Siła pomysłu

Siła pomysłu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ekstraklasa burmistrzów i wójtów
Sukcesy czy klęski polskich gmin to w dużym stopniu osobiste sukcesy ich wójtów i burmistrzów. Każda gmina, miasto czy powiat przypomina przedsiębiorstwo. Umiejętności menedżerskie burmistrza mają takie znaczenie, jak wiedza i cechy charakteru prezesa korporacji w prywatnym biznesie. Jedni liderzy zahamowali rozwój kwitnących gmin, inni potrafili rozkręcić interes w miejscach uznawanych za stracone dla gospodarki - ocenia prof. Wisła Surażska, szef Centrum Badań Regionalnych.

Ekstraklasa polskich gmin (część z nich opisaliśmy tydzień temu w artykule "Zrób to sam") to liga, w której gra przynajmniej setka społeczności lokalnych. - O awansie do grona najlepszych decyduje pomysłowość i pracowitość menedżera - uważa prof. Zyta Gilowska, ekspert samorządowy z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - Polscy burmistrzowie nie są tak bardzo uzależnieni od rad gminnych jak ich koledzy z Czech, Słowacji, Węgier czy nawet Francji. U nas wybór właściwego menedżera gwarantuje małym społecznościom sukces - dodaje prof. Surażska.
Kiedy w 1994 r. wyodrębniano z warszawskiej Pragi Północ gminę Białołęka, powszechne było przekonanie, że nie przetrwa ona trzech miesięcy. Żadna poważna partia nie wystawiła wtedy tu swoich kandydatów w wyborach samorządowych. - Naszym atutem okazały się 45-letnie zaniedbania - przekonuje Jerzy Smoczyński, burmistrz Białołęki. - Przez lata planowano przekształcenie Białołęki w przemysłowe zaplecze Warszawy. Miała tu powstać elektrociepłownia i składowiska stołecznych popiołów. Nie pozwalano nawet remontować domów, nie mówiąc już o budowaniu nowych. Z tych planów na szczęście nic nie wyszło. Dziś mamy sporo ziemi doskonale nadającej się pod zabudowę jednorodzinną, piętnaście minut zajmuje dojazd do centrum lub do Zalewu Zegrzyńskiego. Cena metra kwadratowego wynosi 20-50 USD.
Kiedy burmistrz obejmował urząd, metr ziemi w Białołęce wart był cztery razy mniej niż dzisiaj. Gmina zainwestowała w rozbudowę kanalizacji, sieci energetycznej, drogi. - Chłopi oddawali grunty pod budowę jezdni za darmo - opowiada Smoczyński. - Przekonałem ich, że ten zabieg podwyższy wielokrotnie cenę ich ziemi i tak się stało.
Dziś gmina jest dysponentem pokaźnego budżetu i wielkim placem budowy. W rankingu dochodów gmin miasta stołecznego Warszawy zajmuje pierwsze miejsce.W ciągu ostatnich czterech lat zbudowano tu jedną szkołę, wyremontowano drugą, oddano do użytku nową siedzibę władz. Smoczyński wystartuje także w najbliższych wyborach. Walka o fotel burmistrza będzie znacznie trudniejsza, gdyż tym razem partie nie zapomniały o wystawieniu swoich kandydatów.
W gminie Łęknica (województwo zielonogórskie), gdzie mieszka ok. 2 tys. osób, działa aż 2,5 tys. punktów handlowych. - To prawda, że są to małe podmioty i prawdą jest również, że sukces zawdzięczamy położeniu tuż przy granicy z Niemcami - mówi Jan Sierszulski, burmistrz Łęknicy. - Ale przy zachodniej granicy leży kilkadziesiąt gmin. Aby osiągnąć dzisiejszą pozycję, musieliśmy stanąć do konkurencji z nimi i wygrać ją. Głównym źródłem dochodów tego niewielkiego miasta są opłaty z jednego z największych w Europie targowisk. - To nie jest biznes na dziesięciolecia, gdy ustanie koniunktura, targowisko trzeba będzie zamknąć. Ale umożliwiło nam start - tłumaczy burmistrz Sierszulski. - Należy zrobić wszystko, by dzisiejsi klienci naszych straganów jutro przyjeżdżali tu, żeby korzystać z innych usług.
W Łęknicy wybudowano oczyszczalnię ścieków, zmodernizowano drogi, przeprowadzono telefonizację miasta. W uchwalonym przez radę miejską planie rozwoju do roku 2020 przewidziano budowę hoteli, pensjonatów, pól golfowych, wykorzystanie istniejących zbiorników wodnych do rozwoju sportów wodnych i motorowych.
