Książeczka skarg

Książeczka skarg

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy mieszkający w Polsce Niemcy odzyskają przedwojenne oszczędności?
Mieszkający w Polsce właściciele przedwojennych książeczek niemieckiej Sparkasse zorientowali się, że gromadzone oszczędności nie przepadły po upadku III Rzeszy. Niestety, informacja ta dotarła do Polski zbyt późno: RFN honorowała książeczki do końca 1986 r. Mieszkający w Polsce ciułacze poczuli się oszukani: żelazna kurtyna uniemożliwiła odzyskanie pieniędzy, więc rząd RFN powinien wziąć to pod uwagę - argumentowali. Szacuje się, że sprawa może dotyczyć nawet 200 tys. osób i dużych pieniędzy - z zaległymi odsetkami przynajmniej kilkuset milionów marek.

Wiadomość, że można się ubiegać o pieniądze zgromadzone w przedwojennych niemieckich kasach oszczędnościowych, przywieźli opolscy Niemcy, którzy po wojnie przenieśli się do RFN i bez problemów odebrali zre- waloryzowane oszczędności. Kiedy runął berliński mur, mieszkańcy Śląska Opolskiego wygrzebali książeczki ze starych kufrów i ruszyli za Odrę po pieniądze. Spotkało ich jednak rozczarowanie: władze Niemiec uznały, że 40 lat to sporo na załatwienie tej sprawy, więc postanowiono, że nie będzie nadzwyczajnego przesunięcia terminu zgłaszania roszczeń. Nie przekonały ich argumenty, że zamknięta granica uniemożliwiała rozliczenie książeczek, poza tym nikt nie poinformował polskich Niemców, że taka możliwość w ogóle istnieje.
Właściciele książeczek, oburzeni "skandaliczną dyskryminacją Niemców mieszkających na wschód od Odry", napisali list do "Die Welt", chcąc zainteresować sprawą ten wpływowy niemiecki dziennik. Odpowiedź redakcji nie zadowoliła polskich Niemców - dziennikarze nie podjęli tematu. Poradzili jedynie, by zgłosić się do centralnej Sparkasse RFN. Ta, powołując się na decyzję niemieckiego rządu, grzecznie odmówiła wypłacenia jakichkolwiek pieniędzy. Następne monity od mieszkających w Polsce Niemców trafiły do Bundestagu, berlińskiego Staatsbanku, Banku Federalnego, a w końcu do niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego. Odpowiedzi były uprzejme, lecz stanowcze: sprawa została zamknięta.
Zainteresowani nie mieli jednak zamiaru się poddawać. Mieszkający pod Opolem bracia Jerzy i Joachim Józef, jednocześnie obywatele Polski i Niemiec, znaleźli wśród swojej bliskiej rodziny cztery książeczki. Na każdej ponad tysiąc "wojennych" marek, czyli ok. 20 tys. marek dzisiejszych. Uznali, że ostatnią deską ratunku będzie dla nich Trybunał Europejski w Strasburgu. Powołali się na protokół dodatkowy do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, mówiący, że każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swojego mienia. W Strasburgu pozew zarejestrowano 6 listopada 1996 r. Na odpowiedź trzeba było czekać prawie dwa lata. Tymczasem w marcu 1997 r. polski MSZ, pytany o stanowisko, uznał, że jeśli RFN "jako sukcesorka III Rzeszy jest zobowiązana do zadośćuczynienia za szkody wyrządzone w czasie wojny, to wydaje się, że obejmuje to również ten rodzaj strat, jaki stanowi przepadek wkładów oszczędnościowych byłych obywateli Rzeszy, będących obecnie obywatelami RP". W sierpniu 1998 r. przyszła odpowiedź ze Strasburga: skargę odrzucono, uznając że nie zostały naruszone prawa obywatelskie. Niemieccy prawnicy przyznają, że sprawa jest kłopotliwa dla władz RFN, gdyż może się wiązać z wypłaceniem właścicielom książeczek ogromnych kwot. Muszą przy tym brać pod uwagę, że książeczki znajdą się jeszcze prawdopodobnie - poza Opolszczyzną - na Górnym Śląsku, Mazurach, a także na terenach wzdłuż zachodniej granicy, gdzie żyje grupa autochtonów. Niemcy mogą mieć twardy orzech do zgryzienia, tym bardziej że roszczenia posiadaczy przedawnionych książeczek oszczędnościowych gorąco popiera szef parlamentarnego Koła Mniejszości Niemieckiej poseł Henryk Kroll.


