Zasilanie lokomotywy

Zasilanie lokomotywy

Jak małe i średnie przedsiębiorstwa wspiera się w Wielkiej Brytanii
W Wielkiej Brytanii małe i średnie firmy są oczkiem w głowie rządu. - To małe przedsiębiorstwa najbardziej przyczyniły się do sukcesu brytyjskiej gospodarki - mówi Barbara Roche, podsekretarz stanu w brytyjskim Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Firmy zatrudniające nie więcej niż 50 pracowników stanowią 99 proc. wszystkich brytyjskich przedsiębiorstw i wypracowują 42 proc. obrotów (wyłączając sektor finansowy). - Mają one kilka niezaprzeczalnych atutów: są elastyczne, dynamiczne i najszybciej wdrażają nowoczesne technologie. Dlatego rząd musi prowadzić taką politykę, która będzie zachęcać ludzi do rozpoczęcia działalności na własny rachunek - dodaje Barbara Roche.
W Polsce działa dziś 2,5 mln małych i średnich firm (w Wielkiej Brytanii - 3,7 mln). Polska chce skorzystać z brytyjskich doświadczeń przy restrukturyzacji naszego przemysłu hutniczego i górnictwa. Według prognoz, do końca 2002 r. pracę straci ok. 240 tys. osób. W latach 80., gdy zamykano większość brytyjskich kopalń, rząd postanowił zachęcić odchodzących górników do zakładania własnych przedsiębiorstw, aby nie dopuścić do eksplozji bezrobocia. Do dziś państwo pomaga tym, którzy mają pomysł na samodzielną działalność gospodarczą, jednak nie potrafią sobie poradzić z jego realizacją. Dla nich stworzono gęstą sieć lokalnych biur doradczych, tzw. business links, których zadaniem jest udzielanie informacji i porad. Według ostatnich danych, z usług tych biur korzysta ponad 8 tys. małych i średnich firm różnych branż. Usługi tam świadczone stoją zwykle na bardzo wysokim poziomie. W regionach o trudniejszej sytuacji gospodarczej utworzono dodatkowe instytucje: w Walii działa Business Connect, a w Szkocji - Scottish Enterprise.
Dostęp do źródeł finansowania to jeden z podstawowych problemów wszystkich przedsiębiorstw, a zwłaszcza mniejszych firm, mających zwykle ograniczone zasoby finansowe. Brytyjski system gwarancji kredytowych wszedł w życie w 1981 r., zaś jego celem była pomoc przedsiębiorcom, którzy zdobyli poważne kontrakty handlowe, ale nie byli w stanie pozyskać wystarczających funduszy z banków z powodu braku należnych gwarancji. Dotychczas udzielono 62 tys. gwarancji o łącznej wartości 2,1 mld funtów. Szczególnie dużo problemów z pozyskaniem pieniędzy mają firmy oferujące produkty hi-tech. Instytucje kredytujące zgłaszają często zastrzeżenia do długiego czasu realizacji projektów. Tym firmom rząd brytyjski chce szczególnie pomóc poprzez tworzenie funduszy celowych i koordynowanie współpracy między wyższymi szkołami a przedsiębiorstwami.


JAN K. BIELECKI, dyrektor wykonawczy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju,
były premier RP


W ostatnim czasie polska gospodarka musi działać w otoczeniu trudniejszym niż dotychczas nie tylko z powodu kryzysu w Rosji, ale ogólnie z powodu szalejącej "azjatyckiej grypy". Zmieniła ona stosunek do tzw. emerging markets, czyli rozwijających się rynków. Zauważamy większą ostrożność, wręcz deklaracje niezwiększania inwestycji, co może się odbić na dochodach z prywatyzacji w Polsce, spowodować wzrost ceny pozyskiwanego za granicą kapitału, trudności w eksporcie i być może pewne osłabienie tempa bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce. W tym nowym otoczeniu trzeba próbować oddzielić się od rynków mniej pewnych i zbliżyć się do świata bardziej stabilnego, jakim jest Unia Europejska. I to jest - według mnie - wymóg strategiczny. Małe i średnie przedsiębiorstwa są znakomitym amortyzatorem wszelkich wahań koniunktury, ponieważ szybko potrafią się dostosować do zmieniającego się otoczenia. Mogą zmienić profil produkcji łatwiej niż potężne przedsiębiorstwa zatrudniające kilka tysięcy pracowników. Rola tego sektora staje się więc bardzo istotna. Tym bardziej potrzebne jest dobre działanie rządu, tworzenie prostego, przejrzystego i przyjaznego systemu prawnego, odbiurokratyzowanie gospodarki. Ważne jest także stwarzanie pewnej asysty finansowej, kapitału, by średnie przedsiębiorstwa były nośnikiem postępu technicznego, żeby szukały nowych technologii, za pomocą których można będzie zaistnieć w którejś z rynkowych nisz.



