Nadzieja Rosji

Nadzieja Rosji

Kim jest Jewgienij Primakow
Walentin Jumaszew, szef prezydenckiej administracji, wkroczył na piętro pałacu Ministerstwa Spraw Zagranicznych na placu Smoleńskim nie ogolony i w pospiesznie zarzuconej na sportową koszulkę marynarce. Jewgienij Primakow z niesmakiem przyjął emisariusza. Zapewne na to liczył sam Jumaszew i inni prominentni członkowie "panującej rodziny" - córka Borysa Jelcyna Tatiana Diaczenko oraz kremlowski Rasputin, bankier Borys Bieriezowski. Chcieli, żeby nowym rosyjskim premierem został Wiktor Czernomyrdin.

"Jumaszew powiedział mi, że rozmawiał z Primakowem, a ten odmówił - relacjonował potem swoje spotkanie z szefem prezydenckiej administracji Grigorij Jawliński, przywódca liberalnego Jabłoka. - Musiał odmówić, gdyż na ten temat będzie rozmawiał tylko z prezydentem, a nie z jego urzędnikiem". "Najwyższych godności i ręki narzeczonej nie oferuje się przez pośredni- ków" - mówi rosyjskie przysłowie. To właśnie dlatego dwa dni przed wysunięciem przez prezydenta kandydatury Jewgienija Maksymowicza Primakowa na stanowisko premiera nowego rosyjskiego rządu świat obiegła wiadomość: minister odmawia.
Ale już w czwartek 11 września podporucznik kurierskiej służby Kremla wnosił do siedziby Dumy niepozorną teczkę z kopertą opatrzoną prezydenckimi pieczęciami. "Proszę przyjąć kandydaturę Jewgienija Maksymowicza Primakowa na stanowisko premiera" - głosiło pismo Borysa Jelcyna skierowane do Giennadija Sieliezniowa, przewodniczącego niższej izby parlamentu. Rozpromieniony Sieliezniow nie ukrywał ulgi i satysfakcji. Jak się okazało, już podczas spotkania w cztery oczy na Kremlu prezydent nie musiał długo przekonywać 68-letniego szefa rosyjskiej dyplomacji. Polityczny kryzys w Rosji dobiega końca. Na czele rządu w krytycznej dla państwa chwili staje człowiek, którego kandydatura pogodziła wszystkich grających w tę polityczną ruletkę. Podczas głosowania w zdominowanej przez komunistów niższej izbie rosyjskiego parlamentu nowego szefa rządu poparło 317 deputowanych, a zaledwie 63 - w tym skrajni nacjonaliści Władymira Żyrinowskiego - było przeciwnych jego kandydaturze.
"Systemem politycznym kraju zawładnął dzisiaj paraliż spowodowany przez skrajnie autorytarną konstytucję, stan prezydenta oraz jego otoczenia - tłumaczy Jawliński. - Wokół Jelcyna nie ma teraz ludzi zdolnych podejmować decyzje. Właśnie dlatego na czele rządu powinien stanąć polityk mogący wziąć na siebie brzemię niezbędnych działań. Powinien to być człowiek, który uspokoi parlament i naród, potrafi przyciągnąć do współpracy poważnych ludzi". To właśnie partia Jawlińskiego jako pierwsza wymieniła nazwisko Primakowa jako najbardziej odpowiedniego kandydata.
Jewgienij Maksymowicz Primakow urodził się w Kijowie 29 października 1929 r. Dzieciństwo i młodość spędził w Tbilisi. Karierę zaczynał w 1956 r. jako dziennikarz w ówczesnym Radiokomitecie. Przedtem skończył Instytut Badań Wschodu, specjalizował się w problematyce arabskiej. W latach 60. pracował już w "Prawdzie". Jako korespondent organu prasowego KC KPZR na Bliskim Wschodzie pełnił dwojaką funkcję. Pisał artykuły, ale równolegle i raporty, które trafiały do Pierwszego Głównego Zarządu KGB na Łubiance. Primakow był agentem wywiadu. Zawsze stał blisko władzy. Cieszył się szczególnym zaufaniem Biura Politycznego. Wypełniał delikatne misje zlecane mu najpierw przez Breżniewa i Andropowa, a potem także przez Gorbaczowa. W Izraelu w latach 70. sondował możliwość odnowienia stosunków dyplomatycznych między Moskwą a Tel Awiwem. Wielokrotnie spotykał się z Saddamem Husajnem, zyskując jego przychylność, a nawet sympatię. Na Zachodzie i w środowisku rosyjskich demokratów wielkie wrażenie zrobiły przyjacielskie gesty dyktatora okazywane wysłannikowi prezydenta Gorbaczowa, kiedy ten w 1991 r. próbował nakłonić irackiego satrapę do zaakceptowania żądań światowej społeczności - rozpromieniony uśmiechem Saddam poklepywał wtedy Primakowa po ramieniu. Rozpad ZSRR zastał obecnego premiera na stanowisku kandydata na członka Biura Politycznego KC KPZR. Primakow jako jeden z nielicznych "wodzów" partyjnego kierownictwa nie został zmieciony przez fale historii.
W 1991 r. stanął na czele wywiadu zagranicznego, wyodrębnionego już wtedy ze struktur KGB. "Wywiad zagraniczny był jedyną z naszych służb specjalnych, której udało się wyżyć. Nie było tam żadnych skandali ani też krwawych czystek. Nawet pensje wypłacano zawsze o czasie. Nie będąc zawodowcem w pełnym znaczeniu tego słowa, Primakow potrafił zebrać wokół siebie profesjonalny zespół. Wychował zmienników. Obecny szef wywiadu Wiaczesław Trubnikow awansował właśnie dzięki niemu" - pisze komentator "Moskiewskiego Komsomolca".
W 1996 r. Borys Jelcyn walczył o kolejną kadencję prezydencką. Ówczesny minister spraw zagranicznych Andriej Kozyriew zbierał cięgi ze wszystkich stron. Krytykowany był przede wszystkim za zbytnią ustępliwość wobec Zachodu. Rosyjskie elity dojrzały już do powrotu do ideologii mocarstwowości. Primakow jako nowy szef dyplomacji zademonstrował elektoratowi twardość i stosowną przeciwwagę dla amerykańskiej dyplomacji. Zachodni partnerzy szanują go za pragmatyczną nieustępliwość.
Primakow wygrywa wszystko, co może zdobyć w światowej polityce osłabiona gospodarczym niedowładem Rosja. To właśnie dzięki niemu Moskwa z powodzeniem uczestniczy w rozwiązywaniu konfliktów na Bliskim Wschodzie i w byłej Jugosławii. Primakow, specjalista do spraw Wschodu, dba również o obronę interesów eurazjatyckiego państwa za Uralem. "Jewgienij Maksymowicz jest człowiekiem myślącym samodzielnie i o szerokich horyzontach, doskonale zdającym sobie sprawę z sytuacji panującej w Rosji oraz na świe- cie" - mówi o nim były prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow.
Czołowi rosyjscy politycy nie wymagają od niego błyskotliwej naprawy gospodarki kraju: "Nie sądzę, żeby walka z ekonomicznym bałaganem była jedynym i bezpośrednim zadaniem Primakowa - mówi Jawliński. - Jako szef rządu powinien przede wszystkim zadbać o zagwarantowanie konstytucyjnej procedury zachowania ciągłości władzy, a jako człowiek nie należący do żadnej partii, nie pretendujący do godności głowy państwa i cieszący się zaufaniem samego Jelcyna, Primakow nadaje się do tego najlepiej". Gorbaczow uważa z kolei, że w polityce gospodarczej nowy premier uniknie radykalnych, liberalnych skrajności i zarazem powrotu do przeszłości.


