Albańskie fatum

Albańskie fatum

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rodakom Salego Berishy nie brakuje dziś tylko karabinów
Albania po raz kolejny stanęła na krawędzi wojny domowej. Bronisław Geremek, minister spraw zagranicznych RP i aktualny przewodniczący OBWE, w imieniu wspólnoty międzynarodowej usiłował w Tiranie nakłonić skłóconych Albańczyków do dialogu. Zwalczające się strony nie wykazują jednak gotowości do kompromisu.

"Śmierć Nano!" - krzy- czą stłoczeni na małej przestrzeni demonstranci. Wśród nich kobiety, dzieci i starcy. Fatos Nano jest premierem, demonstranci to zwolennicy jego zaprzysięgłego wroga i przywódcy opozycji, Salego Berishy. On sam przemawia zachrypniętym głosem z balkonu siedziby Partii Demokratycznej, wzywając do kontynuowania protestów przeciwko "komunistycznej dyktaturze". Nieopodal rozstawiono posterunki sił rządowych, uzbrojonych w broń maszynową. Niektórzy funkcjonariusze ukrywają twarze pod czarnymi maskami. Drogi do gmachów zajmowanych przez władze są zablokowane przez betonowe zapory.
"Nano to komunista, morderca! Musimy się go pozbyć. Tylko Berisha jest za sprawiedliwością. To jedyny demokrata. Powinien wrócić do władzy" - przekonuje uczestniczka wiecu Farije Hasani. Czy obalić Nano siłą? "Chcemy walczyć środkami pokojowymi. Ale nie ulękniemy się, jeśli rząd użyje przemocy" - zapowiada z wypiekami na twarzy.
Starcia zbrojne, które wybuchły gwałtownie 14 września, równie nagle ucichły następnego dnia. Kilkaset metrów od miejsca, gdzie trwa wiec, toczy się codzienne życie. Czyścibuty wypatrują klientów, uliczni sprzedawcy oferują pieczoną kukurydzę, otwarte są kawiarnie. - Nie popieram żadnego. Obaj są siebie warci. Powinni być usunięci - mówi obojętnie Zeqir Baholli, siedząc przy plastykowym stoliku obok obskurnej budki gastronomicznej. - Berisha jest gorszy, wszyscy przez niego cierpimy - dodaje po chwili ten 50-letni mechanik, od trzech lat bezrobotny, jak większość mężczyzn. Zarabiają na życie pokątnym handlem, szmuglując co się da. Działają tylko nieliczne zakłady, na przykład podstołeczna fabryka coca-coli. Poczucie beznadziejności jest wszechobecne.


Sali Berisha: "W polityce są wzloty i upadki. Najpierw poklask i kwiaty, później potępienie i kule"

