Cud na granicy

Cud na granicy

Dodano:   /  Zmieniono: 
W szczerym polu, około pięciu kilometrów przed polsko-białoruskim przejściem granicznym w Kukurykach, stoi obiekt o futurystycznych kształtach.
Architektura końca wieku: stal, aluminium, szkło. Duże oświetlone parkingi, na których wjazdy i wyjazdy sterowane są komputerowo, chodniki z czerwonej kostki, mnóstwo zieleni. W banku, agencjach celnych, kilku sklepach i restauracjach niewielki ruch. Wszystko funkcjonuje oficjalnie od kilkunastu dni. Dlaczego dopiero ponad rok po zakończeniu budowy zapadła decyzja o uruchomieniu terminalu samochodowego w Koroszczynie?
"To cud" - mówiono podczas oficjalnego otwarcia. Nawet optymiści nie wierzyli, że to nastąpi. Nad terminalem wisiała bowiem groźba zamknięcia lub sprzedaży. Już w fazie budowy miał zwolenników i przeciwników. Pierwsi twierdzili, że nowy terminal zapewni bezpieczeństwo odpraw i uniemożliwi przemyt. Drudzy byli zdania, że z powodu błędów w projekcie przemyt będzie się odbywał na jeszcze większą skalę niż dotychczas. Najwięcej zastrzeżeń miał Główny Urząd Ceł, a szczególnie jego były prezes Janusz Paczocha. Sprawą Koroszczyna zajmowały się m.in. rząd, parlament, Najwyższa Izba Kontroli, na których wniosek wprowadzono zmiany uniemożliwiające korupcję czy przemyt. Ostateczna decyzja o otwarciu terminalu - choć nie ucieszyła wszystkich - wynikała z przekonania, że dla budżetu państwa bardziej opłacalne jest korzystanie z nowego przejścia niż z fatalnie wyposażonego punktu odpraw w Kukurykach.
- Warunki pracy są nieporównywalne - mówi Agnieszka Łabędzka, rzecznik prasowy oddziału celnego w Koroszczynie. Celnicy z prowizorycznych budynków w Kukurykach przenieśli się do skomputeryzowanych biur. Dysponują również bardzo nowoczesnymi metodami kontroli pojazdów i przewożonego towaru. Od otwarcia terminalu zaobserwowano spadek ruchu. - Nieuczciwi przewoźnicy przestraszyli się naszej kontroli - uważa jeden z celników. Kierowcy wybierający inne przejścia - a dotychczas odprawiani w Kukurykach - będą tam wnikliwiej sprawdzani.
Przedsięwzięcie w Koroszczynie finansowane jest przez publiczne i prywatne instytucje. Dotychczas jego koszt oszacowano na ponad 160 mln zł. Z tego ok. 130 mln zł pochodziło z kasy państwa (inwestorem jest wojewoda lubelski), a pozostałą kwotę wyłożyło Polskie Konsorcjum Gospodarcze, którego udziałowcami są m.in. Elektrim SA, Exbud SA, Bank Przemysłowo-Handlowy SA i Stalexport SA.
Teren terminalu (ponad 46 ha) został podzielony na dwie części: komercyjną (budynek zwieńczony kopułą z wieżą, gdzie mieszczą się agencje celne, sklepy, restauracja, bank oraz biura konsorcjum) i budżetową (specjalnie przygotowane miejsca pracy dla celników, służb weterynaryjnych i fitosanitarnych). Poza biurami znajduje się tu m.in. budynek z rampami rozładunkowymi do kontroli towarów, chłodnia do przechowywania szybko psujących się lub zamrożonych artykułów spożywczych oraz pomieszczenia do przetrzymywania zwierząt. Obie części dzieli ogrodzenie. Warunkiem uruchomienia terminalu było także wyznaczenie w sektorze budżetowym stref dla pojazdów wjeżdżających i wyjeżdżających z kraju.
Celnicy są przekonani, że żaden samochód nie może nie zauważony przejechać z jednej strefy do drugiej. Ruch po obu stronach monitorowany jest przez system komputerowy. - To najnowocześniejszy terminal celny w tej części Europy, a po wejściu Polski do Unii Europejskiej - także na wschodnich granicach unii - informuje Waldemar Malesa, urzędujący w terminalu w Koroszczynie dyrektor oddziału Polskiego Konsorcjum Gospodarczego.
Ponieważ nie ma innej drogi, kierowca tira zmierzający w kierunku przejścia granicznego musi przejechać przez terminal. Od wjazdu na parking każdy samochód jest pod kontrolą. Kierowca otrzymuje kartę magnetyczną, dzięki której może się poruszać po parkingu i wyjechać dopiero po odprawie celnej. Przydziela mu się miejsce na parkingu, komputerowo wylosowane stanowisko odpraw celnych oraz ewentualnej kontroli samochodu i jego ładunku. Wybór celnika jest więc przypadkowy. - Nie będzie już takich sytuacji jak w Kukurykach, że do jednego z celników ustawiała się kolejka, a inni w tym czasie nie mieli co robić - mówi jeden z pracowników terminalu.