Primakow wygrywa wszystko, co może zdobyć w światowej polityce osłabiona gospodarczym niedowładem Rosja

Polityką gospodarczą w nowym rządzie kierować ma z fotela pierwszego wicepremiera Jurij Masliukow, członek Komunistycznej Partii Rosji, były przewodniczący Komisji Planowania ZSRR. Na czele banku centralnego stanie jego były prezes Wiktor Gieraszczenko, nie związany bezpośrednio z komunistami, ale cieszący się ich poparciem. Związki z lewicą nie powinny mylić. Nie świadczą o niczym, podobnie jak partyjna przeszłość Primakowa. Zdaniem dyrektora Instytutu Stanów Zjednoczonych i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk, zarówno Masliukow, jak i Gieraszczenko zdolni są podołać najważniejszemu zadaniu - rezygnacji z podręcznikowych reform i przejściu do nowoczesnej gospodarki rynkowej, polegającej m.in. na możliwie najefektywniejszym wykorzystaniu interwencjonizmu państwowego, szeroko stosowanego w Europie Zachodniej, Japonii i Stanach Zjednoczonych.
"Primakow jest dość mądry, by nie zajmować się bezpośrednio tym, czego nie umie najlepiej, czyli finansami i konkretną ekonomiką" - uważa Witalij Trietiakow, redaktor naczelny "Niezawissimoj Gaziety". Ale też wszyscy mają zaufanie do "kadrowego nosa" nowego szefa rządu. Zmieniając kolejne stanowiska, Primakow nigdy nie ciągnął za sobą sznureczka swoich faworytów. Ze służby wywiadu zagranicznego zabrał do MSZ tylko dwóch bliskich współpracowników. Do udziału w pracach nowego gabinetu zaprosił swojego pierwszego zastępcę ze służby dyplomatycznej - Igora Iwanowa. To właśnie on zostanie zapewne jego następcą na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Primakow zawsze umiał promować profesjonalistów w resortach, które obejmował.
Nowy premier cieszy się autorytetem nie tylko w kraju, ale również za granicą. Prawdopodobnie stanie się kluczową postacią w rosyjskiej polityce. Borysowi Jelcynowi wielu wróży przyszłość "angielskiej królowej". Nominacja Primakowa na stanowisko premiera okazała się zbawienna dla ratowania politycznej stabilności w kraju, ale też była dowodem słabości prezydenta, który nie miał dość siły i władzy, by przeforsować kandydaturę Wiktora Czernomyrdina. Usatysfakcjonowana Duma nie będzie teraz nalegać na przeprowadzenie procedury impeachmentu, czyli przymusowego odsunięcia Jelcyna od władzy. Najprawdopodobniej dotrwa on do końca kadencji, ale już bez szans na przedłużenie panowania i być może tylko w charakterze "prezydenta przy pierwszym ministrze".


Więcej możesz przeczytać w 38/1998 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0