HENRYK KROLL
poseł, przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego
Niemców na Śląsku


Większość niedomówień pomiędzy Polską a Niemcami to zaszłości historyczne, wynikające z różnych sposobów postrzegania okresu powojennego. W czasach komunizmu zakłamywanie historii było na porządku dziennym. O ile obecnie poświęca się wiele czasu na odkrywanie historii wschodniej Polski, o tyle rozmów o zachodniej części ciągle się unika. A przecież wypędzanie Niemców rozpoczęło się przed zawarciem traktatu poczdamskiego - po jego podpisaniu tylko kończono ten proces. Następny przykład to spór o dobra kultury, czyli słynną Bibliotekę Pruską. Teraz jej zbiory znajdują się w Krakowie, a Polacy i Niemcy nie potrafią się dogadać w tej sprawie. Istnieje również konflikt pomiędzy mniejszością niemiecką w Polsce a Niemcami, co w konsekwencji przenosi się na stosunki polsko-niemieckie. Długo trwały rozmowy o zaliczeniu byłym żołnierzom Wehrmachtu służby w wojsku do polskiej emerytury (Niemcy honorują służbę w polskim wojsku swoich obecnych obywateli). Ustalono, że zaliczony zostanie okres do 8 maja 1945 r. Nie rozwiązano natomiast sprawy późniejszego pobytu w sowieckiej niewoli. Ten Sejm podejmuje wiele działań zmierzających do poprawy stosunków niemiecko-polskich, lecz Niemcy działają na zasadzie wpychania pod dywan śmieci i czekania, aż zaczną cuchnąć.


- Decyzję o wyznaczeniu ostatecznego terminu załatwienia tej sprawy na koniec 1986 r. można cofnąć i trzeba naciskać na niemiecki rząd, by to zrobił. Własność prywatna jest przecież święta i wydaje mi się, że akurat niemieckim politykom nie trzeba tego tłumaczyć. Skoro Żydzi potrafili zmusić banki szwajcarskie i firmy ubezpieczeniowe do oddania im pieniędzy, my również możemy skorzystać z tego precedensu i przywrócić polskim Niemcom prawo do ich pieniędzy - mówi Kroll. Poseł Kroll jest też prywatnie zainteresowany rozwiązaniem tego problemu: członkowie jego rodziny również posiadają przeterminowane książeczki oszczędnościowe. - Naszą sprawą zainteresował się śląski prawnik pracujący w Berlinie. Przekonuje nas, że upubliczniając sprawę na Zachodzie, można wiele zyskać. Integracja z Unią Europejską również powinna działać na naszą korzyść - tłumaczy Jerzy Józef. Tymczasem bońskie Ministerstwo Finansów potwierdza, że obecnie nie ma żadnych możliwości odzyskania pieniędzy zdeponowanych na książeczkach oszczędnościowych przed wybuchem II wojny światowej.
- Wyznaczony przez rząd termin dotyczył także obywateli NRD i osób mieszkających w Polsce na byłych terenach III Rzeszy - tłumaczy Reimund Weiland, rzecznik niemieckiego Ministerstwa Finansów. - Ustawodawcy zdawali sobie sprawę, że z państw byłego bloku wschodniego trudno było wyjechać, dlatego posiadacze tych kont mogli dochodzić swych praw za pośrednictwem banków w tych krajach lub poprzez przedstawicielstwa dyplomatyczne RFN. W Niemczech ten temat uznaje się za definitywnie załatwiony - indywidualne zaniedbania nie mogą być podstawą do rewizji ustaw.
Właściciele książeczek Sparkasse nie mają jednak zamiaru się poddawać. Postanowili założyć stowarzyszenie, by skuteczniej wywierać nacisk. Argumentują, że Szwajcaria też do niedawna tłumaczyła, iż nie jest możliwe wypłacanie rekompensat za złoto zdeponowane przez Żydów w szwajcarskich bankach do 1945 r. Naciski opinii publicznej oraz zaangażowanie się w tę sprawę wpływowych amerykańskich senatorów zmusiły jednak Szwajcarów do zmiany stanowiska.
- Sprzyja nam to, że tzw. wypędzeni domagają się ostatnio prawa do osiedlania się na terenach należących przed wojną do III Rzeszy oraz występują o rekompensaty za utracone mienie. Nasze roszczenia sięgają tego samego okresu. Jesteśmy oburzeni faktem, że RFN dzieli swoich obywateli na lepszych i gorszych. Lepszych - mieszkających w Niemczech - i gorszych - w Polsce - przekonują właściciele przedwojennych książeczek Sparkasse.


Więcej możesz przeczytać w 39/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0