Berisha, pierwszy nie- komunistyczny prezydent Albanii, obiecywał sześć lat temu, że zbuduje demokrację i dobrobyt. Rodacy uwierzyli mu, zachłystując się kapitalizmem. - Mam skóry owiec, wy macie w Polsce maszyny. Możemy ubić świetny interes - namawiał mnie wtedy w Tiranie do wspólnego biznesu szef miejscowej firmy, który już nie mógł się doczekać prywatyzacji. Na ulicach nędznej stolicy kraju zaroiło się od zdezelowanych, przywiezionych z zagranicy aut. Skromne oszczędności Albańczycy zaczęli na wyścigi lokować w tzw. fundu- szach inwestycyjnych, zwabieni wysokimi odsetkami. 90 proc. Albańczyków powierzyło im 2 mld dolarów. Wiosną ubiegłego roku marzenia o bogactwie pękły jak mydlana bańka. Oszukańcze piramidy finansowe zbankrutowały, pozostawiając klientów bez grosza przy duszy. Zdesperowani wyszli na ulice, chwytając za broń. Tylko karabinów nie brakuje w Albanii. Komunistyczny dyktator Enver Hodża przygotował magazyny w całym kraju, by wszyscy szybko mogli stanąć do walki. Chaos po krachu piramid trwał przez kilka miesięcy. Wiele tysięcy Albańczyków opuściło kraj, budząc przerażenie w sąsiednich Włoszech. Względny spokój przywróciła dopiero interwencja sił międzynarodowych pod przewodnictwem Włoch, które pełnią funkcję protektora Albanii. Do dziś prawie w każdym albańskim domu jest broń.
Fala anarchii zmusiła Berishę do ustąpienia. Do władzy wrócili postkomuniści - premierem został ponownie Nano, którego były prezydent o ciągotach autorytarnych wtrącił wcześniej do więzienia pod zarzutem korupcji. Teraz Nano zarzuca Berishy próbę zbrojnego zamachu stanu. Historia lubi się powtarzać. W ubiegłym roku o to samo były prezydent oskarżał premiera. "W polityce są wzloty i upadki. Najpierw poklask i kwiaty, później potępienie i kule" - powiedział Berisha w jednym z wywiadów w ubiegłym roku.
Iskrą, która padła na beczkę prochu, było zabójstwo opozycyjnego deputowanego Azema Hajdariego, prawej ręki Berishy. Mimo ochrony, został zastrzelony przez nieznanych sprawców, gdy wychodził z siedziby Partii Demokratycznej. Rząd obiecał za wskazanie sprawcy nagrodę 200 tys. dolarów, ale opozycja jest przekonana, że to władza stoi za tym morderstwem. Hajdari wcześniej został postrzelony w parlamencie przez socjalistycznego polityka.
14 września rozjuszeni zwolennicy opozycji ruszyli z bronią na gmachy rządowe, żądając głowy Nano. Rząd w ostatniej chwili salwował się ucieczką. Napastnicy opanowali też gmach telewizji. Równocześnie zaczęło się rabowanie sklepów. Dopiero wieczorem siły rządowe odbiły budynki z rąk rebeliantów. W zamieszkach zginęło siedem osób, kilkadziesiąt odniosło rany.
Karabiny zamilkły, ale nie oznacza to woli zawarcia kompromisu. Zdominowany przez partię premiera parlament uchwalił bowiem pozbawienie Berishy immunitetu deputowanego. Prócz uzbrojonych po zęby ochroniarzy oraz zwolenników Partii Demokratycznej nic nie chroni go przed śledztwem prokuratury. Jeśli sąd zdecyduje, że Berisha jest winien próby zamachu stanu, grozi mu kara śmierci lub dożywocie. Premier, stojąc na tle ściany podziurawionej kulami, zapowiedział, że jest zdecydowany bronić "porządku prawnego i konstytucyjnego" i doprowadzić do ukarania winnych. Podczas pogrzebu Hajdariego Berisha oznajmił z kolei, że zrywa wszelkie kontakty z rządem, i zagrzewał do dalszych protestów - aż do obalenia gabinetu Nano. Przywódca opozycji oskarża rząd o "zdradę narodu", która może "zniszczyć Albanię".
Europa obawia się, że destabilizacja w Albanii dodatkowo skomplikuje sytuację na Bałkanach. Międzynarodowe znaczenie Albanii wzrosło w czasie wojny w Bośni. Porty albańskie wykorzystywano do przerzutu broni dla bośniackich Muzułmanów. Obecnie północna część kraju, gdzie faktyczną władzę sprawuje Berisha, jest zapleczem zaopatrzeniowym Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK). Berisha zyskuje sławę "bohatera narodowego" - wspiera bowiem albańskich pobratymców z Kosowa. Hajdari był odpowiedzialny za kontakty z UCK, prawdopodobnie też za dostawy broni.
Międzynarodowe naciski doprowadziły do zaprzestania walk w Albanii, ale nic ponadto. Misja europejskich dyplomatów pod przewodnictwem Bronisława Geremka ostrzegła w Tiranie, że ekstremiści dążący do zaostrzenia konfliktu będą izolowani przez społeczność międzynarodową. Szef polskiej dyplomacji i aktualny przewodniczący OBWE potępił akty przemocy przeciw "legalnie wybranemu rządowi", ale też wezwał do rzetelnego śledztwa w sprawie zabójstwa Hajdariego. "Miejsce opozycji jest w parlamencie, a nie w więzieniu ani na ulicznych demonstracjach" - stwierdził Bronisław Geremek. Powołując się na doświadczenia RPA oraz polskiego "okrągłego stołu", namawiał do powołania komisji pojednania narodowego. Podczas konferencji prasowej albański dziennikarz z krzykiem pytał, dlaczego Geremek potępia działania Berishy, który postępuje tak jak kiedyś Lech Wałęsa. Geremek odparł spokojnie: "Wałęsa nie stosował przemocy i nie występował przeciwko porządkowi demokratycznemu".

Więcej możesz przeczytać w 39/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0