Fraser Hay, prezes firmy Healthscope Direct, która sprzedaje preparaty kosmetyczne z glonów morskich, młody Biznesmen Roku w Wielkiej Brytanii, mając 10 funtów, w ciągu osiemnastu miesięcy stał się milionerem. Teraz firma ma 9 tys. klientów w trzynastu krajach, a jej obroty sięgają 5 mln funtów rocznie - Jeśli zdecydowałeś się na założenie firmy, znajdą się u nas ludzie, którzy pomogą ci napisać biznesplan, pójdą z tobą do banku po kredyt, a jeżeli będziesz miał z tym trudności, poszukają jakichś fundacji, które pomagają startującym w biznesie - opowiada Hay. Tak było i w jego wypadku. - Gdy już wpadłem na pomysł zarobienia dużych pieniędzy, poszedłem do naszego lokalnego Centrum Rozwoju Biznesu i po przedstawieniu biznesplanu otrzymałem 8 tys. funtów. Pewną sumę dostałem od Fundacji Księcia Karola, która wspiera młodych biznesmenów - mówi Hay. Pomoc polskiej średniej i drobnej przedsiębiorczości deklarują zagraniczne instytucje finansowe, w tym Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju we współpracy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym i Komisją Europejską. Program pomocy obejmie firmy, które zatrudniają do 250 pracowników i przedstawią projekty o wartości nie przekraczającej miliona ECU. Pieniądze nie będą przekazywane bezpośrednio właścicielom firm, ale lokalnym funduszom wspierania przedsiębiorczości, które rozdysponują powierzone im środki na konkretne przedsięwzięcia.
Według Brytyjczyków, warunkiem sukcesu małego i średniego biznesu jest przejrzyste prawodawstwo. Od pewnego czasu wszędzie, gdzie proponuje się wprowadzenie nowych norm prawnych, brany jest pod uwagę ich wpływ na małe przedsiębiorstwa. W 1997 r. z inicjatywy rządu powstał zespół ds. ulepszenia prawa, by nowe przepisy były "zrozumiałe, logiczne, odpowiednio ukierunkowane i konsekwentne". Połowa członków zespołu to właściciele małych firm. W Internecie otwarto stronę, na której biznesmeni znajdą porady i wskazówki prawne. Strona zawiera 1100 dokumentów.
Przyzwyczajeni do takiego traktowania brytyjscy biznesmeni narzekają na polską biurokrację. "Jestem właścicielem małej firmy, która w ciągu ostatnich pięciu lat stworzyła 46 miejsc pracy dla Polaków. Nie mam wątpliwości, że moja firma byłaby bardziej konkurencyjna i większa, gdyby nie była obciążona nadmiernymi i nieefektywnie stosowanymi regulacjami. Polska jest krajem o zdecydowanie nadmiernej regulacji, a wiele przepisów oznacza znacznie większe marnotrawstwo czasu polskich obywateli, niż jest to konieczne" - pisze w liście otwartym do wicepremiera Leszka Balcerowicza Richard Lucas, prezes firmy SKK-Systemy Kodów Kreskowych.
Doskonałą ilustracją tego problemu jest porównanie brytyjskich i polskich przepisów dotyczących praw jazdy i dowodów rejestracyjnych. W Wielkiej Brytanii zarządzanie tymi sprawami jest niezwykle proste. Wnioski o przyznanie prawa jazdy, oświadczenia o kupnie i sprzedaży samochodu oraz zmianie adresu obywatele składają listownie, posługując się formularzami dostępnymi na każdej poczcie, bez konieczności wizyty w jakimkolwiek urzędzie państwowym. W kraju większym niż Polska, gdzie zarejestrowanych jest o wiele więcej pojazdów, cała ta procedura zarządzana jest przez Centralę Licencjonowania Kierowców Pojazdów, znajdującą się w Walii, bez udziału ministerstwa w Londynie. W Polsce rejestracja pojazdu czy zmiana prawa jazdy jest czasochłonną czynnością wymagającą wystawania w długich kolejkach w urzędach.


Okładka tygodnika WPROST: 38/1998
Więcej możesz przeczytać w 38/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0