Domowe jury

Domowe jury

Dodano:   /  Zmieniono: 
Miss Polonia '98
Zmogła nas grypa. Otuleni w ciepłe koce usadowiliśmy się w sobotni wieczór przed telewizorem z nadzieją na relaks. Skusiła nas retransmisja wyborów Miss Polonia ?98, skutecznie reklamowana od tygodni na antenie TVP. Nie chcieliśmy biernie przyglądać się tej imprezie, więc postanowiliśmy sami zasiąść w domowym jury. Zadzwoniliśmy do przyjaciół, proponując, by zabawili się z nami.

To nasze jury w rzeczywistości nie miałoby racji bytu. Żaden z naszych znajomych nie jest przecież szefem działu sprzedaży w kosmetycznej firmie ani dyrektorem spółki transportowej, a co dopiero fabryki butów. Skądże więc mógłby wiedzieć cokolwiek o kobiecej urodzie? Po kilku telefonach mieliśmy skompletowane jury - a w nim kilku dziennikarzy, projektantkę mody, reżysera, aktorkę i modelkę.
Złośliwi mówią, że jak kobieta ładna, to na pewno głupia. Nieprawda. W sobotę około godziny 22 wszystkie były piękne i mądre. Tylko pozazdrościć mężczyźnie takiej narzeczonej, która jeździ konno, wie, że nauka języków obcych jest najważniejsza, ma zamiar studiować zarządzanie, a w przyszłości marzy o założeniu własnej agencji reklamowej. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że jako dziecko tańczyła i śpiewała w zespole Iskierka albo nawet Caro, uprawia jogging, uwielbia podróże, interesuje się pedagogiką, psychologią i filozofią.
Piękna, mądra i w dodatku o wielkim sercu - wszystkie kandydatki myślą o dzieciach pokrzywdzonych przez los, wiedzą, co jest w życiu najważniejsze. Wzruszyliśmy się. Nie było jednak czasu na głębsze przeżywanie, bo oprócz emocji konkursowych mieliśmy raz w roku szansę pogapić się na występujące w przerwach między prezentacjami gwiazdy, np. zespół Fiki Miki Top z Radomia. Z występów kandydatek w ubiorach różnych z pewnością zadowolone były firmy odzieżowe, użyczające swoich strojów do konkursu. Nie wiemy tylko, czy równie zadowolone były kandydatki - kosmiczne kostiumy kąpielowe optycznie pogrubiały dziewczyny, w płaszczach też nie można było im się dobrze przyjrzeć, ale... głowa do góry - wszystkie te kreacje przeszły przecież na własność startujących.
Emocje sięgają zenitu. Bez przerwy dzwoni telefon - to znajomi chcą podać numery wybranych przez siebie kandydatek. Wybór nie jest prosty, w końcu taka miss będzie reprezentowała nasz kraj w wielkim świecie. Uświetni swoją obecnością otwarcie targów motoryzacyjnych, przetnie wstęgę w nowo otwartej szkole, w koronie i z szarfą przewieszoną przez ramię zaszczyci kilka bankietów. Prawie wszyscy obstawiamy pannę z numerem 17. Dwadzieścia młodych dziewcząt ustawia się na scenie. Wszystkie są tak samo piękne, a w tym konkursie - jak same mówią - nie ma wygranych i przegranych. Niecierpliwie czekamy na wynik. Kandydatka z numerem 17 zostaje I wicemiss. Już wiemy, że się nie znamy. Jury przyznaje tytuł Miss Polonia blondynce. Zanim ubiegłoroczna Miss Polonia oddała koronę swojej następczyni, zabrała głos. Poradziła zwyciężczyniom, aby na zawsze pozostały sobą (o to jesteśmy spokojni), i wyraziła wdzięczność swoim rodzicom. Jesteśmy pewni, że panna Roksana - jak wszystkie misski - zdaje sobie sprawę ze znaczenia języków obcych, ale radzimy nie zapominać także o języku ojczystym. Była królowa piękności podziękowała (cytujemy) "Biurowi" Miss Polonia... My też dziękujemy.

Więcej możesz przeczytać w 42/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0