Biała księga

Biała księga

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przyjęcie ogólnych zasad podatkowych wymaga konsultacji parlamentu ze społeczeństwem, a więc przeprowadzenia referendum w sprawie o szczególnym znaczeniu dla nas, czyli dla państwa
1.Wicepremier Balcerowicz zaproponował podatek liniowy. Dokładniej - zniesienie ulg przedmiotowych, podwojenie ulgi dla ubogich i podatek liniowy od tego, co zarabia się więcej. Te trzy rzeczy są teoretycznie niezależne od siebie. Na przykład ulgi za kształcenie się stanowią istotne w skali masowej instrumenty motywowania działań prywatnych tak, że sprzyja się wzrostowi wykształcenia, nikogo do tego wprost nie przymuszając. Pójdzie na studia czy nie, jego sprawa, ale my na przykład uważamy, że wzrost wykształcenia w Polsce jest ważny, w każdym razie ważniejszy niż wejście do Unii Europejskiej, czym uzasadnia się m.in. proponowaną reformę. Skasujemy ulgi, to może trzeba będzie wkrótce zwiększyć wydatki publiczne czy samorządowe na szkolnictwo czy służbę zdrowia, a kto wie w takim razie, czy nie zwiększymy podatków w ogóle. Autorzy "Białej księgi" głoszą co prawda, że zniesienie odliczeń za kształcenie zwiększy opłacalność kształcenia, bo w ogóle zmniejszą się obciążenia podatkowe. Tylko ten argument, że z ulg korzystają bogaci! Przecież z danych "Białej Księgi" wynika, że wśród korzystających z odliczeń zdecydowaną większość (89,11 proc.) stanowią ludzie, których dochody nie przekraczają pierwszego progu podatkowego. Owszem, w drobnej grupie zamożnych podatników (kilka procent społeczeństwa) z ulg korzystają prawie wszyscy, ale czy to grzech? Trzeba by zresztą dokładnie sprawdzić, kto wydaje na nauczanie, a kto na czynszowe kamienice. Jeśli zaś ktoś chce sprawiedliwości tzw. społecznej, to może najbogatszych pozbawić prawa do ulg, zwłaszcza że i tak zarobią na podatku liniowym.

2.Sam podatek liniowy budzi entuzjazm, bo przypomina zasadę, że wszyscy są równi wobec prawa. Dosłownie tego nie należy traktować, albowiem prawdziwa równość to pogłówne ściągane po 100 zł czy 200 zł od każdego. Pani Thatcher próbowała coś takiego wprowadzić i straciła władzę. Jest to raczej równość względna, polegająca na tym, że każdy płaci po 22 proc. od swych dochodów. Ten, który zarabia więcej, zapłaci więcej, ale tak się składa, że strata 20 tys. zł może dla niego mniej znaczyć niż strata 2 tys. zł dla profesora. Jest w tym pewna równowaga. Mający więcej dochodu zapłaci więcej, ale mniej w stosunku do dotychczasowego modelu progresji podatkowej. Na zmianie stracą klasy średnie, te w górnej połowie pierwszego progu, a zyskać mają klasa bogatych i biedni.

3.Z bogatego zdejmujemy obciążenia moralne, że jak ma więcej, to niech płaci nie tylko więcej, ale także więcej proporcjonalnie do swej zamożności. Bogaci się człowiek nie w próżni, ale kosztem innych, nawet jeśli później inni z tego mają korzyści - tym pewniejsze, im szybciej wpłacone do urzędu skarbowego. Dotychczas tak rozumiano zasadę sprawiedliwości społecznej; miejmy nadzieję, że żaden z jej konstytucyjnych gwarantów się nie zbiesi. Dziesięć lat po zmianie systemu to także jest swoiste umorzenie kredytu, który z naszych publicznych środków wielu dziś bogatych uzyskało, mogąc mnożyć złotówki zapłacone za stanowiska urzędowe, rady nadzorcze itd.

4.Tylko dlaczego, wprowadzając podatek liniowy, nie skasować przy tym sumy wolnej od opodatkowania? Jeśli są tacy, którzy podatku w ogóle nie płacą, to równości, choćby względnej, nie ma. Wyłączenie biednych w ogóle z podatkowego rozrachunku to nie przywilej, lecz formalne wyłączenie ich ze społeczeństwa obywatelskiego do podklasy proletariatu biednych emerytów i rzeczywistych bezrobotnych organizowanych wokół roszczeń wtedy, gdy pora na wybory samorządowe czy krajowe. Nowoczesna demokracja opiera się na równości wszystkich wobec prawa. Niepłacenie podatków ma większy sens w systemie progresji podatkowej, bo stanowi pierwszy próg w ścisłym sensie tego słowa. Tymczasem program obiecuje biednym podwojenie tego progu, co faktycznie zwiększy liczbę wyłączonych z systemu, a przy okazji premię dla zamożniejszych. Na rozmaitych zasiłkach z pomocy społecznej w takim sobie zwykłym śląskim miasteczku jak Duszniki żyje ok. 20 proc. mieszkańców. Na razie tylko dostają jak z łaski coś z cudzego. Będą współobywatelami, gdy zapłacą państwowy, a także lokalny podatek, nawet jeśli zaliczkowo państwo i samorząd im go zwrócą. Tym bardziej że zupełnie słusznie projekt wprowadza w obręb normalnych stosunków obywatelskich rolników, dotychczas pozostających na zewnątrz, a i tak oczekujących nieustannych preferencji i pomocy ze strony państwa, to znaczy nas, podatników. Zresztą bardziej zamożny samorząd, zależnie od swej gospodarności, mógłby zasięg tych zwrotów poszerzyć nie tylko na biednych. Musi jednak czuć oddech wszystkich podatków na karku.

5.Czytam w księdze, "że tworzeniu systemu podatkowego nie towarzyszyła poważniejsza dyskusja społeczna czy polityczna. Niemal cały wysiłek skupiony był na stronie technicznej operacji, same zaś założenia kolejnych reform były dziełem ekspertów, którzy - zgodnie ze swoją najlepszą wolą i wiedzą - przenosili do Polski rozwiązania znane już i sprawdzone w innych krajach". Święte słowa. W końcu rzecz dotyczy realnej konstytucji państwa i tej namacalnej więzi obywatela z jego państwem, jaką stanowi obowiązek podatkowy. Tyle że na to nie wystarczą dwa tygodnie. Dotyczy to równie dobrze prorodzinnych propozycji AWS, w których nie wiadomo jeszcze, czy bezdzietni mają opłacać część kosztów wychowania dzieci przez dzietnych lub czy mający mniej dzieci biedni dopłacą do kolejnych dzieci zamożniejszych rodaków. W tak ważnych sprawach nawet monarchowie jako władza wykonawcza zmuszeni byli pytać o zgodę przedstawicieli stanów. Tyle że od tamtego czasu poseł nie jest już związany instrukcją wyborców, decydując o podatkach, jakie mają płacić. Wydaje mi się jednak, że przyjęcie takich czy innych zasad ogólnych wymaga nie tylko dyskusji społecznej z Ministerstwem Finansów, ale także konsultacji parlamentu ze społeczeństwem, a więc przeprowadzenia referendum w sprawie o szczególnym znaczeniu dla nas, tj. dla państwa.
Więcej możesz przeczytać w 38/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0