Cygaro

Cygaro

Erotyczna historia, która przydarzyła się prezydentowi USA z przywracającą mu młodość praktykantką, to po prostu jeden z najstarszych archetypów bycia mężczyzny z kobietą
Nastąpił nowy podział świata. Na tych, którzy już przeczytali raport prokuratora Starra, i na tych, którzy jeszcze tego nie uczynili. To jednak tylko pół prawdy. Z codziennych doniesień wynika bowiem, że jego zawartość znają już prawie wszyscy. Oczywiście, spośród tych, którzy potrafią czytać, kupują gazety, oglądają telewizję i mają dostęp do Internetu.

Warto by skupić uwagę na partiach raportu co prawda nie wytrzymujących konkurencji z "cygarem", a mimo to wiele mówiących o bohaterach tego megaskandalu. Na marginesie - "cygaro" z pewnością wejdzie do klasyki pornograficznego show-businessu. I przez następne lata z powodzeniem zastępować będzie ograne już rekwizyty: sztuczne penisy, wibratory, zielone ogórki i świece. Niełatwo oprzeć się wrażeniu, że erotyczna historia, która przydarzyła się prezydentowi z przywracającą mu młodość praktykantką, to po prostu jeden z najstarszych archetypów bycia mężczyzny z kobietą. Takie relacje od wieków nie budziły najmniejszego zdziwienia: dojrzały mężczyzna nie może się oprzeć witalnym siłom młodej panienki. Ta zaś, żeby oddać sprawiedliwość mężczyźnie, oporu od niego wcale nie oczekuje. Różnica wieku i zajmowana pozycja powoduje, że starszy mężczyzna staje się mentorem, a panienka wdzięcznym słuchaczem.
Ktoś, kto zna życie i nie o jednym już słyszał, wie, że to nie "cygaro" czy miłosne zmagania w pomieszczeniu bez okien nadwerężają autorytet prezydenta, lecz zgoła inne zachowanie mentora. "Godzinami rozmawialiśmy o świecie i o Bogu" - wyznaje w raporcie Starra panna Lewinsky. Trudno sobie wyobrazić rozstrzygającego o losach świata prezydenta, który godzinami słucha, co korpulentna praktykantka ma do powiedzenia na przykład o Bogu. Chociaż nie dziwi, że podczas kolejnych telefonicznych wywodów zdarzyło się prezydentowi zasnąć. Jak się czuła w tym momencie jego wielbicielka, można się domyślić.
Lewinsky nie była również zachwycona, gdy prezydent co chwila przerywał miłosne igraszki i zlękniony wyglądał przez okno, aby sprawdzić, czy nikt ich nie podgląda. Nawet gdy roznamiętniona wpiła się prezydentowi w usta, ten z szeroko otwartymi oczyma wypatrywał w ogrodzie ogrodnika. Gdy zaś podczas miłosnych uniesień Lewinsky zachowywała się zbyt głośno, przysłaniał jej usta ręką. Wreszcie się zezłościła, zarzucając prezydentowi brak romantycznych porywów. Mogła sobie na to pozwolić, romans trwał bowiem w najlepsze, a prezydent stale ubolewał, że nie może z nią spędzać więcej czasu.
Nawet po pobieżnym przeczytaniu raportu w każdej umiarkowanie kochającej żonie obudzi się przekonanie, że akurat w tym romansie mężczyzna traktował kobietę wyłącznie instrumentalnie, zaś dwa orgiastyczne uniesienia, które przytrafiły się praktykantce Lewinsky, wydają się być raczej dziełem przypadku. Czy takie przeświadczenie jest jednak w stanie ukoić zranione uczucia zdradzanej żony? Hillary Clinton zdaje się swoim dotychczasowym zachowaniem prowokować odpowiedź pozytywną. Mądra żona nie zawraca sobie głowy byłymi praktykantkami. Mądra żona wie, że rzeczą ludzką jest zbłądzić. Instrumentalne traktowanie przestało jednak wystarczać ambitnej pannicy i zaczęła skrupulatnie kolekcjonować "dowody" zakazanej miłości. Zaczęło się od osławionej sukienki, którą skrzętnie przechowywała mamusia praktykantki. Potem rozpoczęło się zwierzanie najbliższej przyjaciółce i dawanie do zrozumienia, że kto wie, jak się potoczą losy potajemnych kochanków, gdy mentor przestanie sprawować urząd. Godne podziwu jest także umiłowanie praktykantki do detalu i pamięć, której nie powstydziłby się agent od specjalnych poruczeń. Zapamiętała nie tylko gesty, ale i słowa. Także te, które początkowo przyjęła z takim zrozumieniem: "Jesteś wspaniałą osobą, lecz od dzisiaj postanowiłem wrócić na drogę cnoty"- zdecydował mentor.
Aż dziwne, że nie przewidział, iż nie da się tak łatwo ochłodzić kobiecego serca. Nie udało się z panią Gennifer Flowers ani z Paulą Jones, dlaczego więc miałoby się udać z Monicą Lewinsky? To fatalne przeoczenie trudno zrozumieć. A morał? Nawet przelotne zabawy z cygarem wymagają starannie dobranej partnerki. W przeciwnym razie cygaro może się stać doskonałym argumentem dla tych, którzy od lat walczą ze szkodliwością palenia. Gdyby nie nałóg, to kto wie, jakich kłopotów mógłbyś uniknąć, współczesny mentorze? - będą wypisywać na olbrzymich bill- boardach. To tylko konfabulacja. Chociaż kto wie, jak długo jeszcze statystyczny mężczyzna na stanowisku, z cygarem w ręku będzie budzić pobłażliwy uśmieszek otoczenia, a niejedna żona przestanie spuszczać go z oczu... Chyba że będzie tolerancyjna i od razu założy, iż do młodych kobiet i cygar dojrzali mężowie mają podejście wyłącznie instrumentalne.
Okładka tygodnika WPROST: 39/1998
Więcej możesz przeczytać w 39/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0