Pogotowie strajkowe

Pogotowie strajkowe

Dodano:   /  Zmieniono: 
W połowie września może się rozpocząć akcja protestacyjna części pracowników pogotowia ratunkowego. Oflagowane karetki jeżdżące na sygnale mają zwrócić uwagę potencjalnych pacjentów na potrzebę przeprowadzenia zmian w tej instytucji. Większość osób związanych ze służbą zdrowia zgadza się z tym postulatem. W Ministerstwie Zdrowia rozpoczęły się już nawet prace nad reformą pogotowia ratunkowego. Czemu mają zatem służyć kolejne protesty?
Karetka pogotowia ratunkowego dociera do poszkodowanego w ciągu kilku minut. Dzięki specjalistycznemu sprzętowi lekarze bez trudu mogą podtrzymać przy życiu pacjenta, zanim dotrze on do szpitala. Tam chory nie czeka godzinami na pielęgniarkę. Nie denerwuje się z tego powodu. W pokoju, w którym przebywa, znajduje się telewizor i telefon. Utrzymuje zatem ciągły kontakt z rodziną i ze światem zewnętrznym, co zwiększa jego komfort psychiczny i przyspiesza proces leczenia. Pościel jest kolorowa. Podobnie ubrany jest personel szpitala. Pielęgniarki nie noszą czepków. Mają za to identyfikatory z imieniem. Chory nie dostaje zimnego jedzenia. Nie musi sam myć sztućców. W szpitalu jest bowiem wózek podgrzewający posiłki oraz zmywarka do naczyń. Wszystko jest czyste i schludne.
- Taki obraz pogotowia ratunkowego nie jest fantastycznym marzeniem czy nierealnym snem. Tak może być w Polsce już za kilka lat. Musimy tylko stworzyć prawne podstawy do wprowadzenia i rozwoju systemu ratownictwa medycznego zapewniającego wyższy niż dziś poziom świadczeń medycznych dla wszystkich osób zagrożonych nagłą utratą zdrowia lub życia - mówi Michał Borkowski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Warszawie.
W tym celu minister zdrowia powołał Komisję ds. Ratownictwa Medycznego. Zanim jednak przedstawiła ona projekt ustawy (na razie spisano zaledwie sześć artykułów), grupa pracowników pogotowia ratunkowego i transportu sanitarnego z komitetu pod nazwą Pogotowie 2000 zaczęła grozić akcją protestacyjną. Czy można się buntować przeciwko czemuś, czego jeszcze nie ma? Przeciw ustawie, której zarys dopiero powstaje?


Połowa karetek polskiego pogotowia ratunkowego powinna być ze względów bezpieczeństwa natychmiast wycofana

- Ustawa o ubezpieczeniach zdrowotnych i podpisywanie umów z kasą chorych zmusza placówki służby zdrowia do konkurencyjności i dbania o jakość usług. Te same zasady będą dotyczyć pogotowia ratunkowego. Nic dziwnego, że niektórzy pracownicy boją się zmian. Teoretycznie wiemy, jak system ma działać, ale nikt nie może przewidzieć, jak to będzie wyglądało w praktyce. My też się boimy. Próbować jednak trzeba - przyznaje Borkowski.
Czy jest jednak sens niepokoić pacjentów kolejnym protestem? - Rola lekarza polega na leczeniu i profilaktyce. Nasza akcja ma być właśnie pewną formą prewencji - tłumaczy Włodzimierz Witkowski z Pogotowia 2000. Tymczasem z przeprowadzonego dwa lata temu badania CBOS wynika, że 56 proc. Polaków uważa akcje protestacyjne w służbie zdrowia za szkodzące pacjentom.
Przedstawiciele Pogotowia 2000 zapewniają, że przyczyną protestu nie jest chęć wywalczenia wyższych zarobków, nie chodzi też o poprawę warunków pracy. Interesuje ich wyłącznie dobro pacjenta. Tymczasem wydaje się, że działania komitetu mogą się obrócić przeciwko potencjalnym chorym. Pogotowie ratunkowe trzeba zreorganizować choćby z tego względu, że dziś nie zawsze może ono skutecznie funkcjonować.
- Obecnie pogotowie ratunkowe nie jest pomocą doraźną, lecz "niewyraźną". Około 70 proc. wezwań jest bezzasadnych, gdyż ze zgłoszonymi problemami może sobie poradzić lekarz rodzinny - wyjaśnia dr Jerzy Serafin, pełnomocnik ministra zdrowia ds. kontaktów ze stroną społeczną. - Przyzwyczailiśmy się jednak, że szybciej i wygodniej jest zadzwonić po pogotowie. Tymczasem wyjazd karetki kosztuje 300-500 zł, a wizyta lekarza rodzinnego 20-30 zł.
Wbrew informacjom komitetu Pogotowie 2000, nikt nie zamierza zabronić choremu wezwania pogotowia ratunkowego, nawet jeśli chodzi o ból głowy czy przeziębienie. Pytanie jest tylko jedno: kto zapłaci za tę usługę? Czy kasa chorych będzie chciała zwrócić pieniądze za wezwanie karetki z nieuzasadnionych powodów?
- Nie możemy nadal marnotrawić pieniędzy. Oszczędności są niezbędne choćby z tego powodu, że stan techniczny sprzętu, jakim dysponuje pogotowie, jest zły. Manna z nieba nam nie spadnie. Pracując w "głębokim terenie", odbierałem porody w karetce w lesie lub musiałem patrzeć na śmierć pacjenta tylko dlatego, że karetka się zepsuła lub nie było defibrylatora - tłumaczy dr Serafin.
Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia szacują, że ze względów bezpieczeństwa 50-60 proc. pojazdów powinno być natychmiast wycofanych. W ciągu ostatnich dziesięciu lat w Warszawie aż siedmiokrotnie wzrosła liczba tzw. nagłych zgonów sercowych. Dzieje się tak m.in. dlatego, że lekarze nie mają odpowiedniej aparatury mogącej utrzymać pacjenta przy życiu, zanim trafi on do szpitala.
W myśl przygotowywanej ustawy pogotowie ratunkowe ma przejść pod zarząd i finansowanie samorządów lepiej znających potrzeby regionu. Ma także powstać sieć punktów pogotowia ratunkowego w całym kraju, by karetka w ciągu kilku minut mogła dotrzeć do pacjenta. Wraz z budową autostrad i rozwojem dróg niezbędne jest również stworzenie zespołów ratowniczych wyposażonych w helikoptery i na przykład w sprzęt do cięcia blach. Natomiast w dyspozytorni musi pracować specjalnie wyszkolony ratownik, który błyskawicznie podejmie decyzję, jaki rodzaj karetki wysłać. Błędna decyzja dyspozytora może przecież kosztować czyjeś życie.


Więcej możesz przeczytać w 38/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0