Na Zachód patrz

Na Zachód patrz

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polska armia poddaje się reformom
Polskie siły zbrojne już od pół roku działają w systemie sojuszniczym i - ku naszej satysfakcji - oceniane są dobrze. Jeszcze przed paru laty w polskich siłach zbrojnych było jedenaście dywizji, nie licząc samodzielnych brygad. Wiele z tych dywizji było, niestety, tylko fasadą. Obok sztabów i jednostek zabezpieczenia mało było w nich jednostek bojowych. I nie ma się czemu dziwić, jeśli zwrócić uwagę na fakt, że w armii USA jest tych dywizji tylko dziesięć, a w Bundeswehrze - sześć. Tak więc uruchomiony został trudny proces rozformowywania całych sztabów i jednostek pomocniczych, zmierzający do utworzenia tylko sześciu, ale za to "pełnokrwistych" dywizji. W ramach racjonalizacji struktur rozformowano też dowództwa dwu z czterech okręgów wojskowych, utworzono natomiast Korpus Powietrzno-Zmechanizowany, którego dowództwo znajduje się w Krakowie. Proces ten jest sprzęgnięty z planowaną redukcją sił zbrojnych czasu pokoju do 180 tys. żołnierzy, zgodnie z przyjętym planem restrukturyzacji sił zbrojnych, a także ze skróceniem służby wojskowej do dwunastu miesięcy.
Drugim elementem tych reform jest zmiana struktury dowódczej. Zaczęła się ona od gruntownej reformy Sztabu Generalnego. Było to związane z wprowadzeniem w życie nowego regulaminu Ministerstwa Obrony Narodowej, który w sposób jasny określa sztab nie jako strukturę dowodzenia, a jako strukturę planistyczno-analityczną, zdolną do współdziałania ze sztabami NATO i sojuszniczych państw. Liczba podstawowych komórek organizacyjnych została zredukowana z czternastu do siedmiu. Liczba zastępców szefa sztabu - z trzech do dwóch. Liczbę etatów generalskich zmniejszono z 47 do 28, a etatów pułkownikowskich - mniej więcej o sto. W ślad za przemianami w Sztabie Generalnym pójdą wkrótce zmiany w strukturach dowództw wojsk lądowych, wojsk lotniczych i obrony powietrznej oraz marynarki wojennej.


Struktura stanowisk w siłach zbrojnych jest chora i wymaga radykalnych zmian

Aby jednak zakończyć proces zmian roli Sztabu Generalnego, należy dokonać zmiany w ustawie o ministrze obrony narodowej. Ustawa ta została uchwalona przez Sejm w 1995 r., gdy prezydentem RP był Lech Wałęsa, a szefem Sztabu Generalnego gen. Tadeusz Wilecki. W ustawie znalazł się zapis mówiący, że szef Sztabu Generalnego dowodzi z ramienia ministra obrony narodowej całością sił zbrojnych. Ten zapis - całkowicie anachroniczny, nie odpowiadający ani obecnej praktyce, ani budowanemu narodowemu modelowi sił zbrojnych - należy, oczywiście, zmienić i przyjąć, że w czasie pokoju to minister obrony narodowej dowodzi siłami zbrojnymi, mając sobie bezpośrednio podporządkowanych dowódców wojsk lądowych, sił powietrznych i marynarki wojennej. Stosowny projekt nowelizacji tej ustawy, zawierający między innymi tę poprawkę, zostanie wkrótce złożony w Sejmie. Znaczne redukcje liczby etatów generalskich i pułkownikowskich w Sztabie Generalnym są częścią o wiele poważniejszej reformy. Chodzi o to, że choć oficerów ze stopniem generalskim jest w wojsku stosunkowo niewielu, liczba etatów generalskich (obsadzanych najczęściej przez wojskowych niższych stopniem) jest ogromna. Jeśli doliczyć stanowiska generalskie poza wojskiem, to łącznie mamy ich ok. 470. Wprowadzony już w życie plan zaszeregowań przewiduje natomiast docelowo jedynie ok. 160 stanowisk generalskich.
Znacznie trudniejsze będzie rozwiązanie problemu nadmiaru stanowisk zaszeregowanych do stopnia pułkownika i podpułkownika. Wystarczy powiedzieć, że mamy ich łącznie niemal 17 tys., a więc kilkakrotnie więcej niż w większych od polskiej armiach - brytyjskiej, francuskiej czy niemieckiej. A do tego dochodzi jeszcze ponad 13 tys. stanowisk zaszeregowanych do stopnia majora. To wszystko sprawia, że struktura stanowisk w całych siłach zbrojnych jest chora i wymaga radykalnych działań, które winny sprawić, że liczba stanowisk pułkownikowskich i podpułnikowskich zmniejszy się o 70 proc. Muszą to być działania radykalne, ale stopniowe, uwzględniające rozwiązania na czas przejściowy. Mamy bowiem do czynienia z ludźmi o najwyższych kwalifikacjach wojskowych. Na dodatek w ciągu ostatnich dwóch lat z wojska odeszło niemal 30 proc. generałów. W efekcie pod koniec bieżącego roku tych, którzy swoje generalskie szlify dostali przed 1989 r., będzie można policzyć na palcach jednej ręki. Radykalnie zmienia się też obsada kluczowych stanowisk w siłach zbrojnych. W sumie przez ostatnie dwa lata dokonano już około pięćdziesięciu zmian na najwyższych stanowiskach. Proces ten trwać będzie dalej. W przyszłym roku upływa trzyletnia kadencja wielu najwyższych dowódców i w związku z tym pojawi się kwestia nowych mianowań na kolejne trzy lata.

Więcej możesz przeczytać w 42/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0