak Cindy Lauper. Piosence towarzyszył teledysk, na którym można było zobaczyć artystów ustawionych karnie w rzędy i falujących podczas wykonywania refrenu, a na pierwszym planie - filmowanego od dołu jak pomnik Michaela Jacksona (wówczas u szczytu kariery), błyskającego do kamery złotą rękawicą. Dochód ze sprzedaży piosenki przeznaczono dla głodujących w Afryce.
Ta sama intencja kierowała organizatorami historycznego koncertu Live Aid z 13 lipca 1985 r. Geldof, który w świecie rockowym zyskał już wielu przyjaciół, zorganizował dwudzielny, brytyjsko-amerykański koncert - w Londynie (na stadionie Wembley) i w Filadelfii. Transmisję telewizyjną oraz retransmisje i powtórki piosenek obejrzało miliard widzów. Po raz pierwszy okazało się, że dopiero telewizja nadaje tego typu przedsięwzięciom zasięg globalny. Zagrali tu najlepsi z najlepszych - od Queen przez Micka Jaggera po Tinę Turner. Phil Collins specjalnie wynajętym samolotem Concorde pokonał Atlantyk, aby wystąpić na obu koncertach. Z tak szczególnej okazji artyści zaryzykowali pojawienie się w nowych konfiguracjach. Bob Dylan wystąpił w towarzystwie Rona Wooda i Keitha Richardsa z The Rolling Stones - tyle że okazał się niedysponowany i deklarował chęć pomocy amerykańskim farmerom, co pozwoliło widzom sądzić, że nie bardzo wie, gdzie się znalazł. Awanturę w typie zadym rockowych próbował też wywołać w Londynie Bruce Springsteen. Bywało i odwrotnie: Phil Collins w Filadelfii zagrał także jako perkusista w reaktywowanej specjalnie z tej okazji supergrupie Led Zeppelin. Ich występ trwał wprawdzie kilkanaście minut, ale do- nośność tego wydarzenia - które nie stało bynajmniej na najwyższym poziomie muzycznym - skłoniła nawet artystów do podjęcia prób reaktywowania zespołu. Na Live Aid wystąpili też artyści przez lata głoszący ideologię nie mającą wiele wspólnego z działalnością charytatywną. Muzycy zespołu Black Sabbath zawdzięczali swoją sławę - poza dokonaniami muzycznymi - propagowaniu okultyzmu czy idei satanistycznych, nie mówiąc o nadużywaniu alkoholu i narkotyków. W dodatku dwaj czołowi muzycy grupy, Ozzy Osbourne i Tony Iommi, w 1985 r. byli skłóceni (nie mogąc dojść do porozumienia w kwestii przywództwa w zespole) i zagrali swój sztandarowy utwór "Paranoid", nie odezwawszy się do siebie słowem. Największą osobliwością Live Aid była mała liczba czarnych artystów.
Od czasu Live Aid wielkie rockowe imprezy charytatywne organizowane są w odpowiedzi na niemal każdą większą wojnę, prześladowania etniczne lub klęskę żywiołową. Cykl koncertów na rzecz najbiedniejszych pod hasłem WOMAD nobilitował swoim udziałem Peter Gabriel. W Farm Aid na rzecz rolników amerykańskich wystąpił m.in. Neil Young. Z kolei Chris De Burgh i Cindy Dulfer w maju 1991 r. koncertowali na rzecz Kurdów w ramach imprezy The Simple Truth. Szkody spowodowane przez wybuch wulkanu w Monseratt stały się przyczyną rockowego zjazdu charytatywnego w 1998 r. w Londynie. W tym samym roku w Monachium - w koncercie na rzecz głodujących dzieci, zainicjowanym przez Michaela Jacksona - obok głównego idola wystąpił Ringo Starr i nieco zapomniany już zespół Scorpions.
Między innymi dzięki charytatywnym inicjatywom rock lat 90. przestaje uchodzić nawet w poważnych kręgach kościelnych za muzykę na usługach "cywilizacji śmierci". Znamienne, że podczas niedawnej audiencji, jakiej Jan Paweł II udzielił Bono, wokaliście zespołu U2, to rockman apelował do głowy Kościoła o wsparcie swym autorytetem akcji mającej pomóc w oddłużeniu krajów Trzeciego Świata. Papież, skomplementowany tytułem "największego showmana XX wieku", założył pożyczone od Bono czarne okulary artysty rockowego.


Więcej możesz przeczytać w 42/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0