- Zgadzam się, że targowisko to dobry pomysł na zarobienie pierwszego miliona. Drugiego w ten sposób się nie da zarobić - mówi Jan Olbrycht, burmistrz Cieszyna. - Przyszłość naszego miasta to nieuciążliwy dla otoczenia przemysł, handel przygraniczny i turystyka. Wiosną tego roku Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową uznał, że spośród średnich miast Cieszyn jest najbardziej atrakcyjny dla inwestorów. Zdaniem burmistrza Olbrychta, gmina osiągnęła sukces, gdyż "nie zmarnowała swej szansy z 1989 r.". Do dziś o atrakcyjności grodu nad Olzą decyduje duże przejście graniczne z Czechami i wysoka kultura pracy mieszkańców. Do tych atutów dodano następne: staraniem władz gmin i managementu tutejszych zakładów w rekordowym tempie przeprowadzono prywatyzację. Już po czterech latach od rozpoczęcia transformacji 90 proc. przedsiębiorstw miało prywatnych właścicieli. Zakłady cukiernicze Olza (producent m.in. wafelków "Prince Polo") kupił Kraft Jacobs Suchard, szybko uporano się też z prywatyzacją Polifarbu i Celmy. Miasto inwestowało w kulturę - ze względu na potrzeby mieszkańców, a także dlatego, iż uznano, że jest to sposób na autopromocję i przyciągnięcie turystów. W Cieszynie odbywają się dwa międzynarodowe festiwale: Festiwal Teatralny "Na granicy" - w trakcie którego pokazywane są najlepsze spektakle z Polski, Czech i Słowacji - oraz Festiwal Muzyki Wokalnej "Viva il Canto". Organizowane są też mniejsze imprezy o charakterze transgranicznym, na przykład trzydniowy karnawał "Święto trzech braci", nawiązujący do starosłowiańskiej legendy o Lechu, Czechu i Rusie. - To prawda, że Cieszyn miał dobre pozycje startowe - przyznaje Olbrycht. - Ale trzeba to było wykorzystać i ugruntować.
- W Dzierzgoniu (województwo elbląskie) prawie wszystko trzeba było zaczynać od zera - wspomina Piotr Łączny, burmistrz miasta. - W 1989 r. w gminie działały zakłady będące filiami przedsiębiorstw położonych poza gminą. A wiadomo, że najpierw zamyka się właśnie takie firmy. W rok 1990 weszliśmy ze znacznym bezrobociem. Był taki moment, gdy sięgało 38 proc. Nie poszliśmy jednak na łatwiznę, nie wypłacaliśmy bezrobotnym zasiłków "jak leci". Podejmowaliśmy działania na granicy prawa, nie płaciliśmy tym, którzy nie chcieli pracować. I bezrobocie zmniejszyło się o 10 proc. Wiele gmin nie potrafi wykorzystać środków przeznaczanych na pomoc, skonstruować biznesplanów itp. My angażowaliśmy spore środki własne, z budżetu gminy, ale to było jedynie 30-40 proc. kosztów inwestycji.
Kosztem 3 mld starych złotych wybudowano w Dzierzgoniu oczyszczalnię biologiczną typu biogradex, a następnie nowoczesne wysypisko śmieci z geomembraną PEHD. Gmina wygrała konkurs Ministerstwa Ochrony Środowiska na zagospodarowanie odpadów na terenach wiejskich. Komitet Badań Naukowych przyznał jej też grant w wysokości półtora miliarda starych złotych na opracowanie strategii ekologicznej. Cztery lata temu Dzierzgoń otrzymał miliard starych złotych nagrody za zajęcie trzeciego miejsca w konkursie na najbardziej ekologiczną gminę w Polsce. Dzięki prywatnym inwestycjom w ciągu trzech lat powstało ponad 400 miejsc pracy. Bezrobocie jest znacznie niższe niż w okolicy. Europejski Instytut Rozwoju Regionalnego i Lokalnego zalicza Dzierzgoń do dwudziestu najlepszych gmin w kraju.
Swoje kłopoty z bezrobociem miała też gmina Września (województwo poznańskie). - Recepta jest prosta: trzeba chronić istniejące miejsca pracy i tworzyć nowe - mówi Celestyn Bachorz, burmistrz Wrześni. Gmina inwestuje w infrastrukturę, przyciąga głównie przemysł elektroniczny i elektryczny. Każdy nowy inwestor może liczyć na roczne wakacje podatkowe. Września stała się też nieoficjalnym centrum biznesu związanego z budową polskich autostrad, co przyniesie jej znaczne profity, gdy ruszy program budowy.
- Prowadziłem zagraniczną politykę samorządową - śmieje się Andrzej Pietrasik, burmistrz Płońska (województwo płockie). - To znaczy promowałem miasto, jak się da i gdzie się da. Wysyłanie folderów, informacji, wyjazdy delegacji na międzynarodowe konferencje to za mało. Lepszym chwytem okazał się sport. Zorganizowaliśmy eliminacje dżudo przed igrzyskami olimpijskimi w Atlancie, a potem mistrzostwa Europy w kulturystyce. Było to wysłanie sygnału w świat, że gdzieś w Polsce jest interesujące miasto, w którym warto zainwestować.
Pierwszą poważną firmą, która wprowadziła się do Płońska, był Ford. - Negocjacje w tej sprawie nie były łatwe - wspomina Andrzej Pietrasik. - Ale po wejściu do miasta tak poważnego inwestora łatwiej było przekonać następnych. Staliśmy się wiarygodni.
Płońsk jest trzecim w Polsce miastem, które uzyskało tytuł Miasta Orędownika Pokoju. Tytuł ten przyznawany jest przez Zgromadzenie Generalne Międzynarodowego Stowarzyszenia Miast Pokoju jako wyraz szacunku dla "mądrości i skuteczności działań władz lokalnych i samych mieszkańców".
- Zostawiam na tym mieście odcisk palca - mówi burmistrz Pietrasik. - Od czasu, kiedy sprawuję swój urząd, dochody gminy wzrosły pięciokrotnie.

Więcej możesz przeczytać w 40/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0