Sąd nad ustawodawcą

Sąd nad ustawodawcą

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gdyby ustawodawcy pisali kodeksy pod dyktando opinii publicznej, nadal żylibyśmy w cieniu szubienicy
Poznęcałem się trochę nad nową kodyfikacją karną i mam teraz wyrzuty sumienia. Nie przewidywałem, że wywoła ona taką burzę krytyki i to z powodów, których nie uważam za dostatecznie ważne. Spróbuję więc dzisiaj powiedzieć kilka słów w obronie nowego prawa.

Nie będę się rozwodził nad tym, że o cywilizowane prawo karne dopominały się środowiska prawnicze i opozycja antytotalitarna od końca lat siedemdziesiątych. I okazało się, że gdy wreszcie je mamy, opinia publiczna wcale nie jest z tego zadowolona. Opinia publiczna i wolne media to surowi sędziowie. Wiedziały o tym aż nadto dobrze władze PRL, które poprzedniej kodyfikacji z końca lat sześćdziesiątych zapewniły na kilka lat skuteczną ochronę przed publiczną krytyką. Obecna kodyfikacja nie korzysta z takiego przywileju i można na niej jeździć jak na łysej kobyle. Przykładem takiej niezbyt eleganckiej jazdy jest nagłośnienie faktu, że nowy kodeks karny obniżył w niektórych wypadkach dotychczasowe górne granice kar grożących za przestępstwa. Operacji tej nadano etykietkę "ukrytej amnestii", szczególnie drażniącą w czasach wzrostu przestępczości i powszechnego strachu przed staniem się ofiarą przestępstwa.
Media błyskawicznie wychwyciły przykłady głośnych spraw, w których owa "amnestia" ma zastosowanie. Wampir z Ochoty ma teraz perspektywę 15 lat więzienia zamiast 25, a prokurator oskarżający w sprawie Rympałka w podobny sposób musiał ograniczyć swoje żądania w zakresie kary. Trudno jest znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie dla takich indywidualnych korekt wymiaru sprawiedliwości. Można się tylko tłumaczyć, ale wiadomo, że - jak mówią Francuzi - qui s?excuse s?accuse, czyli: kto się usprawiedliwia, ten się oskarża.
W sprawie nieletniego Wampira można nieśmiało wywodzić, że skoro ustawodawca obniżył do lat 15 wiek nieletnich zbrodniarzy odpowiadających na zasadach przewidzianych dla dorosłych, to mógł również wprowadzić zasadę, że nie będą oni traktowani ze skrajną surowością. Kara wymierzona takiemu sprawcy nie może przekroczyć dwóch trzecich górnej granicy ustawowego zagrożenia przewidzianego za przypisane przestępstwo. Czy jest to ze strony ustawodawcy nadmiar łagodności - trudno powiedzieć i w dodatku nie jest jeszcze pewne, jak ostatecznie będzie rozstrzygnięty przytoczony kazus skazanego Wareckiego.
Drugi wypadek wiąże się ze zmianą oceny prawnej przestępstwa rozboju i tutaj można tylko bezradnie rozłożyć ręce. Chyba że powiemy wprost, że ustawodawca złagodził kary grożące za rozbój, aby poprawić obraz Polski w Europie i świecie jako kraju coraz bardziej bezpiecznego i cywilizowanego. Jednakże większość Polaków ocenia swą rzeczywistość mniej optymistycznie i nie może zrozumieć, dlaczego teraz za zwykły rozbój grozi kara pozbawienia wolności od 2 do 12 lat zamiast od 3 do 15, jak było dotychczas. I dlaczego za rozbój kwalifikowany, z użyciem broni palnej, noża lub innego podobnie niebezpiecznego przedmiotu, przewidziano karę od 3 do 15 lat, a do niedawna sprawca podlegał karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż lat 5 albo karze śmierci. Słabo brzmią argumenty Ministerstwa Sprawiedliwości, że sądy nie orzekały w tych sprawach najwyższych kar. Przecież ustawodawca wyraźnie sugeruje, że obecnie rozbój jest mniej szkodliwy społecznie niż dawniej, bo obniżono "cenę", jaką sprawca powinien zapłacić społeczeństwu. A ludzie nie lubią "przeceny", z której korzystają tylko bandyci.
Odnoszę wrażenie, że główni twórcy i ideologowie nowego, cywilizowanego prawa karnego chowają teraz głowy w piasek. Tak, jakby wydało się coś, co próbowali trochę ukryć przed opinią publiczną i przemycić w sposób niedostrzegalny. Osobiście uważam taką taktykę za dopuszczalną, bo gdyby ustawodawcy pisali kodeksy pod dyktando opinii publicznej, nadal żylibyśmy w cieniu szubienicy i wymyślnych narzędzi tortur. Jednakże trzeba mieć przygotowane argumenty w razie awarii. Jak wyjaśnić ludziom przerażonym rosnącą liczbą wypadków wymuszania haraczu od osób prowadzących działalność gospodarczą, że górną granicę kary grożącej za wymuszenie rozbójnicze należało obniżyć z 15 do 10 lat? Czy uwierzą, że wymagała tego od nas Rada Europy?
Więcej możesz przeczytać w 38/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0