Przed wjazdem na parking każdy samochód jest ważony. Zdaniem celników, większość ma przekroczoną dopuszczalną ładowność i płaci ok. 450 zł kary za oś (dotyczy to tirów wyjeżdżających z Polski, przyjeżdżające mogą być w takiej sytuacji zawracane). Parking mieści 250 samochodów. Po zajęciu wyznaczonego miejsca kierowcy zgłaszają się do odprawy. - Ogromną zaletą terminalu jest to, że sprawdzany tir nie blokuje drogi innym oczekującym na odprawę - wyjaśnia Agnieszka Łabędzka. Na tradycyjnych przejściach granicznych, tzw. liniowych, kontrolowany samochód uniemożliwiał ruch pojazdów stojących za nim. To z kolei zmuszało celników, by przyspieszali odprawę. Teraz jednocześnie można kontrolować po siedem tirów wjeżdżających i wyjeżdżających z kraju. Te same procedury kontroli celnej i kart magnetycznych obowiązują po obu stronach terminalu.
Różnice w obsłudze doceniają także kierowcy. W Kukurykach, gdzie w latach 80. wybudowano prowizoryczne przejście, odprawiano dziennie około tysiąca samochodów, a 5-6 tys. stało w kilkudziesięciokilometrowej kolejce, czekając nawet kilka dni na przekroczenie granicy. W Koroszczynie na dobę można odprawić do 4 tys. tirów, a kontrola nie powinna trwać dłużej niż cztery godziny. Kością niezgody między inwestorami a celnikami i służbą graniczną jest zła lokalizacja terminalu - zbyt daleko od granicy państwa. Straż Graniczna nie chce opuścić przejścia w Kukurykach, gdzie prowadzone są odprawy paszportowe. Marek Bieńkowski, komendant główny Straży Granicznej, zaznacza, że od początku budowy był zdania, iż odprawy paszportowe powinny się odbywać na linii granicy państwowej. - Nasze postępowanie wynika z doświadczeń z terminalu towarowego w Świecku - dodaje Bieńkowski. Zdarzało się tam, że odprawione samochody nie przekraczały granicy. Straż Graniczna pozostanie więc w Kukurykach, a komendant ma nadzieję, że zgodnie z obietnicą wojewody lubelskiego przejście to zostanie zmodernizowane. Według inwestorów i projektantów terminalu, zlokalizowanie go w Koroszczynie było najlepszym rozwiązaniem. Rozbudowa przejścia w Kukurykach mijała się z celem. - Wiosną teren ten jest zalewany przez Bug - wyjaśnia Krzysztof Iwaniuk, wójt gminy Terespol.
Koroszczyn i Kukuryki łączy dziś nowa ogrodzona droga celna, na której mijają się samochody przyjeżdżające z Białorusi przed kontrolą celną i wyjeżdżające z Polski już po odprawie. Przeciwnicy inwestycji przestrzegali przed możliwością przerzucania towaru przez ogrodzenie na odprawione samochody. Przedstawiciele inwestora wykluczali takie niebezpieczeństwo, mówiąc, że trasa ta jest cały czas kontrolowana. Co 25 m na każdym słupie oświetleniowym umieszczona jest kamera (co 75 m jest to kamera na obrotowym statywie). Pracownicy Straży Granicznej przekonują, że są w stanie kontrolować obie płyty terminalu i drogę celną. Na razie przy niewielkim ruchu nie sprawia to kłopotu, ale co będzie, kiedy ruch się zwiększy, a system komputerowy zawiedzie?
Agnieszka Łabędzka przyznaje, że zdarzają się drobne awarie, bo celnicy dopiero poznają system. Zwraca jednak uwagę, że dobrze się stało, iż rozruch terminalu przypadł na okres mniejszych obrotów handlowych z Rosją i Białorusią. Nie ukrywa też, że choć w Koroszczynie pracuje 120 celników, to przydałoby się ich więcej. Trudno ocenić, w jakim stopniu nowy terminal w Koroszczynie poprawi bezpieczeństwo odpraw i ograniczy przemyt przez wschodnią granicę. Na pewno poprawiły się warunki pracy polskich służb celnych oraz odpraw samochodów. Codziennie też z opłat celnych trafia do budżetu 150-200 tys. zł. Tak więc każdy dzień przerwy w działalności przejścia pozbawiał dotychczas państwo dodatkowych pieniędzy. Bałagan kompetencyjny i decyzyjny zniechęcił potencjalnych inwestorów, którzy obok terminalu mieli wybudować m.in. motel i supermarket. W przyszłości obok Koroszczyna przebiegać będzie autostrada Wschód-Zachód. Czas pokaże, czy przy jej budowie współpraca instytucji publicznych z prywatnymi ułoży się bez zakłóceń.

Więcej możesz przeczytać w 43/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0