Złodziej

Złodziej

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pan prezydent Święcicki zapomniał, kto osobiście wręczał mu swoją koncepcję miasta binarnego Warszawa-Łódź. Zapomniał, kto ją dla niego na zamówienie gminy Centrum opracował
Gdy się spada ze stołka, bo się go porządnie nie skleiło (a już raz się rozpadł przecież) - otóż gdy się z niego spada, to tak się właśnie kończy, jak się skończyło. Łapałem się, czego mogłem, to znaczy tego, co miałem pod ręką. Lampa to była akurat. Sznur szarpnięty zaklinował się w gniazdku, wyrwał je, ale tak niefortunnie, że przewody aż wyszły na zewnątrz, a w całym domu huknęło i spięcie krótkie się zrobiło na długo, niestety. Ciemno. Reperacja udała się połowicznie - górne światła wreszcie się zapaliły. Niestety, wszystkie kontakty były bez prądu. Nawet telewizora nie było do czego podłączyć i nic nie wiadomo. Tam Clinton się chwieje tak, że już - być może - nie jest nawet Jelcynem samego siebie, a ja tu siedzę ciemny jak tabaka w rogu, bo wszystkie dolne obwody w domu szlag trafił. Czuję, że zaraz i mnie trafi, bo ratunku znikąd. Wieś deskami zabita, a żadnego elektryka dziś się nie ściągnie, nawet nie ma co marzyć, bo jest piątek i całe Suwałki wyjechały z Suwałk na trzy dni do lasu na grzyby. Co tu robić?
W moim pokoiczku górnego oświetlenia nie prowadzę, tylko lampa na stole, ale trzeba ją do kontaktu, a kontakty... no właśnie. I nagle - błysk! Nie, nie światła błysk, tylko błysk geniuszu! Myśli błysk! Gdzieś przecież w domu jest złodziej! Co jest? - spyta ktoś. Nieważne, zaraz powiem, o co chodzi. Złodziej! Ale gdzie on jest? Szukajcie, a znajdziecie. Pudło z różnościami elektrycznymi! "I ręka w ładownicy długo i głęboko szukała, nie znalazła...". Pamiętasz z czego to, Mój Pieseczku, czyli Koteczku? Tamta nie znalazła, ale moja znalazła. Jest! Złodziej! Złodziej? W pudle? Tak! Złodziej w pudle! Pamiętałem, że jest. Oprawka do żarówki, która to oprawka ma z boku wypustkę kontaktową i w nią można wetknąć wtyczkę jakiegoś urządzenia elektrycznego. Teraz się już takich oprawek nie używa, bo są kontakty w ścianach, ale kiedyś, przed wojną i po wojnie też, gdy jedynym punktem elektrycznym w domu była lampa nad stołem, nazywano taką właśnie oprawkę złodziejem. Złodziej - że niby prąd kradnie. Nazwa lekko bez sensu, bo skoro sami go do tej kradzieży zmuszamy i dla siebie kradniemy własny prąd... Ale tak się nazywało powszechnie to przydatne urządzenie. I dziś złodziej też mi się przydał.
Z wiadomości telewizyjnych nie będę korzystał, bo ich nie mam. Albo lampa nad biurkiem, albo telewizor. Wybrałem to pierwsze. Coś tu z pewnością znajdę, co sobie przygotowałem do ewentualnego napisania. Kilka tematów jest. A to co? "Arché" - szesnasty numer. "Arché" to periodyk ukazujący się nieregularnie wprawdzie, ale nadzwyczaj treściwy. Zajmuje się kulturą, twórczością i krytyką. W tym numerze (wydanym jeszcze przed wakacjami) poświęconym architekturze i urbanistyce kilkanaście stron zajmuje koncepcja miasta binarnego Warszawa-Łódź autorstwa Jacka Damięckiego, architekta i urbanisty. Tę propozycję po raz pierwszy publicznie ogłosił w styczniu 1997 r. na seminarium "Architektura naszej demokracji". Wtedy pierwszy zarys koncepcji miasta binarnego złożył na ręce prezydenta Warszawy Marcina Święcickiego. Koncepcja Damięckiego okazała się na tyle atrakcyjna, że prawie natychmiast zamówiono u niego bardziej szczegółowe opracowanie. Damięcki, mimo krótkiego terminu, opracowanie to wykonał. Spał mało, czyli wcale, ale wykonał. Dwadzieścia dwie plansze i dwieście diapozytywów oraz obszerny tekst wyjaśniający całość.
Opracowanie Warszawa-Łódź zostało wykonane na zamówienie gminy Warszawa Centrum i szybko zyskało sobie mocną pozycję w środowisku architektów i urbanistów. Cytuję Jeremiego T. Królikowskiego, redaktora naczelnego "Arché": "było także przedstawione na dwóch seminariach (...) ťOblicza miasta - obrazy WarszawyŤ zorganizowanych przez Instytut Kultury, redakcję ťArchéŤ i Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk w formie prezentacji idei". A także na wspomnianym już przeze mnie seminarium "Architektura naszej demokracji". Duża dyskusja urbanistów odbyła się na ten temat w warszawskim SARP-ie. Sprawa okazała się nadzwyczaj atrakcyjna i piekielnie nośna. Inspirująca. Zagadnienia tego formatu i tej skali brakowało i oto za sprawą Damięckiego pojawiło się jako ważne i zasadne. A ponieważ z Damięckim jestem w zażyłości od lat, z satysfakcją ogromną przyjmowałem ten jego oczywisty sukces. Ostatnio z radością dowiedziałem się, że 16 września w Łodzi odbędzie się konwersatorium pod tytułem "Wspólnota metropolitalna Łódź & Warszawa - kolej, autostrada, lotnisko". Celem konwersatorium jest "zawarcie partnerskiego porozumienia Łodzi i Warszawy w sprawie opracowania wspólnej strategii rozwoju skonsolidowanego obrazu metropolitalnego Łódź-Warszawa". Podczas konwersatorium odbędzie się dyskusja panelowa z głosami wprowadzającymi prezydenta Łodzi Marka Czekalskiego i prezydenta Warszawy Marcina Święcickiego. A potem wypowiedzą się inni - specjaliści, urbaniści. Przewiduje się około dwudziestu wystąpień. Brawo Jacku!
Puenta jest smutna. Tak rozpaczliwie smutna, że aż się jej nie chce pisać. Pan prezydent Święcicki zapomniał, kto osobiście wręczał mu swoją koncepcję miasta binarnego Warszawa-Łódź. Zapomniał, kto ją dla niego na zamówienie gminy Centrum opracował. Zapomniał, kto jest autorem tego gigantycznego i wspaniałego pomysłu. Architekt i urbanista Jacek Damięcki nie został nawet zaproszony na łódzkie konwersatorium w charakterze gościa, choć winien być główną osobą przedstawianą przez dwóch sprawujących patronat nad konwersatorium prezydentów - Czekalskiego i Święcickiego. Pan prezydent Warszawy uznał, że murzyn zrobił swoje i jest mu już niepotrzebny. Pan prezydent stolicy - polityk i działacz sprawującej rządy koalicji, członek Unii Wolności.


Więcej możesz przeczytać w 38/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0